Bardzo ciekawa książka. Reporterskie spojrzenie na przestępczość zorganizowaną w najbardziej niebezpiecznym kraju świata – Salwadorze. Niby nic nowego, ale jak to jest napisane! Czyta się to jak najlepszą powieść sensacyjną, ale spokojnie, krok po kroku, poznając kto z kim, przeciw komu, z jakiego powodu i z jakimi szansami na powodzenie. Od gangów tworzonych w Kalifornii, poprzez deportowanych przestępców powracających do domu, do potężnych struktur mafijnych w lokalnych więzieniach. Już sama nazwa brzmi bardzo groźnie: Mara Salvatrucha 13. I oczywiście jak często w takich przypadkach wszystko wzięło się z biedy, braku edukacji, bezrobocia, braku jakiejkolwiek sensownej alternatywy. Historia Młodego z Hollywood nie mogła się skończyć dobrze. Bo życie na prowincji najbardziej niebezpiecznego kraju świata nie daje młodym ludziom zbyt wielu propozycji. Kiedy ja zastanawiałem się co począć ze swoim życiem po skończonej szkole, Młody z Hollywood wstępował do struktur mafii. Kiedy ja jechałem w Bieszczady realizować swoje marzenia Młody był już seryjnym zabójcą, choć nadal nie był pełnoletni. Jego żona w momencie osiągnięcia pełnoletności urodziła już dwoje dzieci /starsze miało 4 lata/. Zabijanie dla zabawy, dla śmiechu, dla wkupienia się do mafii, z zemsty, a potem już tylko spirala nienawiści. Bo tam trzeba nienawidzić. To napędza do życia, to nadaje sens życiu. A że to bilet tylko w jedną stronę? Nikogo to nie obchodzi. I dlatego to zabijanie trwa. Świetnie napisana książka. Doskonale się czyta. Może jedynie można stracić orientację od tej ogromnej ilości nazw gangsterskich grup, czyli padillos.
