Trudno w to uwierzyć, ale dziś zaczynają się kolejne Mistrzostwa Świata w piłce nożnej.  Dla mnie 14. 

Tym razem najlepsi piłkarze świata będą kopać piłkę w USA, Kanadzie i Meksyku. 

Mundial w dawnych  latach wywoływał u mnie ekscytację.  Najpierw dwuletnie eliminacje,  które same w sobie już były wydarzeniem, potem losowanie grup, dalej całe przygotowania, wybieranie składów, potem wreszcie zakup Skarbu Kibica.   A potem miesiąc przed telewizorem.

Ale to już było. Od pewnego czasu futbol reprezentacyjny przestał mnie intrygować,  eliminacje stały się farsą,  a mimo tego Polacy i tak nie pojechali na Mundial,  a wybieranie składu  zostało u nas skrócone do meczu towarzyskiego z Nigerią, to wszystko sprawiło, że nie poczułem klimatu. 

Do tego absurdalne  rozszerzenie uczestników do 48 /mówi się o jeszcze większej liczbie/  granie w trzech państwach, na dwóch kontynentach, w miastach odległych od siebie o tysiące kilometrów, to nie pomaga.  48 drużyn, czyli faza grupowa bez sensu, bo i tak wyjdą z niej 32 zespoły.  Może dla fanów debiutujących  drużyn z Curaco czy Jordanii to będzie wydarzenie, ale reszty fanów na świecie zdecydowanie nie.  No i polityka.  Trump, wojna z Iranem, szaleńcza polityka migracyjna, która dotyka także uczestników piłkarskich zmagań, kibice, którzy boją się pojechać do USA, albo odstraszają ich horrendalne ceny biletów, hoteli czy choćby parkingów pod stadionami.  W Meksyku też nie jest idealnie. Walki karteli trwają, do tego protesty obywateli.  No i godziny.  Oglądanie o 4.00 meczu Haiti vs.Szkocja to będzie niewykonalne.  


 Pewnie jakoś to wszystko  zacznie się toczyć, ale czy to będzie piłkarskie święto?  Chyba nie sądzę. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *