Serial „Yellowstone”  to prawdziwe Uniwersum. Serial właściwy skłądający się z pięciu sezonów, do tego już powstałe i powstające nadal preguele: 1823 i 1823 przedstawiające na przestrzeni lat losy rodziny Duttonów.  Właśnie obejrzałem zakończenie  serialu. 

 

Yellowstone to serial bardzo wciągający.  Opowiada o kowbojach z Montany, ale nie jest to western, bardziej opowieść  o upadającym zawodzie kowboi walczących o swoje przetrwanie w coraz bardziej  betonowym świecie, o Indianach z Rezerwatu walczących  o to samo, o rodzinnych tarapatach, o idei zachowania ziemi przodków za wszelką cenę.  I to była bardzo dobra opowieść. 

 

Serial rozrósł się do kilku sezonów i wspomnianych pregueli i to mocno rzutowało na jego zakończenie. Splot nie do końca przewidzianych zdarzeń, takich jak: covid, strajk scenarzystów, czy konflikt z główną gwiazdą serialu, także jego współproducentem – Kevinem Kostnerem, sprawił, że w ostatniej części… zabrakło głównego bohatera.  Trzeba było improwizować, zmieniać scenariusz żeby sensownie zakończyć opowieść.  Jak wyszło?   Dla mnie dobrze.  Nawet największe seriale mają zawsze problem z zakończeniem.  To zawsze jest trudne poprowadzić wiele lat wątków do takiego zakończenia, żeby oglądający byli zadowoleni, że to już koniec.  Wydaje się to niemożliwe.  A jeśli dodać do tego rezygnację główne aktora i konieczność pisania na kolanie nowego scenariusza, to robi się zadanie niemożliwe do wykonania.  Ale mnie się podobało. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *