Każdy wie kim był Nelson Mandela i czym się zasłużył. Ale równie ciekawa, żeby nie powiedzieć pasjonująca jest postać jego żony – Nomzamo Winifred Zanyiwe Madikizeli, czyli Winnie Mandeli.
Wielka miłość? Zdrada? Nienawiść? Wybaczenie? Wszystkiego po trochu.
On był starszy od niej o 18 lat i miał jedno małżeństwo za sobą. Ale połączyła ich szalona miłość. Tylko, że żyli w czasach i w miejscu, w którym nie było łatwo o miłość. Parę lat jej mąż został aresztowany i spędził w więzieniu 27 lat. Przez wiele tylko ona odwiedzała go w więzieniu, tylko ona miała do tego prawo. Po 22 lat pobytu w więzieniu pozwolono wreszcie na kontakt, na przytulenie się. Ale kiedy on on siedział w więzieni, ona coraz bardziej parła w stronę lidera ruchu wyzwoleńczego. I przesadziła. Zorganizowała swoją gwardię przyboczną, zwaną piłkarzami, która nie zawsze działała zgodnie z prawem. Została oskarżona i skazana za organizowanie przemocy. A potem o defraudację pieniędzy partyjnych. A kiedy Nelson wyszedł wreszcie z więzienia, wstawił się za nią i publicznie przekonywał, że ufa jej bezgranicznie. Ale kiedy na jaw wyszło, że w czasie jego nieobecności /27 lat/ miała romans, Nelson nie był już w stanie jej zaufać. Rozstali się, separowali, a potem rozwiedli. Nelson nie utrzymywał z Winnie żadnych kontaktów. Tej zdrady, tego jednego nigdy nie miał jej wybaczyć. Dopiero w wieku 95 lat zaprosił Winnie na swoje urodziny. A kiedy pod koniec 2013 roku umierał, przy jego boku była do końca właśnie Winnie.
Los zgotował im niebywałą historię. Miłość, apartheid, więzienie, walka o wolność, zdrada, prezydentura, dramaty rodzinne /tragiczne śmierci dzieci i wnucząt/, rozstanie, aż po ostatnie wspólne chwile. Nelson i Winnie Mandela.
