Wszyscy się starzejemy. Przemijamy. Dotyczy to także piłkarzy, nawet tak legendarnych, którzy przez lata są legendami w swoich klubach czy reprezentacjach. W końcu przychodzi ten smutny dzień, gdy trzeba sobie powiedzieć „do widzenia” albo raczej Adios! względnie Au revoir
Antoine Griezmann pożegnał się z kibicami Rojiblancos. po ponad dekadzie grania w koszulce Ateltico de Madrid. Odchodzi. Jeszcze trochę pokopie na piłkarskiej emeryturze w Ameryce, ale już nie dla madryckiego klubu. Co po sobie zostawił? Wszystko, co najlepsze. Rozegrał 500 meczów, w których strzelił 212 bramek i zanotował 100 asyst. Został najlepszym strzelcem Ateltico Madryt w historii. I jego wielką legendą. Nie będę nawet ukrywał,. że jako kibic Atleti Griezmann to mój ulubiony współczesny piłkarz. Kapitalny człowiek. Czarował na boisku, strzelał piękne gole, cudowanie asystował, prawdziwy piłkarski baletmistrz na boisku. Nawet jeśli gola nie zdobywał, to oglądanie jego gry to zawsze była czysta piłkarska przyjemność. Poezja. Nie był wychowankiem, nie był nawet Hiszpanem, nie zdobył tytułu Mistrza Hiszpanii ani nie wygrał Ligi Mistrzów, a jednak wszyscy go kochają. Oglądanie pełnego stadionu podczas ceremonii pożegnania, gdy wszyscy płaczą, łącznie z głównym bohaterem, było niezwykłe. I ta świadomość, że to już koniec…
Tak jak kiedyś musiały się zakończyć wspaniałe kariery innych moich ulubieńców: Francesco Tottiego i Stevena Gerrarda.
Gracias, Antoine!
Antoine Griezmann: „Proszę, wybaczcie mi. Byłem młody i popełniłem błąd, przechodząc do Barcelony”. „Nie rozumiałem miłości, jaką tutaj miałem. Uznałem swój błąd i zrobiłem wszystko, by wrócić i cieszyć się tutaj”. „Nie wygrałem La Liga ani Ligi Mistrzów, ale wasza miłość jest tym, co najważniejsze”.
