13 października 2025

Kiedy jakiś czas temu na rynku gier wideo ukazał się symulator życia kozy, byłym pewien, że nic mnie już bardziej nie zaskoczy.  Ale pojawił się symulator zbrodniarza.  Zbrodzienia, jak napisałaby  Marta Kisiel. 

12 października 2025

Trafi cię Schlagwort i nic nie poradzisz.  Nie ma co drążyć.  Nie poradzić i  już.  Jest Schlagwort i tyle. 

https://youtube.com/shorts/pTX-6O9kWms?si=bWibhQOf_0vE1lRBhttps://youtube.com/shorts/qw2uG_MLaWk?si=w9nwHXludPxp_Nzehttps://www.youtube.com/shorts/4rvU6ZnNZQs?feature=share

11 października 2025

Z jakiegoś trudnego do zlokalizowania impulsu zacząłem… sprzątać mieszkanie. Tak. Wiem jak to brzmi. Tym razem jednak zdecydowałem, że nie będzie to proste odkurzanie środka pokoju. Że trzeba zrobić coś więcej. Gruntowniej. Nie umiem powiedzieć co przekonało mnie do tak desperackiego czynu, ani tym bardziej czym to szaleństwo się skończy, ale sprzątam. Szybko okazało się, że to nie będzie łatwa i na pewno nie krótka przygoda. Stopień zapuszczenia mojego mieszkania przekroczył wszelkie alarmowe granice i żeby to sprzątanie przyniosło jakiś zauważalny efekt, przynajmniej taki, że ewentualna wizyta sanepidu nie zamknie całego bloku mieszkaniowego przy Storczykowej z powodu epidemii, to muszę to zrobić bardzo dokładnie. Ponieważ jedyną rzeczą, której od dawna posiadam w nadmiarze jest czas wolny, to robię to powoli, ale systematycznie. Okazało się, że nie jest to takie proste. Może mam dużo wolnego czasu w zegarku, ale mam mało pomieszczeń. A tutaj jest tak, że aby posprzątać łazienkę, trzeba najpierw zrobić porządek z naczyniami, które tam zalegają po myciu. Muszę je myć w łazience, bo w kuchni nie ma dostępu do wody. Ale żeby te umyte naczynia przenieść na miejsce w kuchni, trzeba zrobić w niej porządek. Więc robię. Wyrzuciłem stare, przeterminowane zapasy, mnóstwo butelek, słoików, pozostałe wyniosłem do łazienki do umycia /prawie się nie mieszczą/ i tak będę po kolei, krok po kroku robił te porządki. Dziś czyściłem regał z książkami. Poprzestawiałem, zmiotłem kurz, od razu lepiej to wygląda. Przesunąłem kanapę, na której śpię, i tutaj w salonie też robię krok po kroku porządki. Sporo rzeczy pójdzie do wyrzucenia /stare butelki/, może mini alkohole, muszę odzyskać dla świata schody na antresolę, dziś zastawione tysiącem niepotrzebnych bibelotów. I tak, krok po kroku, step by step, bawię się w porządki. CDN…

10 października 2025

Tik-tak, tik-tak, dzień – noc, dzień – noc, poniedziałek, wtorek, styczeń, luty, marzec, październik. 50. 56. 57. Lat.

Tik-tak, dzień – noc…

9 października 2025

Znowu mnie to dopadło.  Upokorzenie.  Wstyd.  Upadek. Nie mam  sił. 

8 października 2025

Taka sytuacja: 

Wczoraj albo przedwczoraj, nie pamiętam dokładnie, bo jak się w życiu nic nie robi, to wszystkie dni stają się niemal jednakowe, bo nie ma się żadnego odniesienia, więc wracając do tematu, poszedłem tam, gdzie nawet król, chadza piechotą.  Usiadłem na tronie, zrobiłem co trzeba i zacząłem wstawać.  I wtedy poczułem przeraźliwy ból, jakby mi ktoś nogę w kolanie urywał.  Straszne.  Zatkałem usta dłonią, żeby nie było słychać krzyku, żeby sąsiedzi nie usłyszeli i nie przybiegli na ratunek, choć to mało prawdopodobne, bo to Ukraińcy i mogą nie rozumieć krzyku w języku polskim. Opanowałem trochę  ból, ale tylko trochę, noga w kolanie nie chciała się wyprostować.

Spróbowałem wstać na jednej nodze, co nie było łatwe, bo przecież ta lewa noga też jest w fatalnym stanie. Jakoś wstałem, ale nie mogłem się ruszać za bardzo na jednej chorej nodze, i drugiej zgiętej w kolanie. Siła ciążenia próbowała rozprostować tę prawą nogę, co powodowało znowu większy ból. Może udałoby mi się jakoś dokuśtykać do pokoju i zalec na wersalce, ale przecież siedziałem na tronie, potrzebowałem się podetrzeć, a wstawanie bolało jak cholera. Kompletny pat. Kilka prób wstania, jeszcze większy ból. Trwało to kilka minut. Uspokoiłem jakoś trochę sytuację, spróbowałem jakoś powoli, delikatnie rozprostować kolano i za którymś razem udało się. Wstałem, zrobiłem co trzeba po wstaniu z toalety, i pokuśtykałem na wersalkę. Bolały mnie oba kolana, bolały mnie zęby z bólu i siedząc na tym łóżku zastanawiałem się, co bym zrobił, gdyby taki atak spotkał mnie w pociągu, tramwaju czy autobusie. Ponura perspektywa. Chyba odwiedziłbym kolejne pętle i dworce zanim udałoby mi się opanować sytuację i wstać.

7 października 2025

Nadal kręci

https://www.youtube.com/shorts/VWKyesJ_8gk?feature=share

6 października 2025

Dziś 72 urodziny obchodzi Jurek Owsiak. 

Królu Złoty, Wielki Dyrygencie,  kieruj Orkiestrą  do końca świata i o jeden dzień dłużej.

5 października 2025

Jakiś czas temu Filip namówił mnie na lekcje angielskiego za pomocą Dualingo.  Nie byłem specjalnie zainteresowany, bo kiedyś już korzystałem, ale to raczej bardziej zabawa dla młodzieży niż poważna nauka.  No i kolejny „powód”  by gapić się codziennie w telefon. Ale namawiał, więc co?  Dziecku odmówisz? 

Dziś mam za sobą 68 codziennych lekcji.   Czy poziom mojego angielskiego  podniósł się choćby o milimetr?   Nie wiem, ale klikam  dzień po dniu. 

4 października 2025

Pizga złem dzisiaj.   Wieje, popaduje i jest po prostu chłodno.  To pierwszy taki dzień w tym sezonie, ale nie odpalę jeszcze grzejników.  Nie ma mowy…

3 października 2025

WOW.  Pragnę.   Chcę.  Natychmiast,  a nie dopiero w przyszłym roku…

https://youtu.be/HcI60a6PbdI?si=sZvEl-52nFb3iH5khttps://www.youtube.com/watch?v=uhXYyctqpiEhttps://www.youtube.com/watch?v=vsML-WkcoSQ

2 października 2025

Ola z Pawłem polecieli na wakacje do Malagi

1 października 2025

30 września 2025

Ani się człowiek obejrzy, a znowu jest rok później…

29 września 2025

Jeden z bohaterów książki:  'kładę się do łóżka, zasypiam, a potem niespecjalnie mam ochotę na ciąg dalszy”.

28 września 2025

Kigali. Stolica Rwandy w Afryce.  Trzy dekady temu, gdy ja mieszkałem  w pięknej okolicy Limanowej,  w Rwandzie jedni ludzie mordowali drugich ludzi.  Bez sensu, bez refleksji, bez współczucia, bez cienia ludzkiego odruchu. 

Dziś w tym samym Kigali, stolicy Rwandy kończą się Mistrzostwa Świata w Kolarstwie.  To samo miejsce, potomkowie tych samych ludzi, dwa różne światy. 


27 września 2025

Sport, czy piłka w szczególności, polega między innymi na kibicowaniu.  Nie rozumiem, gdy ktoś mówi, że ogląda mecz  dla samego oglądania i nie kibicuje żadnej z drużyn.  No, nie.  Ja muszę trzymać kciuki za jedną z drużyn. Nieważne jaki to mecz, jaki kraj, jaki poziom – zawsze muszę mieć swojego faworyta, nawet jeśli jutro o nim już zapomnę.  

Mam swoje ulubione drużyny na wielu poziomach.  Nie mam jednej.   To rodzi szansę, że zawsze kto poprawi mi humor, ale też obawę, że w którymś momencie będę się smucił.  Na poziomie lokalnym to oczywiście Morena Gdańsk.   Gdzieś dalej, z sentymentów, Limanovia Limanowa, Świdniczanka Świdnik, Avia Świdnik.  Oczywiście w Polsce to Lechia Gdańsk.   A globalnie  FC Liverpool od dziecka i Atletico Madryt od bardzo, bardzo dawna.  Trochę jeszcze AS Roma we Włoszech i RB Lipsk w Niemczech.  Tak mam. 

No i właśnie dziś uczucia mam mocno ambiwalentne. Przykra porażka Liverpoolu i wielki tryumf Atleti.  Klęska Lechii i super mecz Świdniczanki.   I tak to się u mnie kręci. 

Szkoda tylko, że nie mogę o tym wszystkim dziś pogadać…  Cóż. 

26 września 2025

Książki czytam od bardzo dawna.  I przyszła mi taka myśl do głowy, że obecnie jest taka moda w literaturze, podobna do telewizyjnych seriali.  Sezony.  Tomy. 

Kiedyś zasadniczo książki były jedną, pojedynczą całością.  Czasem był ten sam bohater jak Pan Samochodzik czy Tomek Wilimowski, żeby daleko nie szukać, ale to jednak zawsze była osobna opowieść, której akcja działa się w różnych stronach, z różnych bohaterami.  

A teraz mamy sytuację, że autor popełnia jedną historię, a potem na fali popularności rozszerza ją na kolejne tomy opowieści.  Mnóstwo takich przykładów. Choćby słynna seria Kena Folletta – Kingsbridge.  Napisał kultowe „Filary Ziemi”, potem rozciągnął opowieść na kolejne wieki (Świat bez końca, Słup ognia), i kiedy wszyscy szykowali się na ostatnią część tego cyklu (Zbroja światła) to zupełnie niespodziewanie ukazał się… prequel opowieści:  Nim stanie się światłość.    Czyli był serial główny, potem powstały kolejne sezony, powiedzmy sequele, aż w końcu jedyną opcją kontynuacji opowieści był prequel.  Nota bene świetny.  I właśnie tak sobie to skojarzyłem z telewizyjnymi serialami. 

25 września 2025

24 września 2025

Ludzie zasadniczo nie czytają książek.  Przynajmniej ta ludzkość zamieszkująca tereny nad Wisłą czy Wartą.   To jest dziwne i kompletnie dla mnie niezrozumiałe, ale chyba jeszcze trudniej mi pojąć dlaczego większość z tego małego grona, którzy jednak od czasu do czasu sięgają po literaturę czyta niemal wyłącznie kryminały

Zupełnie tego nie rozumiem.  I mówiąc, że czytają kryminały, mam w zasadzie bardziej na myśli jakieś thrillery, horrory, gęsto ścielące się trupem  historie kryminalne  w znanym nam światach i okolicach.  Rozumiem raz na jakiś czas. Sam preferuję odmienność  i szeroki wachlarz tego, co czytam i rzeczywiście raz na jakiś czas znajdzie się jakaś pozycja z przemocą w tle, ale żeby notorycznie?  Co jest fajnego zalewać swoje życie historiami o mordercach, psychopatach, zabójcach itp.  Jak nie w mieście, na sąsiedniej ulicy, to w schronisku górskich.  Albo w pracy.  Nie, nie rozumiem. 

23 września 2025

„Życie, nie tak je sobie wyobrażaliśmy”.

To prawda, nie tak. 

22 września 2025

Raz staruszek, spacerując w lesie,

Ujrzał listek przywiędły i blady

I pomyślał: – Znowu idzie jesień,

Jesień idzie, nie ma na to rady!

21 września 2025

Gdyby Mama nadal żyła, dziś świętowalibyśmy Jej urodziny i szykowali  tort z 82 świeczkami. 

Kiedyś, gdy byłem mały imię mojej Mamy wydawało mi … hmm –  staroświeckie? Jak Franciszek, jak Józef, jak Stanisław.   Dziś Zofia wydaje mi się najpiękniejszym imieniem na świecie. 

20 września 2025

Mam taką tabelkę Excela, która podpowiada mi wszystkie daty i rocznice, o których powinienem pamiętać, podaje ilość dni do tej rocznicy itp.  Bez tego nie ogarnąłbym żadnej daty. 

I tam mam zapisane, że Tata, wczoraj obchodził 84. urodziny.  I to sumie jest zrozumiałe.  Ostatnie Jego obrazy, które zapamiętałem pochodzą z czasu, gdy miał ponad 80 lat. 

Ale ta sama tabelka podaje mi informację, że Mama, która urodziny będzie obchodzić jutro, miałaby 82. lata.  I już jest dziwne uczucie, bo ja Ją pamiętam, gdy miała 66 lat. Dziwne uczucie. 

19 września 2025

Gdyby Tata nadal żył, dziś świętowalibyśmy  Jego urodziny i szykowalibyśmy tort z 84 świeczkami.   Tak by było. 

18 września 2025

Kilka dni temu, może tydzień albo nawet 10 dni z powodów technicznych  położyłem się w nocy spać na wersalce.  Spodobało mi się. Jakoś sympatycznie jest w nocy.  Więc od tamtej pory, póki co, śpię na wersalce. Ale dziś zdałem sobie sprawę, że ma to trochę nieoczekiwane  skutki.  Plusy ujemne.  Albo dodatnie.  Raczej dodatnie.

Mianowicie od tych dziesięciu dni w ogóle nie włączałem telewizora

Świat zmienia się na naszych oczach…

17 września 2025

Kiedyś wydawało mi się, że jednocześnie czytać można tylko jedną książkę. No bo jak inaczej?  Rozpraszać się?  Mieszać wątki?   Ale dziś myślę już trochę inaczej.  Obecnie  czytam jedną książkę papierową, drugą będę przeglądał w tym samym czasie, do tego czytam kolejną w formie ebooka na komputerze, a na koniec jeszcze audiobook na słuchawkach.  W sumie cztery.  Co prawda staram się, żeby każda z nich była inna, żeby właśnie nie gubić wątków, ale jednak.   Powieść, reportaż, wiersze i audiobook.  Taki zestaw  jest do przejścia. 

AKTUALIZACJA:

A nawet PIĘĆ. 

16 września 2025

Alain Delon

Jean-Paul Belmondo

a dziś dołączył do nich Robert Redford.

 [*]

15 września 2025

14 września 2025

Przeczytałem w ostatnim czasie dwie biografię.  W przypadku pierwszej – Patrycji Volny – sprawa jest jasna:  to autobiografia.  Być może została napisana po to, żeby uporać się z demonami, może dla pieniędzy, nie mam pojęcia, ale rozumiem.   Druga biografia – Agnieszki Osieckiej – to już jednak zupełnie inna historia.  Wielka  poetka piosenki po swojej śmierci pozostawiła po sobie mnóstwo dokumentów.  Przede wszystkim pisane przez niemal całe życie dzienniki, do tego inne mniejsze dzienniki przeznaczone dla konkretnych osób /np. Adama Michnika/ a do tego ostatnio wydrukowa osobiste listy poetki do Jeremiego Przybory.  No i właśnie, czy mamy do tego prawo?  Przecież to są bardzo intymne zwierzenia, bardzo osobiste.  Kto o tym decyduje, że ukazują się one do publicznej oceny?   Tak się nad tym dziś zastanawiałem…

13 września 2025

„Agnieszka, czyli ja…”

https://youtu.be/cLpubSMI3PM?si=kr19yOR4X19Juh4I

12 września 2025

Zauważyłem ostatnio taki trend:  stare, popowe, piosenki, nagle stają się niepisanymi hymnami na piłkarskich stadionach.  Kiedyś  piłkarski stadion kojarzył się co najwyżej z mocną muzyką, a teraz?   Nagle te hity popowe czy dyskotekowe stały się tak popularne. Ciekawe. No bo wiecie, Derby Mediolanu, dawniej zadymy, ognie, petardy, bijatyki, a teraz fani śpiewają wspólnie piosenkę  Ricchi e Poveri.  No, nie wiem. 

https://youtu.be/d5s_SGIMoqY?si=c2gFCyFPrSuREBbYhttps://youtu.be/1vhFnTjia_I?si=KjkYfmy3DqjPL2gQhttps://youtu.be/JuRvtv1zXSY?si=c2gWY9T030Rax47ehttps://youtu.be/Nn1IeHL5DHY?si=50VM4wbuhfHsZl5A

11 września 2025

…Ty miałeś długie życie, Tata!

–  On – ma dwa groby we dwóch światach.

– Ma groby dwa, a nie miał domu.

– Przebacz, tak jak dobremu komu.

                      Agnieszka Osiecka o Marku Hłasce. 

10 września 2025

Dziś w nocy ruSScy mordercy wystrzelili drony Shahed i część z nich, około 19 -23,  wleciało na teren Polski.  Nie był to zapewne przypadek.  Raczej celowe testowanie naszych możliwości.  Poderwano myśliwce, w tym te NATO-wskie.  Norweskie F-16 większość dronów zestrzeliły, ale kilka spadło na ziemię i na polskie domy.  W pewnym sensie to stan wojny. 

9 września 2025

Dlaczego nie emocjonuje się występami polskiej reprezentacji piłkarskiej?   

Jestem z tych czasów, gdy polscy piłkarzy  jechali na Mundial do Niemiec i gdyby nie zrządzenie losu związane oberwaniem chmury we Frankfurcie, pewnie wróciliby z tej imprezy jako Mistrzowie Świata.  Cztery lata później jechali na kolejną mistrzowską imprezę jako faworyci.  Było blisko, ale ostatecznie przegraliśmy po zaciętych pojedynkach z Argentyną i Brazylią.  Zajęliśmy 5. miejsce, co uznano za wielkie rozczarowanie.  Dacie wiarę?  Polska zajmuje piątek miejsce w Mundialu, a kibice w kraju rozczarowani.  Mijają kolejne cztery lata, a Polska znów potęgą.  Kapitalne mecze i znów otarliśmy się o finał.   W meczu o brąz pokonaliśmy 3-2 Francję.   Ci ostatnio coś tam marudzili po meczu, że mieli rezerwowy skład, że niesprawiedliwie, więc parę miesięcy po mistrzostwa pojechaliśmy  do Paryża na mecz towarzyski, jakby rewanżowy.  Zlaliśmy ich 4-0.  Francję, która za chwilę została bezdyskusyjnym Mistrzem Europy. O wygranej z Argentyną w Buenos Aires to już nie ma co wspominać.   Rozumiecie?  I to wszystko działo się na Mundialach, gdzie kwalifikowało się 16 drużyn z całego świata ( w Hiszpanii 24).   I teraz ja mam się pasjonować heroiczną walką Polaków z Finlandią, Litwą czy Maltą o to, by wślizgnąć się do grona 48 drużyn na najbliższy Mundial.  No, ludzie kochani, bądźmy poważni…

