Opowiem Ci dziś, Weiser, o najlepszym przyjacielu człowieka. 



Takim, który jest z nami przez cały dzień, właściwie niemal na każde zawołanie.  Kiedy my śpimy, on delikatnym snem czuwa  przy nas, czekając na odpowiedni moment, żeby nam oznajmić, że nastał nowy dzień i warto wstać z łóżka.  Po całym dniu, często późno w nocy, czuwa przy nas, cierpliwie jest z nami, czekając aż zaśniemy.   Te kilka godzin snu muszą mu wystarczyć, bo przecież niebawem znowu nowy dzień.

Swojego przyjaciela przyniosłem do domu ze schroniska dla innych, takich jak on,  najlepszych przyjaciół człowieka.  Miał mieć czarną, błyszczącą sierść, ale ktoś przede mną, zabrał już takiego.  Dla mnie pozostał tylko taki… inny.  Ale też go od razu polubiłem.




Tak, Weiser, dziś opowiem ci o swoim telefonie.


Choć przecież „telefon” to jednak będzie pewne nadużycie w przypadku tych urządzeń, które prawie każdy z nam ma w kieszeni, albo torebce.  Z czasów dobrze znanych tobie, Weiser,  urządzeń z wielką i ciężką słuchawką i korbką po boku nie zostało w zasadzie nic.  Zamiast tego cywilizacyjny postęp dał nam potężny  komputer pokładowy, wiele razy potężniejszy od komputerów, które prowadziły  astronautów na Srebrny Glob,  z ewentualną możliwością  prowadzenia rozmów telefonicznych, gdyby ktoś bardzo tego potrzebował.

Co zatem jest takiego ciekawego w tym cacku, które prawie każdy z nas posiada – urządzeniu o wartości znacznie  przekraczającej dobrej klasy telewizor pięćdziesięciocalowy,  porządny, stacjonarny komputer, czy dobry laptop?  Co w nim znajdziemy takiego interesującego?

Można wstawać wraz z pianiem koguta,  o ile ktoś posiada własnego koguta, ale prościej skorzystać z BUDZIKA,  który mamy wbudowany w telefonie. O wybranej porze, delikatnym dźwiękiem  hawajskiej lutni (o ile istnieje taki instrument), albo rozmową z ulubionego radia,  wybudzi nas ze snu do nowego życia. Analogicznie, wieczorem, po trudach dnia,  do snu ukoi nas delikatny chillout, dźwięki  opadającej na kamienie  wody z jednego z kilkuset dopływów Amazonki.

Pijąc poranną, aromatyczną kawę, odczytujemy maile, które dostaliśmy ostatniej nocy,

a potem  spokojnie przeglądamy Twittera sprawdzając czy są jakieś polityczne szanse na szybką zmianę rządu, albo transfer last-minute do ulubionego klubu piłkarskiego, czyli tego z miasta Beatlesów.

Można zaplanować zakupy na dzisiejszy obiad przeglądając najnowsze oferty w aplikacjach naszych najbliższych sklepów, zapisać sobie w ręcznym notatniku,

a po zakupach przygotować wszystko zdrowo i smacznie przy pomocy aplikacji liczącej kalorie i sprzężonej z kuchenną wagą. 

Można też nic nie liczyć, tylko zamówić gotowy obiad na specjalnym portalu.

Oczywiście, przed zakupami trzeba sprawdzić stan naszego konta bankowego – to określi nasze możliwości zakupowe.

Przed spacerem, albo wyjściem na zupy, możemy sprawdzić prognozę pogody.  Warto wiedzieć, czy nie czeka na nas śnieżna zamieć, delikatna mżawka, albo ciepły, słoneczny i bezchmurny dzień.

Groźniejszych zdarzeń naturalnych nie musimy się obawiać, bo przecież czuwa nad naszym bezpieczeństwem specjalna  rządowa  komórka i w razie poważnego zagrożenia dostaniemy stosowne powiadomienie.

Do sklepu, albo na spacer, możemy pojechać komunikacją publiczną. Wyszukanie tramwaju, albo autobusu, to żaden problem, podobnie jak późniejsze jego śledzenie na interaktywnej mapie.

Podróżowanie miejskimi środkami komunikacji zasadniczo  nie jest darmowe, więc potrzebujemy biletu.  Można go kupić w wielu aplikacjach. Szybko i sprawnie.  I co ważne –  taniej niż w automacie biletowym.

Czasem bardzo się śpieszymy. Wtedy jedynym  ratunkiem dla nas będzie  szybka taksówka.  Można machać ręką na ulicy, ale szybciej i znacznie taniej będzie skorzystać z aplikacji, mapy w telefonie i poszukać samemu oferty najbliższego dostępnego pojazdu.

Jeśli obejrzeliśmy zbyt wiele seriali kryminalnych i trochę się obawiamy obcych na ulicy, to możemy wykorzystać lusterko w telefonie, żeby sprawdzać, czy nikt nas nie śledzi.  Przecież nie napiszę, że można dzięki lusterku poprawiać makijaż w autobusie.

Na spacer można wybrać się do lasu i wcale nie obawiać się, że się zgubimy. Mamy przecież w telefonie całkiem skuteczny kompas.  

Możemy sami wytyczyć sobie trasę do przejścia na mapie, potem policzyć  kilometry i spalone kalorie. 

Możemy też  posłuchać ulubionej radiowej audycji,

ciekawego podcastu,

albo po prostu koncertu swojej ulubionej kapeli punkrockowej.

Albo samemu nagrać podcast, używając do tego telefonowego  dyktafonu, jeśli oczywiście mamy cos mądrego światu do zakomunikowania.

Jak niespecjalnie uważaliśmy w szkole na lekcjach biologii, czy tam innej botaniki, to mamy teraz problem z rozpoznawaniem  podczas spaceru drzew, kwiatów, liści, traw i ogólnie wszelkie maści naszej rodzimej i nie tylko, flory. Na szczęście istnieją sposoby szybkiego naprawienia tego problemu.

Jak coś nam się bardzo spodoba, to nie ma nic prostszego, jak tylko zrobić urocze zdjęcie, przesłać je znajomym, udostępnić na portalu społecznościowym, albo po prostu przechować na specjalnym dysku, które nie wiedzieć czemu ktoś nazwał chmurą, choć przecież powszechnie wiadomo, że znajduje się gdzieś głęboko, w chłodnej piwnicy, bardzo daleko nie tylko od chmur, ale nawet słońca.

Jeśli zakupy w osiedlowym sklepie okazały się  niewystarczające, to przecież wsparciem  są serwisy aukcyjne. Tak się nazywają, bo pewnie już nie pamiętacie, albo jesteście za młodzi, żeby pamiętać,  ale na początku na tych serwisach  właśnie nabywało się towary poprzez licytacje.

Można kupić z Polski, można z innego kontynentu, jak sprawa  nie jest taka pilna.

Gdy wrócimy do domu i z dezaprobatą zauważymy, że ściany w naszym pokoju głośnym, aczkolwiek niemym, krzykiem domagają się pomalowania, możemy przy pomocy prostej aplikacji zwizualizować sobie nową wersję kolorystyczną naszego salonu,

i nawet nie musimy biegać do marketu w bezsilnym poszukiwaniu odpowiedniego odcienia, właściwego koloru naszych ścian.

Zamawiamy i profesjonalna firma wrzuci nam to pojutrze do paczkomatu pod domem.

Ponieważ farby sporo kosztują, trzeba będzie spokojnie wszystko przeliczyć i przekalkulować.  Do tego może być niezbędny kalkulator,

albo nawet plik excela, jeśli ktoś lubi. Znam takich, którzy lubią.  Nawet blisko znam.

Na popołudniowy relaks możemy wybrać dobry film, albo intrygujący serial.  Jest w czym wybierać.

Możemy oczywiście, jeśli mamy tyle samozaparcia, obejrzeć coś w polskiej telewizji, tylko koniecznie sprawdźcie wcześniej  program TV, żeby nie trafić w środek cyklonu, czyli „politycznej Polaków dyskusji”.

A jak nam się film spodoba, a zwłaszcza jak nam się spodoba ta aktorka, która w nim występuje, to można sprawdzić szybko jak się nazywa, ile ma wzrostu i w jakich serialach można ją jeszcze zobaczyć.

A jak w pilocie do TV wyczerpią się baterie, to znowu żaden problem.  Mamy przecież odpowiednie narzędzia w swoim telefonie.

Czasem jak nie chcemy być sami, to możemy w telefonie dość szybko znaleźć miłe towarzystwo na najbliższe zimowe wieczory,  jesień życia,

albo jak bardzo chcemy, to tylko na kilka nocnych godzin…

Są też lepsze sposoby na rozrywkę.  Można posłuchać ciekawych audycji, podcastów, albo audiobooków,

a dla desperatów pozostaje już tylko czytanie książek.  Książki mają często mały druk i potrzebne jest wsparcie.  Okulary – wiadomo, pomagają, ale czasem  uratuje nas tylko lupa.

A jak za pomocą odpowiedniej aplikacji przerzucimy naszego e-booka na pięćdziesięciocalowy telewizor,

to mamy książkę  na pół ściany i czujemy się trochę  jak w kinie, gdzie zamiast filmów, wyświetlają na ekranach książki.

Jeśli jakieś słowo jest dla nas zbyt frankofońskie, albo zbyt germańskie, bo wiadomo, że „języki obce bywają nam obce”  szybką pomocą służy nam tłumacz.  I wszystko staje się jasne. 

W międzyczasie inna aplikacja  błyskawicznie poinformuje nas, że nasza ulubiona drużyna znowu straciła gola i pewnie przegra kolejny mecz i trzeba będzie znowu zwolnić trenera.  O tym też zostaniemy bezzwłocznie poinformowani.

A kiedy już wyślemy swoje CV w poszukiwaniu lepszej i bardziej wymarzonej pracy,

bo przecież rachunki za gaz i prąd stale rosną,

choć za każdym razem chodząc do piwnicy  i przy pomocy latarki i notatnika spisujemy te same wartości i wysyłamy je aplikacją do gazowni i elektrowni.

Sfrustrowani wysokimi rachunkami znowu wracamy w świat muzyki, ale ciągle nie daje nam spokoju ta piosenka, którą dziś słyszeliśmy w reklamie jednego szwedzkiego samochodu.  Na szczęście są proste sposoby, żeby sprawdzić co to za melodia i co to za piosenka.

Uradowani tym odkryciem możemy wysłać krótką wiadomość tekstową do bliskich i do całego świata. Są w zasadzie darmowe.  

Internet nie jest wprawdzie całkiem darmowy, ale jak się mocno postarać, to da się sporo zobaczyć.  Czasem uda nam się nawet  dotrzeć do końca internetu.

I pomyśleć, że to wszystko nie wymaga nawet poruszania palcem, ani innym narządem.  Wystarczy powiedzieć coś mądrego, a nasz wirtualny asystent w telefonie to zrobi, wyszuka, przeczyta, wszystko za nas.  Żyć, nie umierać…

A potem  znowu kończy się dzień i przy pomocy kojących dźwięków rodem z amazońskiej puszczy ułożymy się do snu…

I pomyśleć, że za codzienną, niewielką w sumie, porcję energii z ładowarki, za kilkanaście spłaconych rat, możemy mieć w życiu  tyle radości…

 I tylko niektórzy pamiętają, że z kolegami można spotkać się na ławce, pod trzepakiem, bez umawiania się na portalach społecznościowych, ot, tak po prostu.  Że pogodę przepowiadało się patrząc na wieczorne niebo  i zachodzące słońce, że do lasu chodziło się słuchać śpiewu ptaków, że książka musiała pachnieć farbą drukarską.

I komu to wszystko przeszkadzało, Weiser, mój drogi przyjacielu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *