Zwykle w sporcie widzimy tylko efekt końcowy. Brawa, tytułu, sławę. I często nie zdajemy sobie sprawy ile rzeczy po drodze musiało się wydarzyć, żeby do tego mogło dojść.
Ewa Pajor pochodzi z małej wioski Pęgów koło Uniejowa. W tym ostatnim, położonym 10 kilometrów od domu urodziła się. W połowie drogi między domem a szpitalem jest boisko w Wieleninie. Właśnie w tamtejszych Orlętach kilkuletnia Ewa zaczynała swoją przygodę z piłką. Oczywiście z chłopakami, bo jak inaczej. Reszta jest historią.
Ewa w wieku 13 lat przeniosła się do Medyka Konin, w debiucie w Ekstralidze strzeliła dwa gole. Miała wtedy 15 lat. Łącznie dla Medyka zdobyła 74 gole. Wszystko nabierało zawrotnego tempa. Podwójne Mistrzostwo Polski dla Medyka, a potem w Nyonie wraz z koleżankami Ewa zostaje Mistrzynią Europy U17 i najlepszą zawodniczką turnieju. W 2015 roku już grała w Frauen Bundeslidze – w Wolfsburgu. Pięć razy tytuł Mistrza Niemiec, Puchar Niemiec, tytuł królowej strzelczyń i łącznie 99 goli dla niemieckiego klubu. Cztery razy finał Ligi Mistrzyń. Po tym wszystkim mogła pozostać już tylko FC Barcelona. W takim klubie jej talent do strzelania goli mógł już tylko eksplodować. Mistrzostwa Hiszpanii, kolejne gole, a wczoraj kulminacja: Ewa Pajor wraz z koleżankami z Barcelony wywalczyła Ligę Mistrzyń. Sama zdobyła dwa gole w tym meczu i została królową strzelczyń rozgrywek i dodatkowo MVP finałowego meczu.
Od tego wszystkiego może się głowie zakręcić, ale to jest właśnie wspaniałe, że w każdy z nas nosi w plecaku buławę. Każdy może czegoś podobnego doświadczyć, ale droga do tego nigdy nie jest prosta. Ale warto wierzyć i marzyć i co najważniejsze warto takie marzenia wspierać. Bo dzisiejsze stadiony świata i zaszczyty często zaczynają się w małej wiosce bez szpitala, szkoły czy nawet boiska.
foto: weszlo.com
foto: sport.interia.pl