8 września 2025

Wszechświat pilnie strzeże swych tajemnic.  Wczoraj miało być zaćmienie Księżyca.  I było, tylko że nikt nie mógł tego zobaczyć.  Ani ja w Gdańsku,  ani nawet Monika we Francji.  Całe niebo, bardzo dokładnie spowite było deszczowymi chmurami.  Nawet przez sekundę nie widziałem Księżyca, a co dopiero czerwonego Księżyca.   Oczywiście dziś niebo jest bezchmurne…

7 września 2025

Czytam, bo lepiej jest czytać niż nie czytać…

6 września 2025

Wróciłem do czytania książek. Znowu sprawia mi to wielką radość.  Ale zupełnie porzuciłem inne rzeczy.  Nie słucham podcastów,  Radia357, audiobooków, w zasadzie nie oglądam telewizji, filmów, seriali.   Muszę do tego wrócić.  Muszę to poukładać i to szybko. 

Jakiś czas temu pisałem gdzieś na blogu, że telewizja jaką znamy przechodzi powoli do lamusa.  Że młodzi ludzie  prawie z niej już nie korzystają, a i wśród starszych coraz więcej osób odpuszcza tradycyjna telewizję na rzecz  VOD, podcastów, internetu.  I właśnie ostatnio uzmysłowiłem sobie, że mój telewizor od pewnego czasu  jest niemal nie uruchamiany.  Nie oglądam już meczów na TV /tylko na komputerze/, ostatnio nawet filmów i seriali mało, więc włączam go jedynie wieczorem na chwilkę, zwykle na 10 minut i to wszystko.  No, kto by pomyślał., prawda, że to się tak szybko ziści? 

5 września 2025

Właśnie skończyłem czytać książkę numer 100 w tym roku.  Niezły wynik. I pewnie nie jest przypadkiem, że akurat taki numer dostała akurat ta książka.   Ostatnio czytałem kilaka książek  z kategorii Reminiscencje, czyli takie, które czytałem dawno temu, nawet w młodości i sprawdzam jak je odbieram teraz, na obecnym etapie mojego życia. I wiecie co?  „Pamiętam, jak biegłem”, to najlepsza książka, jaką kiedykolwiek w życiu czytałem.   Bez dwóch zdań.  

4 września 2025

Czasem nic mi się nie śni. Pustka.  Czasem jest walka by przeżyć noc.  Zdarzają się często mocne, trudne sny, w których walczę o życie, uciekam przed obcym wojskiem (nie wiem jakim ,czasem chyba chińskim), poszukuję dzieci (najczęściej Filipa), ale zdarzają się też takie sny jak dzisiejszej nocy.  Sny o miłości.  Poznaję dziewczynę.  Nie znam, nikt znajomy. I spotykamy się i jest pięknie.  I jestem szczęśliwy.  Nie ma tam seksu, to nie ten etap.  Poznajemy się, dotykamy, muskamy, uśmiechamy, chcemy być ze sobą.   Jest pięknie.  A potem się budzę i jest ten ułamek sekundy, to mgnienie oka, ta nadzieja, kiedy próbuję zrozumieć czy to sen czy jawa.  Po chwili przychodzi rozczarowanie.     Nie wiem które z tych snów są najbardziej bolesne…,

3 września 2025

Klikanie bez sensu może przynieść dziwne do przewidzenia konsekwencje. Może się np. wryć w mózg cos takiego.  I nie odpuścić. 

https://youtube.com/shorts/_dgLddv0VBw?si=ri5tNeCTtwRnnnY8

A tu piosenka w całości i w oryginale.  

https://youtu.be/R36CixkIaIc?si=mcUIECBc7oGKX2Kp

2 września 2025

Ciekawe, jak wielu rodziców nie ma pojęcia, czy też nie chcą mieć pojęcia, że ich dzieci pędzą na złamanie karku na elektrycznej hulajnodze.  przez chodniki, ulice, skrzyżowania, nawet nie zerkając wokół siebie.  Widziałem nawet takich gapiących się w telefon trzymany w wyciągniętej ręce.  Oczywiście bez kasku ochronnego. 

1 września 2025

A ja ciągle żyję w strachu. W lęku.  Paraliżującym lęku.  Nie boję się o siebie.  Przynajmniej niezbyt specjalnie.  Boję się o dzieci.  O Filipa i Olę.  Kiedy gdzieś wyjeżdżają, na wakacje, na szkolenie, na mecz, do pracy.  Do Włoch, do Monachium, do Jeleniej Góry. Gdziekolwiek.  Boję się.  Liczę dni i godziny do ich powrotu.  Liczę godziny  ich lotów i przejazdów.  Ciągle odczuwam strach.  Nie mogę z tym nic zrobić.  Patrzę z nadzieją, że zaświeci się zielona lampka w mesendżerze.  Tyle mi zostało. Potrzebowałbym terapii.  Ale nie będę jej miał.  Nie stać mnie.  Więc dalej się boję…

31 sierpnia 2025

45 lat temu w Stoczni Gdańskiej podpisano Porozumienia Sierpniowe.   Powstała NSZZ Solidarność.  Powstała nowa Polska.   I ja tam byłem, płakałem, wszystko widziałem i myślałem sobie, że teraz to nigdy nie damy się podzielić… 

https://youtu.be/9rlPoBgD7LA?si=D9MVtnfceZ6N4Ndw

30 sierpnia 2025

Koniec wakacji.  Nie lubię.  Bardzo nie lubię.  Milion minusów – żadnych plusów.  Robi się chłodniej, ciemniej wieczorem, zaraz trzeba będzie zamknąć okno, a chwilę potem odkręcić kaloryfer.  Żeby wyjść na dwór trzeba wyciągnąć ciepłe ciuchy, długie spodnie, kurtkę, która będzie za ciasna. Na termometrze coraz mniej stopni, a do następnych upałów wiele długich miesięcy. I  jeszcze tysiąc innych powodów, by nie lubić końca wakacji. Ale najgorsze ze wszystkiego jest to, że na ulice miast, do autobusów i pociągów powrócą dzieciaki.  Masakra.  

29 sierpnia 2025

Wczorajszy dzień był dniem mojej kolejnej katastrofy. Pozdro dla kumatych…

28 sierpnia 2025

Waliło dziś Szadółkami.  Nie tak jak wczoraj, ale jednak…

27 sierpnia 2025

Książki i książki.  Jakby nie można było pisać o czymś innym.  Pewnie można.  

Jakie książki czytam i jak je wybieram.  Teraz Wam opowiem.  Zazwyczaj dzieje się to zupełnego przypadku i to właśnie jest najbardziej fascynujące.  Klasyczny przykład  to Cormac McCarthy.   Z jakiego niezrozumiałego dla mnie powodu nie znałem tego pisarza.  Ale oglądałem serial.  Nie, nie na podstawie jego książki.  Polski serial.  I tam jeden z bohaterów miał ksywę „Cormac”.  W którymś z kolejnych odcinków wydało się, że to dlatego, że czytał książki tego amerykańskiego pisarza.   No musiałem sprawdzić  o co biega z tym Cormakiem i parę miesięcy później przeczytałem  wszystkie jego książki.  Dwanaście. W większości świetne.  

A Ken Follett?  Kojarzyłem, ale tylko z ekranizacji.  Filary Ziemi. Świetny serial.  I ta aktorka  – Hayley Atwell  – Lady Aliena.  Ale nie czytałem.   I kiedy dowiedziałem się w czasie jednej z transmisji meczów tenisowych Igi Świątek, że właśnie pochłania ona kolejną powieść Kena Folletta, to zrobiło mi się głupio. A że akurat ukazała się nowa książka z serii o Kingsbridge – właściwie prequel, to lepszej okazji nie mogłem trafić.   Trzynaście tomów. Prawie 10000 stron.  Przednia zabawa, która mogła mnie ominąć.  

26 sierpnia 2025

Z cyklu:  CO MNIE IRYTUJE W SKLEPACH:  Kupiłbym arbuza, zwłaszcza, że jest w promocji, ale nie kupię go w całości, bo waży pewnie z 10 kg.  A nikt w sklepie nie pomyślał, że warto go przygotować do sprzedaży krojąc w mniejsze kawałki. 

25 sierpnia 2025

800.000 kliknięć w Pomorskie Ligi.  Nie do końca rozumiem, o co chodzi z tym klikaniem i jakie tym rządzą mechanizmy, ale to mi się podoba.   OSIEMTET TYSIĘCY kliknięć.  No, proszę.   

24 sierpnia 2025

Derby Lechia vs. Arka.  Poziom tragiczny, ale na szczęście tradycji stało się po raz kolejny zadość i Lechia wygrała w Gdańsku.  

23 sierpnia 2025

Wyjątkowo ponury dziś dzień.  Zimno, ledwie kilkanaście stopni na plusie, pada deszcz, a jak nie pada, to jest ciemno, szaro i wyjątkowo buro. Pierwszy raz od maja tego roku zmuszony zostałem do założenia koszulki.   Jeśli do tego dodać, że za kilka dni wraca szkoła, a wraz z nią dzieciaki w autobusach i pociągach, to rzeczywiście sprawy kiepsko się mają.  Kończę.  Muszę wstać, by przymknąć okno…

22 sierpnia 2025

Filip  pojechał/poleciał  z kolegą na mecz do Mediolanu.   Dobry powód by rodzice martwili się o niego.    Takie jest prawo rodziców.   I pewnie podobne jest prawo dzieci.   

Tak, doskonale pamiętam, że jeździłem  w młodości w  Bieszczady, a moja kochana Mama pewnie stała w kuchni i patrzyła w dal /choć Bieszczady to raczej  z dużego pokoju, tak bardziej/ i nie mogła przestać się zamartwiać moimi losami. 

Bieszczady.  Tysiąc powodów do zmartwień dla każdej mamy nastolatka.  Pijani miejscowi w knajpie plus niedźwiedzie nocną porą.   No i Ona się martwiła zapewne, a ja nie uznałem nigdy za stosowne jakoś jej powiadomić, że mimo wszystko żyję.   Wiem, nie było wtedy komórek oraz e-maili, ale zawsze jakieś kablowe telefony były, ale miałem przecież tyle ważniejszych spraw niż telefonowanie do rodziców.   Dopiero teraz potrafię to tak porządnie zrozumieć.  Dopiero teraz, ech…

21 sierpnia 2025

Nie udało się.  Za słabo trzymaliście kciuki  🙂

20 sierpnia 2025

UWAGA!  Jutro w planie jest woda.  Trzymajcie kciuki!

19 sierpnia 2025

Paryż, Adelajda, Rzym, Doha, Indian Wells, Miami, Stuttgart, Rzym, Paryż, Nowy Jork, San Diego, Doha, Stuttgart, Paryż, Warszawa, Pekin, Cancun, Doha, Indian Wells, Madryt, Rzym, Paryż, Londyn i dziś w nocy Cincinatti.  24 miasta, w których Iga Świątek wygrywała turnieje WTA! DWADZIEŚCIE CZTERY! 

18 sierpnia 2025

Gdybym  stał się od jutra bajecznie bogaty – celowo nie używam słowa obrzydliwie, bo czemu bogactwo ma być złe – to zaraz po tym, jak kupiłbym jakieś miłe mieszkanko, to chwile potem kupiłbym milion książek do mieszkania.   Ewentualnie rozpatrzyłbym  zamieszkanie gdzieś w dobrej bibliotece. 

17 sierpnia 2025

Książka jako dzieło sztuki?  Jestem za.  Mogę nawet zgłosić kandydata. 

16 sierpnia 2025

Mój klasyczny dzień / moja klasyczna noc:

 

Do łóżka kładę się ostatnio relatywnie wcześnie. Po 23.00 zwykle.  Czasem trochę później, bo znowu trochę czytam książki.  A kiedy się już położę, to zazwyczaj  oglądałem  jeden lub dwa odcinki serialu, lub jakiś film.  Czasem, jak mnie wciągnęło, to nawet do 2.00 i później mi na tym oglądaniu zeszło.  Ale nie teraz.  Teraz, ostatnimi  tygodniami,  jestem zmęczony, więc  albo nie włączam telewizora w ogóle, albo co najwyżej na parę minut.  Nie daję rady. Jestem przemęczony. 

Czasem, żeby zasnąć rozmawiam w myślach z Moreną.  Lady Moreną. To bohaterka mojej książki, która od dawna pozostaje tylko w mojej głowie i kto wie, może już tam na wieki zostanie.  W każdym razie  ona jest  ze Średniowiecza i to w dodatku gdzieś z Anglii.  Spotykam się z nią i opowiadam jej o moim współczesnym świcie.  O wszystkim.  O technologii, o prawach kobiet, o wojnach, o dzieciach, o telewizji, o książkach.  Czasem robię to po angielsku, co jest dość zabawne, bo ja staram się wykorzystać dostępny mi zasób słówek, ale ona zawsze jest zadowolona i nigdy nie protestuje.  Czyżbym tak dobrze znał język angielski?

W nocy lekko nie jest. Jest wstawanie co dwie godziny na wizytę w toalecie. To bardzo męczące. Kolejne wizyty i kolejne odhaczanie nocnych godzin na zegarku. Zmęczenie. Żeby nie było zbyt pięknie, ze dwa trzy razy na noc  bolesny skurcz w nodze.  Gdzieś tak koło 5.00 – 6.00  zasypiam wreszcie na dłużej.  I wtedy śpię do 10.00 – 11.00. I jestem wtedy jeszcze bardziej zmęczony. Bo to za długo, tego spania. Do tego bardzo często pojawiają się męczące sny.  Bardzo męczące.  Wstaję więc przed południem, już wyczerpany, zamiast wypoczęty i próbuje zorganizować jakoś dzień. 

Z tym „wstaję” to trochę na wyrost.  Zdarza się, że siedzę na wersalce i zbieram siły na założenie skarpetek, spodni, potem butów. Czasem trwa to nawet dwie godziny. Kiedy decyduję się wyjść do sklepu /bo gdzie? /, już jestem zmęczony, spocony, obolały.  Schodzę po schodach w dół, uważając na bolące kolana i stawy.  Walka.  Wychodzę na dwór.  Jest gorąco i ja czuję jakbym miał zaraz zemdleć.  Ocieram co rusz pot z czoła.  Idę powoli, tempem emeryta/rencisty, krok po kroku.  Gdyby ktoś mnie obserwował, to zobaczyłby otyłego faceta, który ledwo stawia kroki, czasem stawia je, że wydaje się, że zaraz się przewróci . Serio, tak się czuję.  Do sklepu jest dokładnie 600 metrów.  Do Netto.  Nie chodzę już do Biedronki, Lidla a tym bardziej do Auchan, bo to prawie dwa razy dalej.  Wybieram ten najbliższy sklep. Boję się, że będę musiał szybko wracać do domu, więc w grę wchodzi tylko ten najbliższy.  W sklepie jest klima, więc czuję się raźniej, ale potem trzeba wyjść i droga powrotna, to droga przez mękę. Pot leje się strumieniami, ocieram się koszulą, wstyd jak diabli, paskudnie to musi wyglądać.  Na szczęście jestem tuż przed domem, a nie w pociągu, gdy raz w tygodniu wybieram się do Oliwy.  Wtedy jest kosmos.  Wchodzę na klatkę, wspinam się na górę, zdobywam kolejne  półpiętra. Coraz wolniej, coraz bardziej wyczerpany, coraz gorzej wyglądający, czerwony na twarzy, zalany potem do granic trudnych do wyobrażenia sobie.  Wchodzę do domu.  Ulga.  Chowam produkty do lodówki, padam ze zmęczenia, ale muszę wziąć prysznic.  Nie ma opcji.  Potem siadam na wersalce i nie mam siły na nic:  na jedzenie, na komputer, na książkę, na nic. 

Dochodzę do siebie, jest popołudnie.  Śniadanie /jest 14.00, czasem nawet 15.00/.  Zjadam, i po chwili biegiem do toalety. Rozwolnienie. Jakby rytuał.  Na szczęście jestem blisko łazienki.   Dlatego nie jem nic rano, kiedy muszę wyjść z domu.  Ciągle bolą stawy, kolana i mięśnie.  Kiedy mam wstać z wersalki, to czekam na ból.  Czuję trzask w prawym kolanie, cos się tam przestawiło.  Nie boli, ale uczucie przykre.  Potem strzela drugie kolano, a le  już od dołu, od mięśni.  Ale za to bardziej boli.  Idę parę kroków do łazienki czy kuchni i to jest kuśtykanie, utykanie.  Boli.  Robię coś na komputerze, piję coś niezdrowego, czytam książkę, czasem ktoś z bliskich zadzwoni, jakiś mecz w necie, coś do napisanie na portalu, może tłumaczenia i robi się wieczór, który szybko przechodzi w noc.  O 23.00 siadam na wersalce i czytam.  30 – 40 minut.   Robi się 23.00 – 23.30 kładę się,  pilot od TV, a po chwili rozmowa z Lady Moreną. 

15 sierpnia 2025

14 sierpnia 2025

45 lat temu zaczął się strajk w Stoczni Gdańskiej, który zapoczątkował nowy, wolny, świat. I ja tam wtedy byłem, kanapki swojemu Ojcu przez płot rzucałem

13 sierpnia 2025

Było sobie dzień. Środa chyba. 

12 sierpnia 2025

Dzisiaj był Dzień Sądu.  Albo sądny dzień.  Spokojnie, tego okręgowego w Gdańsku. Byłem w Oliwie. Już od początku nic się nie układało.  Autobus spóźnił się, a ja spóźniłem się na pociąg. Takie jest prawo komunikacji miejskiej.  Dotarłem do Oliwy później niż chciałem, ale to w sumie bez znaczenia, bo komputer nie działał. Dysk. Koniec. Po temacie. Chyba.  Za jakiś czas spróbuję coś z tym zrobić.  Na razie nie było szans na drukowanie.  Próbowaliśmy podpiąć drukarkę do laptopa Filipa. Mimo prób, sterowników, nie udało się sprawić, by drukarka chciałaby współpracować.  Poddałem się. Wróciłem do domu.  Długo wracałem, bo tramwaj spóźnił się i nie zdążyłem na pociąg.  Takie jest prawo komunikacji.  W końcu wróciłem.  Byłem zmęczony i styrany.  I bez sił.  Musiałem jeszcze w domu wydrukować parę dokumentów. nawet dobrze szło, ale tylko do połowy.  W tym momencie drukarka odmówiła posłuszeństwa.  Ech.  Dziwny dzień. Po dwóch godzinach przerwy dokończyłem drukowanie.   Bardzo dziwny dzień. 

11 sierpnia 2025

Zawsze chciałem mieć psa.  To jedno z moich marzeń niespełnionych. Drugie to ponowna jazda na rowerze. Bo kiedyś jeździłem. Psa w sumie też trochę miałem.  

Dawno, dawno temu, za wieloma górami i wieloma morzami odbywałem służbę wojskową nad morzem w Unieściu.  Prawie pół roku udawałem, że pilnuję niczego, jedynym pozytywnym, efektem tego, były dwa psy: Cygan i Diana. Ona była owczarkiem niemieckim, ale już w podeszłym wieku, schorowana, nie mogąca biegać, a i chodzić nie było jej łatwo.  Miała bardzo głęboki, tubalny głos, co czyniło ja groźną dla otoczenia, oczywiście dopóki to otoczenie nie zobaczyło w jakim stanie ona jest. On, to już zupełnie inna historia. Z owczarka miał tylko trochę, więcej z pospolitego psa, ale ta mieszanka dała  naprawdę dobre geny. Nie był czarny, wbrew swojej nazwie, miał ciemną sierść.  Kiedy przyjechaliśmy do Unieścia w środku gorącego lata, karmienie psów było jednym z naszych obowiązków. Psy budziły respekt i  wyglądały na groźne.  Ale to było tylko pierwsze wrażenie. Musieliśmy po prostu się poznać.  Karmienie to był paradoks, w czasach, gdy generalnie dopiero co zaczęliśmy powoli wychodzić z kartek na mięso, tamte psy z ośrodka dostawały tyle jedzenia najwyższej jakości, że nawet połowy nie były w stanie przerobić.  Takie było prawo wojskowych ośrodków wypoczynkowych. 

Niestety, w życiu wszystko musi wyjść na zero, więc po zakończeniu sezonu w ośrodku, gdy zostałem wraz z trójką kolegów tylko ja, dowództwo zapomniało  o psach. Nie było dla nich prowiantu, wyżywienia po prostu. My, jako żołnierze otrzymywaliśmy jakieś skąpe porcje z sąsiedniej jednostki wojskowej, ale po pierwsze były one skromne, po drugie  nie zawsze nadawały się dla psów, a po trzecie z czasem przestaliśmy tam chodzić, bo było za daleko, bo trzeba było wstać z łóżka, założyć bluzę wojskową i jeszcze parę innych przykrych obowiązków spełnić. Więc rzadko chodziliśmy. Psy zwyczajnie głodowały. Nie wiem dlaczego w tamtych czasach nie potrafiłem tej sprawy jakoś wyjaśnić. Nie pamiętam już czy omawialiśmy to z dowództwem, czy prosiliśmy o wsparcie dla psów, zwyczajnie nie pamiętam.  Oczywiście ratowaliśmy naszych podopiecznych jak tylko mogliśmy. Dzieliliśmy swoje łupy, to co od czasu do czasu przynosiliśmy z sąsiedniej jednostki, plus to, co przywoziliśmy z domu, dodawaliśmy do zupy sporo chleba i tak karmiliśmy Dianę i Cygana. 

 

A potem były wycieczki na plaże z Cyganem, bo Diana nie opuszczała już w zasadzie terenów ośrodka. Czasem wycieczki przemieniały się w wyprawy, bo trwały naprawdę długo. Unieście, Mielno, Łazy, powrót.  Tak się jakoś złożyło, że ja byłem z naszej czwórki  żołnierzy jedynym, któremu chciało się wstawać  i chodzić z psami na spacery. Siedziałem więc na gorącym piasku, słuchałem szumu fal, a Cygan biegał, bo to był pies z niespożytą energią. A kiedy decydowałem się na powrót lub zmianę miejscówki, a pies był bardzo daleko, ale zawsze w zasięgu wzroku /jego wzroku/, wtedy wołałem go, a on zrywał się do biegu i przez kilkaset metrów pędził co sił w czterech łapach plażą do mnie.  Niesamowity widok.  Uszy położone aerodynamicznie i super szybki bieg.  Mądrzy ludzie mówią, że gepardy biegają najszybciej na świecie.  Ale oni nie widzieli przecież Cygana. 

W szczycie formy potrafił dopaść, dogonić i upolować dzikiego królika w lesie. Widziałem takie pojedynki na śmierć i życie.  Tumult, bieg, zwroty, hamowania, a potem głośny płacz dziecka, bo tak właśnie umierają dzikie króliki.  A potem posiłek.  Oczywiście najpierw Diana, bo choć sama już nie mogła marzyć o upolowaniu dzikiego zwierza, to zasady wciąż obowiązywały. Takie jest prawo wśród dzikich zwierząt. 

To były piękne dni.  Te nasze wspólne spacery, to jego odbieganie na duże odległości, ale zawsze czujnie, gdy tylko wstawałem z piasku on porzucał swoją zabawę i biegł przez plażę z tymi swoimi położonymi uszami. 

Tyle, że to był tylko epizod.  Ja wyjechałem z Unieścia, potem oddałem /a nie zrzuciłem, jak się potocznie mówi/  mundur i wróciłem do domu.  Cygan i Diana zostali, bo co mieli zrzucać?  Takie było psie życie. 

Ta historia oczywiście nie może się dobrze skończyć.  Ja nigdy już nie miałem swojego psa, choćby na chwilę, Cygan został przez kogoś podobno otruty, a Diana zakończyła już swój psi żywot.  Takie jest prawo psich żywotów. Ale żeby otruć Cygana?

10 sierpnia 2025

No to opowiem trochę o sobie. Jeszcze raz powtórzę, że nie chcę, aby to miejsce stało się platformą do wylewania mojego żalu. Przeciwnie – chciałbym, żeby tu można było zobaczyć pozytywy i to jak sobie krok po kroku radzę z życiem. Ale żeby stało się pozytywnie, trzeba najpierw nazwać rzeczywistość.   Więc nazywam.

Utknąłem w martwym punkcie. Deadlock.  Stan mojego zdrowia  jest kiepski, ale ja nie mam siły, aby cokolwiek poprawić.  W ubiegłym roku, skutecznie namówiony przez Olę,  zacząłem odwiedzać kolejnych lekarzy.  Od badań ogólnych, po szczegółowe. Od krwi przez USG brzucha, aż po kolonoskopię.  Tak, zdecydowałem się także na to badanie. Niebyło to ani komfortowe, ani przyjemne, ale odważyłem się i przynajmniej wiem, że jelita  w środku są  w porządku.  To kluczowe, bo głównym moim problemem są właśnie jelita. Mówiąc krótko:  dają o sobie znać błyskawicznie i w najmniej spodziewanych momentach, przez co wychodzenie z domu stało się dla mnie poważnym wyzwaniem.  Bo o ile można jeszcze jakoś z bolącymi stawami, kolanami nadającymi się jedynie  do pilnej operacji /od lat mam skierowanie/, z bolącym kręgosłupem i wieloma innymi fizycznymi dolegliwościami, jakoś kuśtykać wolno ulicą, to nie można bezpiecznie wyjść z domu bez obawy, że stanie się coś bardzo wstydliwego.  A już nie raz się stało.   

Nadal nie wiem co mi tak naprawdę dolega.  Nie wiem na ile jest to problem fizyczny, a na ile psychiczny.  Naprawdę nie wiem.  W związku z tym wszystkim prawie nie wychodzę z domu, nie licząc raz w tygodniu wyprawy do Oliwy i Gdańska.  Po takiej wyprawie, choć przecież spędzonej głównie w pojazdach komunikacji miejskiej, czuję się bardziej zmęczony  niż po  pamiętnym marszu maratonie.  Serio. Poza tym unikam aktywności.  A ponieważ aktywności nie ma, to z każdym dniem staje się coraz cięższy i coraz bardziej obolały.  I tak koło się zamyka.  Tyję, kręgosłup i stawy nie wytrzymują, a ja nie chodzę.  

Organizm mam zatruty /zakwaszony/.  Cokolwiek zjem, to nie ma to dla mnie żadnej wartości smakowej.  Nawet ulubione potrawy, po dwóch kęsach, stają się niesmaczne.   A po zjedzeniu i tam mam szybko rozwolnienie. Dlatego nie jem nic kiedy muszę wyjść z domu.  Dopiero po powrocie.  Na przykład o 15.00.  Kiepskie to, wiem.  Psychicznie  nie czuję się dobrze.  Siedzę w mieszkaniu, nikt mnie nie odwiedza, więc nawet już sprzątać mi się nie chce, bo po co?  Chciałbym wrócić do życia, wrócić do pracy, zarobić na swoje utrzymanie, choćby minimalne, ale nie mam siły na zmiany. Chciałbym przejść się w moje ulubione miejsce, nad jeziorko, zobaczyć jak zbudowali te nowe tory kolejowe.  Paradoks polega na tym, że widziałem je już wiele razy z okna pociągu, ale nie widziałem na żywo. Dziwne to wszystko.  Dziś zjadłem tylko arbuza.  Był dobry, ale to bez znaczenia.  Zaliczyłem już dwie wizyty w toalecie.  Koło zamknięte.  Mam tyle fajnych rzeczy do zrobienia, do napisania, ale nie mogę się zebrać.  Moje życie  utknęło w kilkunastu  metrach kwadratowych mojego mieszkania.  Nie chodzę na spacery, na koncerty, na mecze, nie odkrywam ciekawych miejsc, nie rejestruję jak zmienia się Gdańsk, nie oddalam się od toalety.  

9 sierpnia 2025

Miało być dziś o moim stanie zdrowia.  Jednego i drugiego.  Ale nie dam dziś rady.  Cały dzień praktycznie spędziłem przy komputerze i teraz po prostu nie mam  już sił, a muszę jeszcze resztki zostawić na  książkę.  Choć parę stron.  Zwłaszcza, że taka łądna.  Kolorowa. Ale o tym przy innej okazji. 

8 sierpnia 2025

Nie chciałbym, żeby to co tutaj wpisuję miało jedynie negatywny wymiar.  Przeciwnie chciałbym, żeby to były pozytywy.   Każdego dnia zbieram się do tego, żeby było o czym pozytywnie pisać, każdego dnia.  Ale na razie nie daję rady.  Jutro w ramach podsumowanie opiszę swoja aktualną sytuację.  Ale to jutro.  Dziś  była długa i ciekawa rozmowa z Olą.  

7 sierpnia 2025

Też tak czasem macie, że słuchacie jakiejś piosenki i wydaje się wam, że ktoś napisał ją specjalnie dla was?  Albo inaczej –  napisał ją o Was?  Ja tam mam przy tej piosence.


a56218779b936c7b2a854d7753d14c10.jpg_ooooxooxox_1280x720

6 sierpnia 2025

Dziś zakończył swoje dziesięcioletnie  urzędowanie  Andrzej Duda.  Przed Polską kolejne wyzwanie.  Pewnie jeszcze trudniejsze. I raczej mniej wesołe piiosenki powstaną na pożegnanie.  Bo będzie pożegnanie.  Prędzej czy później wszystko się kończy. 

https://youtu.be/3BA0wGrCGGg?si=YLc0N8ZV0j4X4Gy_

5 sierpnia 2025

Kolejny deszczowy dzień tego dziwnego, pierzchającego już z wolna  lata.  Oczywiście to, że pada nie ma dla mnie zbyt dużego znaczenia, bo przecież i tak prawie nie wychodzę z domu.  Wczoraj zrealizowałem zlecenie, złożyłem króciutką wizytę w Oliwie, jeszcze krótszą w Sądzie w Gdańsku, potem trochę dłuższą w Urzędzie Miejskim wysyłając na poczcie list polecony. Jeśli nie wydarzy się nic nie przewidzianego, pewnie do kolejnego poniedziałku lub wtorku, nie będę wychodził z domu, nie licząc króciutkich wypadów do sklepu.  Dlaczego?  Bo boli. 

Wczoraj Monika poleciała do Francji.  Lot śledziłem jak zawsze na FlightRadarze. Z Paryża do Rodez.  Lubię obserwować lecące samoloty.  Zarówno te na wirtualnej mapie, jaki i te, które pewnie ze sto razy dziennie startują i lądują obok moich okien na gdańskim lotnisku. Lubię.  Ale wczoraj nie polubiłem.  Kiedy lot zbliżał się do końca, kiedy samolot wedle wirtualnej animacji był już na linii pasa lotniska, nagle, rysunek znikł. Albo zniknął.  Niefajne to było.  Słabe. I denerwujące.  Na szczęście są mesendżery i można szybko napisać wiadomość i równie szybko otrzymać uspokajającą  odpowiedź.

Od ośmiu dni bawię się z Duolingo w naukę angielskiego. Ciekawe co z tego wyjdzie.  Sam jeszcze nie wiem.  Filip mnie namówił.  

I czytam książki.  W sumie jedną, ale tak się mówi, że czytam książki. I ta piosenka.  Stara, z nowym obrazem. Ciągle jest ze mną. 

https://youtu.be/u1V8YRJnr4Q?si=3NLNBUDc5dcWZQ6A