Piłka nożna to najpopularniejsza dyscyplina sportowa na świecie.  To nie ulega żadnej wątpliwości. I trzeba koniecznie podkreślić, że stało się tak już wiele lat temu, w czasach, gdy nie tylko nie było VAR-u czy chipów w piłce, ale nawet telewizji nie było. 

Problem ze  współczesną  piłką,  moim zdaniem,  polega na tym, że technologie medialne rozwinęły się tak bardzo, że dziś nie trzeba oglądać nawet samego meczu w TV, żeby niemal w trybie automatycznym każdy kibic na świecie mógł otrzymać dowolny fragment pojedynku  w trybie 4K, w slow motion, z 17 kamer, łącznie z tą na koszulce sędziego. Dlatego każdy może błyskawicznie zakwestionować sędziowskie decyzje i taka historia żyje w mediach milionami odsłon. W czasach mojej młodzieńczej fascynacji futbolem nawet jednej powtórki często nie było, a jeśli już, to z tej samej kamery meczowej, tylko trochę zwolnionej. Kibic chcąc nie chcąc musiał akceptować to, co otrzymywał w TV . Gol dla Anglii w finale MŚ?  Być może.  Ręka Boga Maradony?   Chyba tak.  Nie było „dowodów rzeczowych”  więc  szybko przechodziło się dalej.  Dziś nie ma już tak łatwo.  Każdy widział, więc każdy czuje się ekspertem, to mamy tyle kontrowersji, ile mamy.  

Niestety,  za tymi wszystkimi zmianami absolutnie nie nadążają zmiany w przepisach. W każdej popularnej dyscyplinie sportu zasady i przepisy zmienia się na bieżąco sprawiając żeby odbiór dyscypliny był jeszcze prostszy i bardziej sprawiedliwy.  W piłce nożnej jest z tym duży problem. 

 

Niby coś się zmienia, niby zmiany postępują, ale dzieje się to w takim tempie, że człowiek myśli, że życia mu nie starszy, żeby te zmiany zobaczyć.  Przykład? Kiedyś stwierdzono, że tzw. spalony powrotny zostanie zlikwidowany, bo w sumie to bezsensowny przepis.  I co?  Czekam na tę zmianę chyba już druga dekadę.  

 

Gdybym jakimś cudem mógł od poniedziałku wprowadzić konkretne zmiany, to co by to było? 

Czas gry

90 minut, to tradycja, symbol, więc tego bym nie ruszał, ale trzeba coś koniecznie zrobić z tak zwaną kradzieżą czasu.  Po pierwsze w doliczonym czasie, ile by go nie było, uruchamiamy zatrzymywanie czasu, jak w hokeju, ręcznej czy koszykówce.  I tyle.  Po drugie po gwizdku sędziego /np. na faul, spalony/  bezwzględne natychmiastowe pozostawienie piłki / jak w ręcznej/  Każde przetrzymanie, każde wykopnięcie lub blokowanie karane żółtą kartką. Po trzecie ustalenie czasu na wybicie piłki przez bramkarza z tzw. piątki. Bo teraz wygląda to następująco: Bramkarz drepcze najwolniej jak się da po piłkę. Szykuje się do krótkiego zagrania w polu karnym z obrońcami, choć wiadomo, że i tak tego nie zrobi. Ale udaje, że próbuje. W końcu rezygnuje i wygania obrońców na połowę rywali. Potem wybiera miejsce wykopu i oczywiście zawsze jest to dalszy narożnik pola.  bramkowego. Ustawianie, szukanie właściwego miejsca na trawie, poprawianie. Potem  wraca do bramki, żeby okopać korkami słupek bramki.  To taki rytuał. Konieczny. No i jeszcze  podciąganie getrów, bo przecież trzeba porządnie wyglądać.  Kiedy nie masz żółtej kartki, to jeszcze coś wymyślisz, aż sędzia się wkurzy i pokaże żółty kartonik, ale to przecież bez znaczenia, żadna kara, a zawsze sporo sekund ukradzionych. W końcu kopiesz.  Ile można w ten sposób ukraść?  Widziałem takie mecze, gdzie 90 sekund to minimum.  I sędziowie nic z tym zrobić nie potrafią. Koniecznie do zmiany.

Spalone

To temat rzeka. Od wielu lat szukamy dobrego sposobu na ten przepis.  Na pewno potrzebny, ale co zrobić, żeby było sprawnie i przejrzyście?   Moje rozwiązanie jest proste: szukamy spalonego TYLKO  na poziomie stopu zawodnika.  Żadnego wychylenia ciała, kolana, głowy, tylko stopa. W końcu piłka nożna to foot ball. CO nam to da? Przede wszystkim sędziowie nie będą musieli kombinować  i zestawiać ze sobą całego ciała  zawodników, tylko skoncentrują się na stopach.  To zasadniczo ułatwi im pracę, a nam przyspieszy decyzje. 

 

VAR

Jestem absolutnie przeciwny.  W imię szeroko popularyzowanej sprawiedliwości przerywamy co chwilę mecze i zajmujemy się śledzeniem kadrów w telewizorkach.  VAR zabija coś, co w piłce najważniejsze, czyli emocje.  Pada bramka, ludzie się cieszą, wiwatują, zawodnicy rzucają się z radością w ramiona kolegów, a potem następuje wygaszenie i przez następne minuty, bywa że nawet pięć minut, czekamy na decyzję z sali telewizyjnej.  Powtórzę:  jestem za rezygnacją i nie jestem z tym sam, bo np.  większość kibiców w Premier League jest zdecydowanie za rezygnacją z systemu VAR.  Ale –  gdyby jednak to zostawić, to wprowadziłbym kilka zmian.  Po pierwsze VAR na życzenie.  Jeden na połowę, aktywowany przez trenera zespołu. Dotyczący dowolnej sytuacji.   I tylko tyle.  Jeśli sędziowie VAR decydują się na zmianę decyzji /bo widzieli lepiej w TV/ to ich decyzja jest WIĄŻACA.  Żadnego wołania sędziego z boiska bo telewizorka, bo to tylko strata czasu. Często sędziowie VAR są bardziej doświadczeni od tych z boiska. Mnie jako kibica nie obchodzi, kto podejmie decyzję. Interesuje mnie tylko to, żeby było sprawnie i szybko. Właśnie – szybko.  Jeśli sędzia przez więcej niż 60 sekund nie może zdecydować się na jakąkolwiek decyzję, to koniec. Zostaje decyzja z boiska.  

 

System kar

żółte kartki i czerwone to przeżytek.  W żaden sposób nie pasują do dzisiejszych zmagań.  Często jeden niewielki, a bywa że i kontrowersyjny błąd powoduje, że zawodnik ogląda czerwoną kartkę, i tym samym do końca meczu osłabia swoją drużynę.  Na wysokim poziomie to często kluczowe wydarzenie meczowe determinujące końcowy wynik.  Zdecydowanie potrzebne są inne rozwiązania.  Tak zwane DOGSO  zamiast czerwonej kartki tylko żółta, ale za to rzut karny niezależnie od tego w jakim miejscu boiska został popełniony taki faul.  Do tego kary czasowe, jak w hokeju.  5 minut, 10 minut na ławce kar.  Wydaje mi się to odpowiednie. 

 

Jeszcze jakieś zmiany?  Pomyślę, do[piszę. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *