Minął trzeci tydzień mojej walki o lepsze jutro.

To nie były dobre dni. Podobnie jak poprzednie. Odchudzanie stoi w miejscu. I to jest mimo wszystko pozytywna rzecz. „Mogło być gorzej” – to jedyny pozytyw.


Boli mnie w zasadzie wszystko. Rano trudno mi wstać, choć śpię prawie do południa. Pogoda na zewnątrz nie skłania do spacerów, ale to bez wielkiego znaczenia, bo i tak nie znajduję sił do wyjścia z domu. Nawet wizyta u taty, czy pójście do sklepu to dla mnie obecnie niemal ekstremalna wyprawa. Niby trzymam dietę, ale coraz więcej w niej luk. A to za dużo chleba, a to herbata z cukrem, a to coś innego. W takiej sytuacji, wobec braku ruchu – efektów nie ma.




Prawda jest taka, że jeśli szybko nie opanuję sytuacji, to nawet z tej reszty niewiele zostanie.

Może wiosna przyjdzie i wszystko stanie się prostsze? Na razie jednak niespecjalnie się na to zanosi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *