Żadne ze mnie specjalista od gier komputerowych.  W życiu trochę się minąłem  czasowo  z zabawą w gry.  Urodziłem się za wcześnie, potem miałem inne priorytety, z czasem kilka spraw nadrobiłem, ale  jednak nie za wiele porałem.  Niemniej jednak  coś tam w życiu poklikałem i dlatego mogę wyrazić swoją opinię:  Red Dead Redempion 2  to najlepsza gra komputerowa w dziejach ludzkiej cywilizacji. 

Jak można tę grę przedstawić?  Jako symulator życia na Dzikim Zachodzie, a jeszcze dokładniej  symulator  życia członka gangu rewolwerowców. 

W wielkim uproszczeniu dostajemy fabularny western w starym dobrym stylu, tylko dodatkowo oprócz oglądania możemy sami w tym filmie wystąpić i robić niemal wszystko t, na co mamy ochotę.  Członkowie gangu dokonują spektakularnego  napadu na bank, ale sprawy się skomplikowały i muszą póki co zapomnieć o pieniądzach i szybko  uciekać przed sprawiedliwością. 

Firma Rockstars tworzyła tę grę 8 długich lat, wszystko po to, żeby wyszła  prawdziwa perełka, którą  sprzedali w około 82 milionach egzemplarzy.  Co przyniosło firmie kilka MILIARDÓW dolarów przychodu.  Co ważne,  mają również moje 250 złotych.  I to bez wątpienia jedne z najlepiej wydanych przeze mnie pieniędzy.  

 

Dlaczego ta gra tak mi się spodobała i spędziłem nad nią, no właśnie ile?  100 godzin?  Pewnie więcej, dużo więcej.     Nigdy nie byłem na Dzikim Zachodzie, ani nie strzelałem  z rewolweru siedząc na koniu, ale czuję, że to było w dużej mierze realne.  Jasne, to ciągle gra i pewne elementy zawsze będą sztuczne, ale i tak robi kolosalne wrażenie.  Dbałość o szczegóły jest tutaj legendarna.  Ślady po wystrzelonych pociskach,  krople deszczu na twarzy, stukot końskich kopyt różniący się w zależności od tego czy zwierzę biegnie po piachu, trawie czy deskach mostku.  Do tego realizm życia.  Rośnie nam broda, włosy,  z którymi powinniśmy coś zrobić, a także zażywać kąpieli  i zmieniać ubrania, bo znajomi nas o tym delikatnie informują.  Siebie i konia trzeba karmić, konia czesać i budować z nim więź. Odwdzięczy się stopniową poprawą szybkości, lojalności i sprawności podczas ucieczek z bronią w ręku.   W grze możemy przechodzić tryb fabularny, czyli wykonywać kolejne zadania,  które tworzą fabułę tej gry, ale możemy też w każdej chwili rzucić wszystko na pewien czas i pojechać w Bieszczady przepraszam w góry, doliny, stepy czy inne miejsca ogromnej, otwartej mapy. Nic nie musimy robić. Możemy pędzić z wiatrem we włosach po stepie, albo truchtać konno po niezliczonych  ścieżkach i podziwiać przepiękne amerykańskie krajobrazy.  Wieczorem rozbijamy obóz, pieczemy mięso, śpimy, rano w stajemy, karmimy konia i jedziemy dalej.  Zatrzymujemy się w jednym z wielu istniejących w grze miasteczek, gdzie możemy się wykąpać, przespać w łóżku, zmienić ubranie, uzupełnić zapasy w sklepie, naprawić albo kupić nową broń i wiele, wiele innych rzeczy.  W dużym mieście możemy nawet wejść do kina.  Nasze łupy pochodzące z napadów  i ze zdobyczy wymieniamy u pasera na pieniądze, bo tych ciągle potrzebujemy do życia.  A kiedy paser nas wkurzy i trochę mu przyłożymy za swoje niecności, to kiedy go odwiedzimy następnego dnia będzie miał bandaż na głowie.  A budynek w głównym miasteczku  stale jest budowany i za każdym razem gdy tam przyjeżdżamy widzimy postępy w budowie.  W epilogu możemy nawet  podjechać i zobaczyć gotowe dzieło.   Na trasie, na drodze, mijamy innych kowbojów, wozy, dyliżanse, ludzi.  Możemy ich pozdrowić, możemy pogonić albo zabić i ograbić.  Napadamy na banki, pociągi i dyliżanse.  Musimy z czegoś żyć.   I tak to się toczy życie na Dzikim Zachodzie. 

 

Przeszedłem cały tryb fabularny, ale pewnie nawet nie połowę różnych dodatkowych zadań, bo przecież tych jest tu bez liku.  Możemy polować na masę różnych zwierząt, możemy zbierać zioła i kwiaty, wszystko nam się opłaci.  Możemy przeszukiwać opuszczone domy i tajemnicze miejsca, znajdywać mapy skarbów, a po ich odnalezieniu,  zamieniać złoto na pieniądze.  Oczywiście sam na to nigdy bym nie wpadł.  Tutaj z pomocą przychodzi społeczność gry i niezliczone poradniki w sieci. 

Ciekawe jest to, że gra ujrzała światło dzienne w 2018 roku i od początku o niej marzyłem . Ale dopiero jakieś dwa lata później mogłem ją kupić.  Kilka razy się do niej zabierałem, ale dopiero teraz w 2026 roku wsiąknąłem w całości, wessała mnie ta gra i zabrała wiele godzin z życia. Początek był dość… nudny. Gang przedzierał się przez głębokie śniegi uciekając przed pościgami.  Wszędzie tylko biel i żadnego kolorowego obrazu.  Do wykonania kilka prostych zadań. Kilka razy zabierałem się za grania, ale właśnie na tym śnieżnym wstępie polegałem.  Dopiero bodajże za czwartym razem  przeszedłem wstęp i gra otworzyła przede mną swoje bezkresne, kolorowe podwoje.  Reszta jest już historią…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *