3 stycznia 2026

Znowu nastał ten dzień.  Człowiek starzeje się codziennie, wiadomo, ale raz w roku uzmysławia sobie to najbardziej dobitnie.  Ech. 

9260335

2 stycznia 2026

Iran znowu próbuje.  Iran znowu walczy.  Iran znowu chce obalić  religijną dyktaturę.  Trzymam kciuki z Iran, a zwłaszcza za dzielne perskie kobiety. 

1 stycznia 2026

31 grudnia 2025

Jaki był ten rok, co darował, co wziął
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno
Jaki był ten rok, czy coś zmienił, czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe

 

30 grudnia 2025

Jest i ona…

29 grudnia 2025

smak dzieciństwa 🙂

28 grudnia 2025

Zmarła Brigitte Bardot.  Ikona.  Nie trzeba więcej pisać.  Miała 91 lat. 

27 grudnia 2025

Śniło mi się dziś, że byłem… kierownikiem pociągu.  W dodatku był to sen wyjątkowo realistyczny, powiedzmy.  I co ważne zapamiętałem z tego snu wiele fragmentów. 

***

Oprócz tego, że byłem kierownikiem, to trochę też maszynistą, bo co chwilę musiałem wciskać guziki /w przedziale/, żeby dać sygnał, że pociąg wjeżdża i wyjeżdża na stację.  Była też wajcha do przyspieszania, ale użyłem jej tylko raz, bo w sumie bałem się, że coś popsuję.  Był też w tym śnie mój był kierownik z FedExu, w sumie nie wiem po co, chyba po to, żeby mnie wkurwiać denerwować.  Był też wątek z przewożeniem  w przedziale konduktorskim groźnego więźnia przewożonego  do jakiego miejsca.  Ale w sumie akcja nie udała się za bardzo, bo więzień mi gdzieś wyparował.  A może wysiadł, bo już dojechał na miejsce? 

Taki to był sens. 

26 grudnia 2025

25 grudnia 2025

24 grudnia 2025

23 grudnia 2025

22 grudnia 2025

Od dziś dni coraz dłuższe, noce coraz krótsze, wiosna coraz bliżej, choć nadal daleko. 

21 grudnia 2025

Smutne wieści z Byszwałdu. Bardzo smutne. 

20 grudnia 2025

Schudłem?  Nie schudłem?  Na pewno posiwiałem. 

19 grudnia 2025

18 grudnia 2025

17 grudnia 2025

9 stycznia / czyli za 23 dni/  pierwszy odcinek drugiego sezonu The Pitt.   I będzie Pani doktor McKay 🙂 

16 grudnia 2025

Zakończyłem dziś 28-dniowe oczyszczanie jelit.  Podsumowanie  w części zdrowotnej, ale jest dobrze.  Ważne jednak już nie jest to co było, ale to co ja z tym zrobię dalej. 

15 grudnia 2025

Oddałem dziś swoje głosy na 5.TOP WSZECHCZASÓW Radia 357. 

14 grudnia 2025

Byłem dziś na urodzinach Kubusia.  I nie zjadłem ani kęsa  z tysiąca stojących na stole słodycze.  Nawet małego kęsa.  Brawo, Ja!

13 grudnia 2025

Dwa lata minęły od powstania nowego rządu Donalda Tuska w Polsce. Bardzo owocne dwa lata.  Wiele inwestycji, wiele zmian.  Jak chciałbym najbardziej doczekać  tych kolei wielkich prędkości w Polsce, które wczoraj obiecano.  Bardzo bym chciał. 

12 grudnia 2025

Byłem na stacji benzynowej w bibliotece i uzupełniłem paliwo w baku. 

11 grudnia 2025

Kubuś ma dziś urodziny.  Piąte urodziny.  Jak to zleciało.  Nie będzie zdjęcia. Chronimy młodego przed internetem. 

10 grudnia 2025

Nie można powiedzieć, żeby to była na razie mroźna zima.  Cieszą się Ci, którym brakuje kasy na opłaty za ogrzewanie 🙂

 

9 grudnia 2025

Wystrzelony kilka dni temu na orbitę pierwszy polski satelita wojskowy już wysyła zdjęcia.   Brawo, Polska. 

8 grudnia 2025

Polacy zostali Mistrzami Świata w socca, czyli piłce sześcioosobowej.  Takiej z Orlika.  Niespodzianka to wielka nie była, bo wcześniej wygrali Mistrzostwa Europy, a także Ligę Mistrzów.  Czyli umiemy kopać piłkę. Zasadniczo.

7 grudnia 2025

Niezwykle lubię ten wiersz…

6 grudnia 2025

Netflix kupuje Warner Bros i przejmuje HBO MAX.  I to jest konkretny news. 

5 grudnia 2025

Takie rzeczy tylko na Karczemkach

4 grudnia 2025

Czy ja jeszcze wierzę w Grubego w Czerwonym  Świętego Mikołaja?  Oczywiście.   Pewnie jak co roku mój rodzinny Mikołaj zapyta mnie, co chciałbym otrzymać pod choinkę.  Ja będę się krygował. mówił, że nic nie chcę, że już tyle otrzymuję, ale koniec końców ulegnę. 

Więc na wszelki wypadek przygotowałem sobie listę. 

  1. Dobra patelnia
  2. Książka Pauliny Mikuły – Prosty Poradnik Językowy
  3. Perfumy – Coolwater Davidoff
  4. Lampa stojąca do czytania
  5. Książka Daniela Tyborowskiego  W Głębiny

 

3 grudnia 2025

Przeczytałem dziś na twiterrze muzyczne podsumowanie roku na Spotify.  Ja nie korzystam  tej platformy, ale istotne jest to, że lista najczęściej słuchanych utworów i wykonawców potwierdza to, co już  wcześniej słyszałem, chyba z ust Kuby Wojewódzkiego.  Znaczna część słuchanej w Polsce muzyki  to rap.  I to zdecydowanie. Dziesiątka najczęściej słuchanych wykonawców to raperzy.  Już nawet nie dziwi mnie, że o większości nawet nie słyszałem.  Niby człowiek się tego spodziewa, ale jednak.  Żyjemy w swoich bańkach, także muzycznych, i zazwyczaj wydaje nam się, że inni są tacy sami,  jak my, że słuchają tego samego, co my.  A tak przecież nie jest…

PS.  Najczęściej słuchanym polskim wykonawcą jest Mata

2 grudnia 2025

Zadzwonił Grzegorz. Pogadaliśmy o dawnych czasach, o FedExie, o starych znajomych, tych mniej lub bardziej lubianych, o kobietach, o żonach, byłych i obecnych, o dzieciach, o „szuraniu stópkami”,  o „szantaklerkach” :).   Miła rozmowa.  Tylko szkoda, że już w nas tak mało szaleństwa…

1 grudnia 2025

Nadal bawię się angielskim.  Nadal nie wiem, czy to mi coś daje, ale z przyzwyczajenia kontynuuję codzienną naukę.  Chcę też pokazać Filipowi, że pomimo że mnie opuścił w tej nauce, to ja nadal walczę.  

30 listopada 2025

Uczę się wiązać szalik.  Zimno na zewnątrz – warto dobrze wyglądać

29 listopada 2025

Zapowiadają się bezsenne letnie noce.  I trochę zimowych również…

28 listopada 2025

W ramach przywracania do życia  polskiej kolei ruszył plan odbudowy  urokliwej linii kolejowej łączącej Kowary z Kamienną Górą na Dolnym Śląsku.  Jetem zdecydowanie na tak.

27 listopada 2025

I co teraz?

26 listopada 2025

Gdańsk od zawsze był liderem  w temacie wykorzystania autobusów w komunikacji miejskiej.  Zawsze pierwsi w Polsce.  Fakty nie opinia. Na przykład pierwsi w Polsce z kompletem floty niskopodłogowej.  Potem pojazdy elektryczne, dalej wodorowe.  Krok za krokiem do przodu.  Od 1 stycznia nowego roku  uzupełnienie/wymiana autobusów. Już prawie schodzą z taśmy produkcyjnej. 

25 listopada 2025

Piłkarze to jednak wyjątkowi osobnicy.  Wczoraj jeden z graczy Evertonu w 10′ meczu z Manchesterem United zobaczył czerwoną kartkę za uderzenie/spoliczkowanie… swojego partnera z zespołu.  

24 listopada 2025

Hu, hu, haa.  Hu, hu, haa

23 listopada 2025

Choroba chorobą /nie ustępuje/  ale mecze trzeba oglądać i wczoraj wiele mnie to kosztowało.  Liverpool  po niewyobrażalnej wydawałoby się serii porażek ligowych wczoraj miał poprawić  sobie nastrój  meczem z przedostatnim w tabeli  Nottingham Forrest.  No i przegrał u siebie 0:3  po niezrozumiałym meczu.  Dramat. Apatia, brak pomysłów zarówno zawodników, jak i trenera, w końcu kibice  opuszczający masowo Anfield parę minut przed końce.  Niebywałe, niespotykane. 

Wieczorem miałem sobie poprawić  humor meczem Lechii w Warszawie.  Legia jest obecnie tak słabiutka, stanowi zlepek  indywidualności i szybko okazało się, że Lechia może tam spokojnie wygrać.  I rzeczywiście graliśmy bardzo dobrze.  Mnóstwo fajnych akcji, prowadzenie 2-1, słupek, kilka  100% sytuacji i… 30 sekund przed końcem tracimy gola.  Niby remis w Warszawie zawsze powinien cieszyć, ale miałem chyba po tym meczu większego wkurwa większy niedosyt, niż po wcześniejszym meczu Liverpoolu. Długo nie mogło ze mnie zejść ciśnienie. Uroki piłki nożnej. 

22 listopada 2025

Drugi dzień choroby. Nie czuję się najlepiej.  Gardło po nocy dopiero wraca do jako takiej funkcjonalności, katar nadal, i bolą mnie płuca, w sensie ciężko mi się oddycha.  Gorączka lekka, trochę powyżej 37 stopni. 

21 listopada 2025

Rozchorowałem się. Przyznam się, że z tej strony ataku nie spodziewałem się.  Obudziłem się z potężnym bólem gardła i katarem. Ale tak na serio.  Może to osłabienie organizmu po głodówce, może jednak w mieszkaniu jest zbyt zimno?   Nie wiem. Wiem jedynie, że ostatnio dopadło mnie coś takiego w podstawówce.  Dobrze, że w mam na pokładzie w kuchni czosnek.  Będzie wciągany. 

20 listopada 2025

Święto Narodowe dziś na Karczemkach – Filip mnie odwiedził!!!

19 listopada 2025

Zamieniłem dziś kilka zdań z Filipem na Messendżerze.  Pochwalony niech będzie ten, który wymyślił ten program, a jeszcze bardziej  tę zieloną kropkę. 

18 listopada 2025

Świat już nigdy nie będzie normalny.  I bezpieczny. Wczoraj na trasie Warszawa – Lublin ktoś wysadził i uszkodził tory kolejowe. Nikomu nic się nie stało, ale  groziło to poważną katastrofą. Drugi ładunek nie odpalił dlatego  wyrwany został tylko metrowej długości odcinek jednej szyny.  Wygłup?  Czy atak terrorystyczny?   Dziś dla odmiany  globalna awaria serwerów Cloudflare  i całkowite unieruchomienie 20% stron  na świecie.  Nie działa między innymi twitter.  

17 listopada 2025

Czytam mnóstwo książek.   Ale coraz bardziej irytują mnie te przeciętne.  Kiedyś Zygmunt Miłoszewski mówił, że napisanie swojej książki potrzebuje trzech lat. Rok na  przygotowanie, rok na reaserch i potem pisanie.  Valerie Perrin też potrzebuje kilku lat.  Niestety są pisarze, którzy wypluwają swoje zapiski z prędkością karabinu maszynowego.  Autor, którego książkę właśnie czytam, bo spodobała mi się pierwsza część serii, a potem wiadomo, człowiek chce poznać dalsze losy bohaterów, których już zna,  napisał w tym roku 11!!! powieści.  Nic dziwnego, że potem wychodzą takie teksty, że jak się człowiek zaczyna zastanawiać, to nie może czasem uwierzyć w te fantazje.  Powoli mnie to męczy. 

16 listopada 2025

Reprezentacja Norwegii awansowała na przyszłoroczny Mundial.  Dlaczego to warte wspominania, skoro do USA, Meksyku i Kanady finalnie pojedzie 48 zespołów?  Bo Norwegia grała na dużej imprezie piłkarskiej ostatnio 27 lat temu.  Chyba dwa lata temu pisałem na grupie morenowej, że Erling Haaland może i jest świetnym napastnikiem, ale  ma pecha, bo jest Norwegiem i raczej nie zanosi się, by wraz ze swoją wywalczył awans na jakąś dużą imprezę.  A jednak pomyliłem się.  Norwegowie  dochowali się kapitalnego pokolenia piłkarzy  i w wielkim stylu wywalczyli awans na piłkarskiej mistrzostwa świata.  Dziś pokonali  w Mediolanie Włochów aż 4-1. 

15 listopada 2025

Miałem kiedyś w szkole kolegę, który mierzył prawie dwa metry wzrostu. W zależności od tego, czy chciał się tym chwalić czy nie, mówił ze ma 200 cm albo 199.  Był przy tym wzroście totalnie drewniany. Ale ponieważ miał wzrost, to chodził na treningi do lokalnego klubu koszykarskiego. Niewiele mogli mu pomóc, ale nauczyli przepychać się pod koszem i wrzucać piłki, gdy był bardzo blisko niego.  To i tak całkiem  sporo.  Dlaczego o tym piszę?  Bo to było 40 lat temu. Dziś sportowcy mierzący nawet ponad dwa metry to zupełna norma.  Tenisiści z takimi parametrami /Hubert Hurkacz/  są niebywale sprawni. Potrafią ze swoim dużym ciałem wyczyniać cuda.  O koszykarzach to już nawet nie wspominam.  40 lat. Jedno pokolenie, a ileż zmian ewolucyjnych, prawda? 

14 listopada 2025

Czytam ostatnio sporo książek traktujących o dawnych latach, o wojnach w tamtych dawnych latach, o oblężeniach.  I właśnie o to mi chodzi. W Średniowieczu prześcigano się w budowaniu fortyfikacji, obwarowań, murów, fos itp.  Na zamkach, miastach, czy innych budowlach.  Stan ówczesnej techniki wojennej nie pozwalał zbytnio  na forsowanie takich przeszkód. Dlatego zwykle wojskom atakującym nie udawało się sforsować przeszkód, odpuszczali, przegrywali, albo wręcz omijali takie przeszkody.  I kiedy wydawało się, że taki Zamek Krzyżacki w Malborku zbudowany z wielu /kilka milionów/  cegieł nigdy nie ulegnie jakiejkolwiek nawałnicy, to w końcu wymyślono poważną artylerię i chwilę potem miasta ze swoimi wielkimi murami, które miały zapewnić wiekuiste bezpieczeństwo zostały z nimi jak Himilsbach z angielskim. 

13 listopada 2025

Ostatni podczas sprzątania /tak, zdarza mi się to czasem robić/ przypomniałem sobie czasy wojskowe, a konkretnie te związane ze sprzątaniem. A trzeba podkreślić, że to było wyjątkowe sprzątanie.  Generalnie powinno w tym momencie mocno wybrzmieć to, że czynności sprzątające zasadniczo nie były praktykowane w celu zachowania czystości /a przynajmniej nie w jakimś dużym wymiarze/  tylko po to, by młodzi żołnierze mieli dużo zajęcia… w czasie wolnym.  A wyglądało to tak:

Wartownia to osobne pomieszczenie, gdzie żołnierze pełniący służby wartownicze przebywali przez większość swojego wojskowego czasu.  W środku była wykładzina gumowa. Linoleum.  Po każdym wejściu żołnierzy wojskowe buty zostawiały czarne śladu na tej gumie.  I ktoś z zapędem sadystycznym znalazł na to świetne /i tanie/ antidotum.  W roli głównej  występowało klasyczne mydełko do golenia.  Delikwent wyznaczony do mycia podłogi obierał mydełko nożem na wióry, a kiedy starł już całe, zalewał je gorącą wodę i specjalnym patyczkiem, który stale przebywał na wartowni, jak element wyposażenia,  mieszało się to do bólu, znaczy do momentu, gdy piana  osiągnie stan całkowicie gęsty.  Tak jak śmietana do deserów.  I podobnie jak w przypadku tej ostatniej efekt końcowy weryfikowało się wbijaniem patyczka, który nie mógł się przewrócić i próbując wylać odwracając wiaderko do góry dnem.  Potem następowała część właściwa.  Zawartość śmietany piany wywalało się na podłogę i rozścierało po całym linoleum. A potem żołnierz sprzątający zakładał trampki  i przez godzinę lub dłużej rozścierał  całą pianę aż do osiągniecia idealnego efektu . Potem już tylko  ścierka, szmata, zebranie wody i podłoga z gumy jak nowa.  Do czasu kolejnego zabrudzenia  przez wchodzących żołnierzy czyli  mniej niż godzinę. 

Była też pasta do zębów NIVEA, która do mycia zębów nie nadawała się zbytnio, ale świetnie sprawdzała się w roli czynnika czyszczącego okienne szkło. Rozścierało się pastę na całą powierzchnię szyby, a potem gazetami, tak gazetami /zwykle Żołnierz Wolności/ ścierało się pastę z okna, co dawało kapitalny efekt na oknie i niestety, fatalny efekt na podłodze, na którą w wielkich ilościach spadał pył, który chwilę wcześniej był jeszcze pastą do zębów. 

12 listopada 2025

Dziś mam ciężki dzień. Miałem jechać do Oliwy, potem do sądu, a po drodze jeszcze do biblioteki, ale w nocy nasiliły się moje bóle brzucha, a potem przyszło rozwolnienie.  Tsunami.   Do tego wszystkiego piekielnie boli mnie kolano, zaciskam zęby i wyję z bólu. Jakby jeszcze było mało, to wyskoczył mi na piersi czyrak. Przynajmniej wydaje mi się, że to czyrak.  Zanim przeczytałem w necie żeby go nie ruszać, próbowałem go, a jakże, wyciskać.  No, to teraz mam do kompletu  ból przy każdym ruchu ręką.  Nie pojechałem do Oliwy.  

Mały plus tego wszystkiego jest taki, że nic dziś nie jadłem i może to oznaczać początek jakiejś formy oczyszczania, o której od jakiegoś czasu myślę.  Może to jest ten moment na prawdziwe Gramann 3.0?

11 listopada 2025

Narodowe Święto Niepodległości. Od lat zawładnięte, zabrane przez skrajnych narodowców, sympatyków faszystów  i kiboli.  Trudno w takich warunkach świętować.  Nie każdy identyfikuje się z tym, że patriotyzm koniecznie musi być wykrzyczany na ulicach, najlepiej w towarzystwie dymów i rac. Więc większość ludzi wycofuje się, zostaje w domu, albo świętuje w innych miastach.  Smutny obraz chorej Polski. 

 

Na szczęście w Gdańsku było zupełnie normalnie

10 listopada 2025

Nadrobiłem dziś zaległości w oglądaniu Kubu Wojewódzkiego.  Tradycyjnie: kilka postaci z przeszłości, kilka na topie /w tym Bartek Topa/ i kilka z branży muzycznej, których oczywiście nie znałem i to się raczej nie zmieni.  I tak sobie pomyślałem o aktorach. Jak wielu ich znamy. Jak niektórzy z nich  świetnie startują do kariery, a potem w nawale kolejnych produkcji, kolejnych seriali  zupełnie zapominamy o tamtych, bo przecież naszą uwagę zaprzątają już nowi, walczący o uznanie.  Zawód aktora to nieustanna walka o role, o sławę, o bycie na planie. 

9 listopada 2025

Dzisiaj obiad w Oliwie u Miłki i oglądanie zdjęć z wakacji Oli i Pawła w Hiszpanii. Było miło, przyjemnie, wesoło.  Niestety, Filip nie wyszedł z pokoju. Spał cały dzień. 

8 listopada 2025

Zbieram się do zrobienia czegoś ze swoim zdrowiem. Mocno się zbieram. Obecny stan mojego zdrowia nie jest najlepszy i jest to kurewski eufemizm.  Zbieram się. 

7 listopada 2025

Wczoraj oficjalnie zakończyłem sprzątanie mieszkania.  Pewnie jeszcze sporo można by zrobić, np. umyć okna, ale to raczej problem techniczny, na pewno dokładniej umyć podłogi i z całą pewnością powymiatać reszty kurzu, zwłaszcza te zalegające poniżej moich możliwości schylania się. Ale zakończyłem i… podoba mi się. 

6 listopada 2025

5 listopada 2025

Dziś urodziny mojej siostry. Kiedy to zleciało, gdy w żartach sadzałem ją za karę na wysokiej  szafie w pokoju?  

4 listopada 2025

Dziś miało być na obiad i na śniadanie i kolację, ciasto czekoladowe.  Takie z proszku.  Z dodatkiem jajek i margaryny.  Wszystko wymierzyłem, wymieszałem, upiekłem. 

Wszystko wyglądało normalnie w blaszce wyłożonej papierem.  Dopiero gdy postanowiłem  wyjąć zawartość z papieru i blaszki ciasto… popłynęło.  Szeroką, czekoladową strugą.   Wszystko w promieniu metrów było zalane czekoladą.  Zdjęcia nie oddają erupcji. 

Czy to był zamierzony efekt?  Nie sądzę. Nie w tej skali.  Może w planie producenta było coś tam symbolicznego, płynnego w środku, ale na pewno nie w takiej ilości. 

Żeby jednak nie było – żadna łyżka czekolady nie zmarnowała się. Wiadomo. 

3 listopada 2025

Dziś jest trudny dzień. W nocy od paru dni  boli mnie głowa, nie wysypiam się, potem boli mnie głowa, bo za długo leżę, boli mnie brzuch, mam rozwolnienie, co chwilę czuję się jakbym miał za chwilę zemdleć. Bolą mnie mięśnie i stawy znacznie bardziej niż zwykle, to pewnie pokłosie przedźwigania paczką. Ogólnie fatalna sytuacja.    

2 listopada 2025

Odebrałem dziś z paczkomatu paczkę od Miłki z Francji.  Tak, w niedzielę przywiózł ją kurier.  I to jest dobra wiadomość.  Po tylu perypetiach i zaginięciach paczek nadanych La Poste France oraz DPD tempo doręczania przez InPost jest imponujące.  Tak, to są dobre wiadomości.  Zła jest taka, że  karton był bardzo ciężki, ale tak naprawdę ciężki.  Zapewne znacznie przekroczył dopuszczalne normy. Okazało się, że zadanie przerastające mnie znacznie. Od paczkomatu do domu mam dokładnie 300 metrów, ale żeby przetransportować ją przez ten maraton musiałem zrobić siedem przystanków.  A potem na każdym półpiętrze w drodze na moją czwartą kondygnację.  Masakra.  Pot lał się ze mnie wiadrami, niewyobrażalnie.  Nie mogłem złapać oddechu.  Serce waliło.  Stan tuż przedzawałowy.  Oczywiście jakoś dotarłem, ale to było upokarzające. Ja już się totalnie nie nadaję do normalnego życia. 

1 listopada 2025

Mama, Tata.  Babcie Helena i Rozalia,  dziadkowie Władysław i Józef, ciocia Marysia z Gdyni, wujek Tadeusz,  wujek Edmund z Byszwałdu, wujek Józef z Liverpoolu, wujek Heniek z Przymorza, wujek Jan z Pacołtowa, wujek Gienek Licznerski, ciocia Basia Licznerska, ciocia i wujek Kaczerzewscy,  ciocia Eża i wujek Stanisław z Ostródy, Czesiek i Bożena z Ostródy,  ciocia Stefka i wujek Lomperta, ciocia Pelagia z Orłowa. ciocia Krysia z Wrzeszcza. 

31 października 2025

Dziś Halloween.  Do mnie nikt nie przyszedł. Wiadomo, cukierki i tak wcześniej zjadłem.  Ale Ola zrobiła u siebie imprezę okolicznościową.   Na bogato zrobiła,   Szczególnie podobała mi się pajęczyna na telewizorze.  Super.  Trochę jak u mnie. Telewizor nieużywany od dwóch miesięcy.   Tylko pajęczyny u mnie 100% natural. 

30 października 2025

Krótka historia z lampami w tle.  Od pewnego czasu siedzę sobie wieczorem  na wersalce, przykryty kocykiem, w miarę wygodnie i komfortowo,  i czytam książki.  Do pełnie szczęścia musi być lampka ze światłem.  Miałem taką jedną, ale miała swoje wady, z których najpoważniejsza była taka, że w końcu się zepsuła.  Musiałem szybko coś wymyślić.  Rozważałem świąteczny list do  grubego w czerwonym, albo wymianę przewodu zasilania.  Na wszelki wypadek, żeby nie było, zajrzałem jeszcze na antresolę.  A tam, wiadomo, jest wszystko, jak w zaczarowanym sezamie Alibaby.   Sam w to nie uwierzyłem, ale zniosłem na dół CZTERY  lampki.  Szok.  Jasne, gdzieś tam z tyłu głowy pamiętałem, że coś ta, może być, ale żeby aż CZTERY???!!

29 października 2025

Moje zmagania z przesyłkami wysłanymi przez Miłkę z Francji to temat na dobry serial sensacyjny.  Czego tu nie było? Pościgów, zaginięć, porwań i przede wszystkim masy nerwów. 

W największym skrócie. Pierwsza paczka po tygodniu czekania gdzieś zaginęła. Szukamy jej. Telefony, infolinie, nic.  Prawdopodobnie gdzieś po drodze, po przejęciu jej  przez DPD,  została uszkodzona, przepakowana i w wyniku tego zniknęła pierwotna etykieta.  Jak się okazało po długich poszukiwaniach, znalazła się w Gdańsku, bez możliwości docelowego doręczenia, ponieważ nie było dokładnego adresu oraz telefonu.  Po wyjaśnieniu tego tematu, kilku kolejnych mailach, poszło już sprawnie.  Kurier przywiózł mi dzień później. 

Druga paczka zaginęła całkowicie. Nie ma po niej śladu w żadnym systemie.  Wsiąkła zupełnie i już chyba się nie znajdzie.  

Trzecia paczka miała dotrzeć na adres Oli, i w końcu po wielu dniach dotarła, ale chcąc oszczędzić Oli kłopotów z nią i sobie odbierania później od niej zawartości, przekierowałem tę paczkę do DPD Pickup, czyli do Żabki na Karczemkach. Paczka następnego dnia rzeczywiście się tam pojawiła, ale na tym koniec dobrych wieści.  Nie mogłem jej odebrać, bo… nie miałem kodów odbioru.  Owszem – system wysłał SMS, ale… na błędny numer telefonu.  Nie do mnie.  Ktoś pomylił ostatnią cyfrę w numerze i kody odbioru poszły w kosmos. Nawet wysłałem SMS na ten numer, Ola dzwoniła też na ten numer, ale bez odbioru.  W końcu uzyskałem informacje  z infolinii o możliwości odbioru paczki na dowód osobisty i pisemne oświadczenie.  Kolejne wizyty w Żabce, kolejne telefony, rozmowa z właścicielem Żabki i nic.  Człowiek się uparł /w sumie go trochę rozumiem/, że nie może mi wydać paczki na oświadczenie, bo się boi konsekwencji.  Tłumaczenie, że raczej nic się nie stanie, skoro ta paczka leży już trzeci dzień i nikt jej nie odbiera, nie pomagały.  W końcu kolejna seria rozmów na infolinii DPD, mail do Call Center DPD z prośbą o jakąś „podkładkę” dla Żabki, żeby nie bali się mi wydać przesyłki.  Udało mi się.  Obiecali wysłać i chyba wysłali, mam nawet na swoim mailu potwierdzenie. Niestety, właściciel nadal nie chciał mi wydać paczki, a kiedy napisałem do niego, że mam info o „podkładce” z DPD, to przestał się w ogóle odzywać.  Poszedłem wieczorem do Żabki, przedstawiłem po raz kolejny krótko sytuację z paczką i szczerze mówiąc, nie liczyłem na zbyt wiele, bo w Żabce była inna sprzedawczyni i czułem się bezsilny wobec perspektywy tłumaczenia kolejnej już osobie, że ja przecież pragnę tak  niewiele, chcę tylko odebrać te biedne kasztany.   Ku mojemu zdziwieniu pani z Żabki powiedziała, że ma to gdzieś i… bez problemu wydała mi tę paczkę.  Nie chce żadnego dowodu, chce tylko mojego podpisu i tyle.  

Taka wygląda historia z paczkami wysłanymi francuską pocztą narodową i firmą DPD.  Mam nadzieję, że kolejne dwie paczki wysłane już InPostem będą miały znacznie spokojniejszą historię doręczenia. 

28 października 2025

Na Jamajkę uderzył dziś huragan.  Potężny. Ogromny. Jeden z największych w historii świata.  Wiatr pędzący 292 km/h.  Masakra.  Do tego ulewne deszcze.  W tej chwili huragan Melissa –  bo ktoś zabawny wymyślił taką nazwę –   przetacza się przez wyspę.   Jutro dopiero okaże się jak bardzo  zniszczył  ten kraj i jakie przyniósł spustoszenia 

Wiatry to moje największe koszmary. Najgorsze ze wszystkich zjawisk pogodowych. 

27 października 2025

Żeby nie było:  sprzątanie  trwa i trwać ma.   Bo przecież nie chodzi o to, by złapać króliczka, tylko żeby go gonić.  Więc gonię. Każdego dnia powoli, po troszce, ale do przodu.  

26 października 2025

Nie ma przypadków. Są tylko znaki.  Parę dni temu piwnicę naszego bloku zalała fala… nieczystości.  I to taka spora fala.  Podobno, to nie awaria w naszej piwnicy, a jakaś grubsza awaria miejska, która spowodowała cofnięcie się kanalizy  i wywalenie między innymi w naszej piwnicy. Sytuacja już opanowana, awaria naprawiona, nieczystości wypompowane, teraz pozostaje kosmetyka powierzchni płaskiej.  I właśnie o to mi chodzi.  W piwnicy, w torbach, kartonach, innym pojemnikach, leżały morenowe rzeczy uratowane z zalania nieczystościami w dawnych pomieszczeniach klubowych GKS Moreny Gdańsk.  Można powiedzieć znowu. Sytuacja zatoczyła koło.  Zadzwoniłem do Macieja i poprosiłem o wsparcie.  Razem wyrzucili wszystkie te rzeczy, plus wiele innych, do podstawionych kontenerów i tak wyjątkowo symbolicznie zakończyliśmy kolejny etap w dziejach Moreny Gdańsk. 

25 października 2025

Podobno ten facet, który zdobył tego gola kończy dziś 40 lat.  Dobra okazja, by przypomnieć sobie to uderzenie.  Tak myślę i myślę i jakoś za każdym razem wychodzi mi tak, że to najładniejsza bramka jaką kiedykolwiek widziałem.    A przynajmniej czołówka.  A przy okazji klasyczne potwierdzenie, że efektowne bramki z przewrotek padają po zepsutych dośrodkowaniach. 

24 października 2025

Stopniowanie ciepła według Stanisława Gramanna:

  • tak do końca sierpnia, połowy września – siedzę w salonie bez koszulki przy otwartym oknie
  • w połowie września zakładam koszulkę
  • z początkiem października zamykam okno. 
  • pod koniec października zaczynam myśleć o ogrzewaniu i dodatkowej bluzie
  • w listopadzie uruchamiam powoli ogrzewanie i zamieniam krótkie spodenki na dresy
  • w grudniu, styczniu i lutym już odpalam ogrzewanie. Oszczędnie, ale jednak. 
  • od marca  przymykam ogrzewanie i powoli wypatruję ciepła za zamkniętym oknem
  • w kwietniu już bez dodatkowej bluzy, już coraz częściej z otwartym oknem. 
  • od maja –   znowu bez koszulki!!!

23 października 2025

Dziś naszą blokową piwnicę zalała fala gówna odpadów organicznych. Tak grubo, po kostki. Zgłosiłem do Zarządcy Wspólnoty.  Ciekawe, że nikt przez cały dzień tego nie zrobił.  Ludzie patrzyli na jezioro gówna i narzekali, że trzeba zadzwonić do Erty.  I na tym ich działanie się skończyło.  Więc zadzwoniłem ja.  

22 października 2025

Jakiś czas temu deliberowałem, że telewizja jaką znamy powoli dobiega końca.  Wygląda na to, że u mnie  to już dobiegła, bo niebawem miną dwa miesiące, odkąd NIE WŁĄCZYŁEM swojego telewizora.  

21 października 2025

Małe dzieci i duże psy.   Dla mnie mieszanka piorunująca.  Rozkładająca mnie na obie łopatki w 30 sekund…

20 października 2025

Ludzie są jacyś dziwni.  

Całkiem niedawno było bardzo ciepło. Nawet gorąco. Gorąco jak na Gdańsk, tak z 25 stopni.  Ludzie chodzili niemal rozebrani, wiadomo.   Potem zrobiło się chłodniej – powiedzmy 18 stopni – i oczywiście spora część nadal paradowała w krótkich spodenkach, bo „przecież wczoraj było gorąco”  W końcu zrobiło się jeszcze chłodniej i ludzie wyciągnęli z szaf  kożuchy. Dziś idąc do sklepu  – powiedzmy jakieś 12-13 stopni, ale bardzo słonecznie –  czułem się w swojej bluzie świetnie. Trochę rześko, ale nie marzłem.  Nawet się odrobinę rozpiąłem.   A na chodnikach ludzie w ciepłych kurtkach, szalikach, kapturach.   Pytanie:  co założą na siebie jak temperatura spadnie do, powiedzmy,  minus 15 stopni?  

19 października 2025

Z cyklu piłkarskie głupoty:

Nie umiem zrozumieć dlaczego piłkarze po strzeleniu gola ściągają koszulki.  Moim zdaniem to bardzo głupie ściągać koszulkę klubową z herbem klubu i rzucać ją gdzieś za siebie.  Głupsze od tego jest chyba tylko to, że zgodnie z przepisami sędzia pokazuje za to zdarzenie żółta kartkę.  I właśnie o to mi chodzi.  Abstrahując od tego, czy ta kata ma sens czy nie, piłkarz musi być świadomy, że za tydzień  lub dwa może nie zagrać w bardzo ważnym meczu  swojej drużyny z tytułu nadmiaru żółtych kartek tylko dlatego, że kiedyś tam wcześniej zdjął koszulkę po meczu.  Głupie.  

A skąd ten zwyczaj się wziął?  Chyba chodziło o to, że część zawodników jako manifestacja radości pokazywała swoje wyrzeźbione umięśnienie.  A ponieważ taka demonstracja wywoływała  złość kibiców przeciwnej drużyny uznano to za prowokację i kara się to upomnieniem.  Głupie.   A jeszcze głupie jest to, że we współczesnym futbolu piłkarz raczej już nie zaimponuje kulturystycznym kaloryferem i w ogóle, bo pod koszulką meczową  ma zwykle jakiś dodatkowy t-shirt a przede wszystkim stanik z czujnikami mierzącymi jego osiągi.  No czyż to nie jest bardzo głupie? 

18 października 2025

Wszystko kiedyś się kończy.   W sumie to nie musi się kończyć, ale w tym przypadku skończyło się.  Po 20 latach dominacji  przegraliśmy derbowe spotkanie z Klukowem.  Dwadzieścia dziewięć meczów  bez porażki i koniec.   Życie. 

17 października 2025

16 października 2025

Żeby nie było:  nadal trwa wielkie sprzątanie.  Krok po kroku.  Metr po metrze. Plama po plamie.  Okazało się, że sprzątanie salonu z tym co spotkałem w kuchni, to dwa różne światy.  Ale sprzątam.  I wiecie co?  Sprawia mi to przyjemność. 

15 października 2025

Każdy dzień powinien składać się z jakiś pozytywów.  Z rzeczy, które zrobiliśmy.  Z wartościowych rzeczy.  

Ile ja dziś zrobiłem takich rzeczy?  I nie  mam na myśli czytania książek. Czytanie jest bardzo wartościowe, ale tutaj się nie liczy. 

  1. Wyniosłem śmieci  – szkło. 
  2. zrobiłem grafiki  na mecz z Klukowem
  3. zrobiłem w Extranecie skład na mecz
  4. zrobiłem dzisiejsze tłumaczenia

Czy to jest dużo?  Zapewne nie.  Ale zawsze coś. 

14 października 2025

No i zostałem sam na tej zbolałej Ojczyzny łonie
Kto suchego oceanu kolorów wypatrzeć zdoła?
Tu najwyżej chłodem pizga w tej mojej stronie
Idę spać. Co tak będę siedział. Nikt nie woła…

13 października 2025

Kiedy jakiś czas temu na rynku gier wideo ukazał się symulator życia kozy, byłym pewien, że nic mnie już bardziej nie zaskoczy.  Ale pojawił się symulator zbrodniarza.  Zbrodzienia, jak napisałaby  Marta Kisiel. 

12 października 2025

Trafi cię Schlagwort i nic nie poradzisz.  Nie ma co drążyć.  Nie poradzić i  już.  Jest Schlagwort i tyle. 

11 października 2025

Z jakiegoś trudnego do zlokalizowania impulsu zacząłem… sprzątać mieszkanie. Tak. Wiem jak to brzmi. Tym razem jednak zdecydowałem, że nie będzie to proste odkurzanie środka pokoju. Że trzeba zrobić coś więcej. Gruntowniej. Nie umiem powiedzieć co przekonało mnie do tak desperackiego czynu, ani tym bardziej czym to szaleństwo się skończy, ale sprzątam. Szybko okazało się, że to nie będzie łatwa i na pewno nie krótka przygoda. Stopień zapuszczenia mojego mieszkania przekroczył wszelkie alarmowe granice i żeby to sprzątanie przyniosło jakiś zauważalny efekt, przynajmniej taki, że ewentualna wizyta sanepidu nie zamknie całego bloku mieszkaniowego przy Storczykowej z powodu epidemii, to muszę to zrobić bardzo dokładnie. Ponieważ jedyną rzeczą, której od dawna posiadam w nadmiarze jest czas wolny, to robię to powoli, ale systematycznie. Okazało się, że nie jest to takie proste. Może mam dużo wolnego czasu w zegarku, ale mam mało pomieszczeń. A tutaj jest tak, że aby posprzątać łazienkę, trzeba najpierw zrobić porządek z naczyniami, które tam zalegają po myciu. Muszę je myć w łazience, bo w kuchni nie ma dostępu do wody. Ale żeby te umyte naczynia przenieść na miejsce w kuchni, trzeba zrobić w niej porządek. Więc robię. Wyrzuciłem stare, przeterminowane zapasy, mnóstwo butelek, słoików, pozostałe wyniosłem do łazienki do umycia /prawie się nie mieszczą/ i tak będę po kolei, krok po kroku robił te porządki. Dziś czyściłem regał z książkami. Poprzestawiałem, zmiotłem kurz, od razu lepiej to wygląda. Przesunąłem kanapę, na której śpię, i tutaj w salonie też robię krok po kroku porządki. Sporo rzeczy pójdzie do wyrzucenia /stare butelki/, może mini alkohole, muszę odzyskać dla świata schody na antresolę, dziś zastawione tysiącem niepotrzebnych bibelotów. I tak, krok po kroku, step by step, bawię się w porządki. CDN…

10 października 2025

Tik-tak, tik-tak, dzień – noc, dzień – noc, poniedziałek, wtorek, styczeń, luty, marzec, październik. 50. 56. 57. Lat.

Tik-tak, dzień – noc…

9 października 2025

Znowu mnie to dopadło.  Upokorzenie.  Wstyd.  Upadek. Nie mam  sił. 

8 października 2025

Taka sytuacja: 

Wczoraj albo przedwczoraj, nie pamiętam dokładnie, bo jak się w życiu nic nie robi, to wszystkie dni stają się niemal jednakowe, bo nie ma się żadnego odniesienia, więc wracając do tematu, poszedłem tam, gdzie nawet król, chadza piechotą.  Usiadłem na tronie, zrobiłem co trzeba i zacząłem wstawać.  I wtedy poczułem przeraźliwy ból, jakby mi ktoś nogę w kolanie urywał.  Straszne.  Zatkałem usta dłonią, żeby nie było słychać krzyku, żeby sąsiedzi nie usłyszeli i nie przybiegli na ratunek, choć to mało prawdopodobne, bo to Ukraińcy i mogą nie rozumieć krzyku w języku polskim. Opanowałem trochę  ból, ale tylko trochę, noga w kolanie nie chciała się wyprostować.

Spróbowałem wstać na jednej nodze, co nie było łatwe, bo przecież ta lewa noga też jest w fatalnym stanie. Jakoś wstałem, ale nie mogłem się ruszać za bardzo na jednej chorej nodze, i drugiej zgiętej w kolanie. Siła ciążenia próbowała rozprostować tę prawą nogę, co powodowało znowu większy ból. Może udałoby mi się jakoś dokuśtykać do pokoju i zalec na wersalce, ale przecież siedziałem na tronie, potrzebowałem się podetrzeć, a wstawanie bolało jak cholera. Kompletny pat. Kilka prób wstania, jeszcze większy ból. Trwało to kilka minut. Uspokoiłem jakoś trochę sytuację, spróbowałem jakoś powoli, delikatnie rozprostować kolano i za którymś razem udało się. Wstałem, zrobiłem co trzeba po wstaniu z toalety, i pokuśtykałem na wersalkę. Bolały mnie oba kolana, bolały mnie zęby z bólu i siedząc na tym łóżku zastanawiałem się, co bym zrobił, gdyby taki atak spotkał mnie w pociągu, tramwaju czy autobusie. Ponura perspektywa. Chyba odwiedziłbym kolejne pętle i dworce zanim udałoby mi się opanować sytuację i wstać.

7 października 2025

Nadal kręci

6 października 2025

Dziś 72 urodziny obchodzi Jurek Owsiak. 

Królu Złoty, Wielki Dyrygencie,  kieruj Orkiestrą  do końca świata i o jeden dzień dłużej.

5 października 2025

Jakiś czas temu Filip namówił mnie na lekcje angielskiego za pomocą Dualingo.  Nie byłem specjalnie zainteresowany, bo kiedyś już korzystałem, ale to raczej bardziej zabawa dla młodzieży niż poważna nauka.  No i kolejny „powód”  by gapić się codziennie w telefon. Ale namawiał, więc co?  Dziecku odmówisz? 

Dziś mam za sobą 68 codziennych lekcji.   Czy poziom mojego angielskiego  podniósł się choćby o milimetr?   Nie wiem, ale klikam  dzień po dniu. 

4 października 2025

Pizga złem dzisiaj.   Wieje, popaduje i jest po prostu chłodno.  To pierwszy taki dzień w tym sezonie, ale nie odpalę jeszcze grzejników.  Nie ma mowy…

3 października 2025

WOW.  Pragnę.   Chcę.  Natychmiast,  a nie dopiero w przyszłym roku…

2 października 2025

Ola z Pawłem polecieli na wakacje do Malagi

1 października 2025

30 września 2025

Ani się człowiek obejrzy, a znowu jest rok później…

29 września 2025

Jeden z bohaterów książki:  'kładę się do łóżka, zasypiam, a potem niespecjalnie mam ochotę na ciąg dalszy”.

28 września 2025

Kigali. Stolica Rwandy w Afryce.  Trzy dekady temu, gdy ja mieszkałem  w pięknej okolicy Limanowej,  w Rwandzie jedni ludzie mordowali drugich ludzi.  Bez sensu, bez refleksji, bez współczucia, bez cienia ludzkiego odruchu. 

Dziś w tym samym Kigali, stolicy Rwandy kończą się Mistrzostwa Świata w Kolarstwie.  To samo miejsce, potomkowie tych samych ludzi, dwa różne światy. 

27 września 2025

Sport, czy piłka w szczególności, polega między innymi na kibicowaniu.  Nie rozumiem, gdy ktoś mówi, że ogląda mecz  dla samego oglądania i nie kibicuje żadnej z drużyn.  No, nie.  Ja muszę trzymać kciuki za jedną z drużyn. Nieważne jaki to mecz, jaki kraj, jaki poziom – zawsze muszę mieć swojego faworyta, nawet jeśli jutro o nim już zapomnę.  

Mam swoje ulubione drużyny na wielu poziomach.  Nie mam jednej.   To rodzi szansę, że zawsze kto poprawi mi humor, ale też obawę, że w którymś momencie będę się smucił.  Na poziomie lokalnym to oczywiście Morena Gdańsk.   Gdzieś dalej, z sentymentów, Limanovia Limanowa, Świdniczanka Świdnik, Avia Świdnik.  Oczywiście w Polsce to Lechia Gdańsk.   A globalnie  FC Liverpool od dziecka i Atletico Madryt od bardzo, bardzo dawna.  Trochę jeszcze AS Roma we Włoszech i RB Lipsk w Niemczech.  Tak mam. 

No i właśnie dziś uczucia mam mocno ambiwalentne. Przykra porażka Liverpoolu i wielki tryumf Atleti.  Klęska Lechii i super mecz Świdniczanki.   I tak to się u mnie kręci. 

Szkoda tylko, że nie mogę o tym wszystkim dziś pogadać…  Cóż. 

26 września 2025

Książki czytam od bardzo dawna.  I przyszła mi taka myśl do głowy, że obecnie jest taka moda w literaturze, podobna do telewizyjnych seriali.  Sezony.  Tomy. 

Kiedyś zasadniczo książki były jedną, pojedynczą całością.  Czasem był ten sam bohater jak Pan Samochodzik czy Tomek Wilimowski, żeby daleko nie szukać, ale to jednak zawsze była osobna opowieść, której akcja działa się w różnych stronach, z różnych bohaterami.  

A teraz mamy sytuację, że autor popełnia jedną historię, a potem na fali popularności rozszerza ją na kolejne tomy opowieści.  Mnóstwo takich przykładów. Choćby słynna seria Kena Folletta – Kingsbridge.  Napisał kultowe „Filary Ziemi”, potem rozciągnął opowieść na kolejne wieki (Świat bez końca, Słup ognia), i kiedy wszyscy szykowali się na ostatnią część tego cyklu (Zbroja światła) to zupełnie niespodziewanie ukazał się… prequel opowieści:  Nim stanie się światłość.    Czyli był serial główny, potem powstały kolejne sezony, powiedzmy sequele, aż w końcu jedyną opcją kontynuacji opowieści był prequel.  Nota bene świetny.  I właśnie tak sobie to skojarzyłem z telewizyjnymi serialami. 

25 września 2025

24 września 2025

Ludzie zasadniczo nie czytają książek.  Przynajmniej ta ludzkość zamieszkująca tereny nad Wisłą czy Wartą.   To jest dziwne i kompletnie dla mnie niezrozumiałe, ale chyba jeszcze trudniej mi pojąć dlaczego większość z tego małego grona, którzy jednak od czasu do czasu sięgają po literaturę czyta niemal wyłącznie kryminały

Zupełnie tego nie rozumiem.  I mówiąc, że czytają kryminały, mam w zasadzie bardziej na myśli jakieś thrillery, horrory, gęsto ścielące się trupem  historie kryminalne  w znanym nam światach i okolicach.  Rozumiem raz na jakiś czas. Sam preferuję odmienność  i szeroki wachlarz tego, co czytam i rzeczywiście raz na jakiś czas znajdzie się jakaś pozycja z przemocą w tle, ale żeby notorycznie?  Co jest fajnego zalewać swoje życie historiami o mordercach, psychopatach, zabójcach itp.  Jak nie w mieście, na sąsiedniej ulicy, to w schronisku górskich.  Albo w pracy.  Nie, nie rozumiem. 

23 września 2025

„Życie, nie tak je sobie wyobrażaliśmy”.

To prawda, nie tak. 

22 września 2025

Raz staruszek, spacerując w lesie,

Ujrzał listek przywiędły i blady

I pomyślał: – Znowu idzie jesień,

Jesień idzie, nie ma na to rady!

21 września 2025

Gdyby Mama nadal żyła, dziś świętowalibyśmy Jej urodziny i szykowali  tort z 82 świeczkami. 

Kiedyś, gdy byłem mały imię mojej Mamy wydawało mi … hmm –  staroświeckie? Jak Franciszek, jak Józef, jak Stanisław.   Dziś Zofia wydaje mi się najpiękniejszym imieniem na świecie. 

20 września 2025

Mam taką tabelkę Excela, która podpowiada mi wszystkie daty i rocznice, o których powinienem pamiętać, podaje ilość dni do tej rocznicy itp.  Bez tego nie ogarnąłbym żadnej daty. 

I tam mam zapisane, że Tata, wczoraj obchodził 84. urodziny.  I to sumie jest zrozumiałe.  Ostatnie Jego obrazy, które zapamiętałem pochodzą z czasu, gdy miał ponad 80 lat. 

Ale ta sama tabelka podaje mi informację, że Mama, która urodziny będzie obchodzić jutro, miałaby 82. lata.  I już jest dziwne uczucie, bo ja Ją pamiętam, gdy miała 66 lat. Dziwne uczucie. 

19 września 2025

Gdyby Tata nadal żył, dziś świętowalibyśmy  Jego urodziny i szykowalibyśmy tort z 84 świeczkami.   Tak by było. 

18 września 2025

Kilka dni temu, może tydzień albo nawet 10 dni z powodów technicznych  położyłem się w nocy spać na wersalce.  Spodobało mi się. Jakoś sympatycznie jest w nocy.  Więc od tamtej pory, póki co, śpię na wersalce. Ale dziś zdałem sobie sprawę, że ma to trochę nieoczekiwane  skutki.  Plusy ujemne.  Albo dodatnie.  Raczej dodatnie.

Mianowicie od tych dziesięciu dni w ogóle nie włączałem telewizora

Świat zmienia się na naszych oczach…

17 września 2025

Kiedyś wydawało mi się, że jednocześnie czytać można tylko jedną książkę. No bo jak inaczej?  Rozpraszać się?  Mieszać wątki?   Ale dziś myślę już trochę inaczej.  Obecnie  czytam jedną książkę papierową, drugą będę przeglądał w tym samym czasie, do tego czytam kolejną w formie ebooka na komputerze, a na koniec jeszcze audiobook na słuchawkach.  W sumie cztery.  Co prawda staram się, żeby każda z nich była inna, żeby właśnie nie gubić wątków, ale jednak.   Powieść, reportaż, wiersze i audiobook.  Taki zestaw  jest do przejścia. 

AKTUALIZACJA:

A nawet PIĘĆ. 

16 września 2025

Alain Delon

Jean-Paul Belmondo

a dziś dołączył do nich Robert Redford.

 [*]

15 września 2025

14 września 2025

Przeczytałem w ostatnim czasie dwie biografię.  W przypadku pierwszej – Patrycji Volny – sprawa jest jasna:  to autobiografia.  Być może została napisana po to, żeby uporać się z demonami, może dla pieniędzy, nie mam pojęcia, ale rozumiem.   Druga biografia – Agnieszki Osieckiej – to już jednak zupełnie inna historia.  Wielka  poetka piosenki po swojej śmierci pozostawiła po sobie mnóstwo dokumentów.  Przede wszystkim pisane przez niemal całe życie dzienniki, do tego inne mniejsze dzienniki przeznaczone dla konkretnych osób /np. Adama Michnika/ a do tego ostatnio wydrukowa osobiste listy poetki do Jeremiego Przybory.  No i właśnie, czy mamy do tego prawo?  Przecież to są bardzo intymne zwierzenia, bardzo osobiste.  Kto o tym decyduje, że ukazują się one do publicznej oceny?   Tak się nad tym dziś zastanawiałem…

13 września 2025

„Agnieszka, czyli ja…”

12 września 2025

Zauważyłem ostatnio taki trend:  stare, popowe, piosenki, nagle stają się niepisanymi hymnami na piłkarskich stadionach.  Kiedyś  piłkarski stadion kojarzył się co najwyżej z mocną muzyką, a teraz?   Nagle te hity popowe czy dyskotekowe stały się tak popularne. Ciekawe. No bo wiecie, Derby Mediolanu, dawniej zadymy, ognie, petardy, bijatyki, a teraz fani śpiewają wspólnie piosenkę  Ricchi e Poveri.  No, nie wiem. 

11 września 2025

…Ty miałeś długie życie, Tata!

–  On – ma dwa groby we dwóch światach.

– Ma groby dwa, a nie miał domu.

– Przebacz, tak jak dobremu komu.

                      Agnieszka Osiecka o Marku Hłasce. 

10 września 2025

Dziś w nocy ruSScy mordercy wystrzelili drony Shahed i część z nich, około 19 -23,  wleciało na teren Polski.  Nie był to zapewne przypadek.  Raczej celowe testowanie naszych możliwości.  Poderwano myśliwce, w tym te NATO-wskie.  Norweskie F-16 większość dronów zestrzeliły, ale kilka spadło na ziemię i na polskie domy.  W pewnym sensie to stan wojny. 

9 września 2025

Dlaczego nie emocjonuje się występami polskiej reprezentacji piłkarskiej?   

Jestem z tych czasów, gdy polscy piłkarzy  jechali na Mundial do Niemiec i gdyby nie zrządzenie losu związane oberwaniem chmury we Frankfurcie, pewnie wróciliby z tej imprezy jako Mistrzowie Świata.  Cztery lata później jechali na kolejną mistrzowską imprezę jako faworyci.  Było blisko, ale ostatecznie przegraliśmy po zaciętych pojedynkach z Argentyną i Brazylią.  Zajęliśmy 5. miejsce, co uznano za wielkie rozczarowanie.  Dacie wiarę?  Polska zajmuje piątek miejsce w Mundialu, a kibice w kraju rozczarowani.  Mijają kolejne cztery lata, a Polska znów potęgą.  Kapitalne mecze i znów otarliśmy się o finał.   W meczu o brąz pokonaliśmy 3-2 Francję.   Ci ostatnio coś tam marudzili po meczu, że mieli rezerwowy skład, że niesprawiedliwie, więc parę miesięcy po mistrzostwa pojechaliśmy  do Paryża na mecz towarzyski, jakby rewanżowy.  Zlaliśmy ich 4-0.  Francję, która za chwilę została bezdyskusyjnym Mistrzem Europy. O wygranej z Argentyną w Buenos Aires to już nie ma co wspominać.   Rozumiecie?  I to wszystko działo się na Mundialach, gdzie kwalifikowało się 16 drużyn z całego świata ( w Hiszpanii 24).   I teraz ja mam się pasjonować heroiczną walką Polaków z Finlandią, Litwą czy Maltą o to, by wślizgnąć się do grona 48 drużyn na najbliższy Mundial.  No, ludzie kochani, bądźmy poważni…

8 września 2025

Wszechświat pilnie strzeże swych tajemnic.  Wczoraj miało być zaćmienie Księżyca.  I było, tylko że nikt nie mógł tego zobaczyć.  Ani ja w Gdańsku,  ani nawet Monika we Francji.  Całe niebo, bardzo dokładnie spowite było deszczowymi chmurami.  Nawet przez sekundę nie widziałem Księżyca, a co dopiero czerwonego Księżyca.   Oczywiście dziś niebo jest bezchmurne…

7 września 2025

Czytam, bo lepiej jest czytać niż nie czytać…

6 września 2025

Wróciłem do czytania książek. Znowu sprawia mi to wielką radość.  Ale zupełnie porzuciłem inne rzeczy.  Nie słucham podcastów,  Radia357, audiobooków, w zasadzie nie oglądam telewizji, filmów, seriali.   Muszę do tego wrócić.  Muszę to poukładać i to szybko. 

Jakiś czas temu pisałem gdzieś na blogu, że telewizja jaką znamy przechodzi powoli do lamusa.  Że młodzi ludzie  prawie z niej już nie korzystają, a i wśród starszych coraz więcej osób odpuszcza tradycyjna telewizję na rzecz  VOD, podcastów, internetu.  I właśnie ostatnio uzmysłowiłem sobie, że mój telewizor od pewnego czasu  jest niemal nie uruchamiany.  Nie oglądam już meczów na TV /tylko na komputerze/, ostatnio nawet filmów i seriali mało, więc włączam go jedynie wieczorem na chwilkę, zwykle na 10 minut i to wszystko.  No, kto by pomyślał., prawda, że to się tak szybko ziści? 

5 września 2025

Właśnie skończyłem czytać książkę numer 100 w tym roku.  Niezły wynik. I pewnie nie jest przypadkiem, że akurat taki numer dostała akurat ta książka.   Ostatnio czytałem kilaka książek  z kategorii Reminiscencje, czyli takie, które czytałem dawno temu, nawet w młodości i sprawdzam jak je odbieram teraz, na obecnym etapie mojego życia. I wiecie co?  „Pamiętam, jak biegłem”, to najlepsza książka, jaką kiedykolwiek w życiu czytałem.   Bez dwóch zdań.  

4 września 2025

Czasem nic mi się nie śni. Pustka.  Czasem jest walka by przeżyć noc.  Zdarzają się często mocne, trudne sny, w których walczę o życie, uciekam przed obcym wojskiem (nie wiem jakim ,czasem chyba chińskim), poszukuję dzieci (najczęściej Filipa), ale zdarzają się też takie sny jak dzisiejszej nocy.  Sny o miłości.  Poznaję dziewczynę.  Nie znam, nikt znajomy. I spotykamy się i jest pięknie.  I jestem szczęśliwy.  Nie ma tam seksu, to nie ten etap.  Poznajemy się, dotykamy, muskamy, uśmiechamy, chcemy być ze sobą.   Jest pięknie.  A potem się budzę i jest ten ułamek sekundy, to mgnienie oka, ta nadzieja, kiedy próbuję zrozumieć czy to sen czy jawa.  Po chwili przychodzi rozczarowanie.     Nie wiem które z tych snów są najbardziej bolesne…,

3 września 2025

Klikanie bez sensu może przynieść dziwne do przewidzenia konsekwencje. Może się np. wryć w mózg cos takiego.  I nie odpuścić. 

A tu piosenka w całości i w oryginale.  

2 września 2025

Ciekawe, jak wielu rodziców nie ma pojęcia, czy też nie chcą mieć pojęcia, że ich dzieci pędzą na złamanie karku na elektrycznej hulajnodze.  przez chodniki, ulice, skrzyżowania, nawet nie zerkając wokół siebie.  Widziałem nawet takich gapiących się w telefon trzymany w wyciągniętej ręce.  Oczywiście bez kasku ochronnego. 

1 września 2025

A ja ciągle żyję w strachu. W lęku.  Paraliżującym lęku.  Nie boję się o siebie.  Przynajmniej niezbyt specjalnie.  Boję się o dzieci.  O Filipa i Olę.  Kiedy gdzieś wyjeżdżają, na wakacje, na szkolenie, na mecz, do pracy.  Do Włoch, do Monachium, do Jeleniej Góry. Gdziekolwiek.  Boję się.  Liczę dni i godziny do ich powrotu.  Liczę godziny  ich lotów i przejazdów.  Ciągle odczuwam strach.  Nie mogę z tym nic zrobić.  Patrzę z nadzieją, że zaświeci się zielona lampka w mesendżerze.  Tyle mi zostało. Potrzebowałbym terapii.  Ale nie będę jej miał.  Nie stać mnie.  Więc dalej się boję…

31 sierpnia 2025

45 lat temu w Stoczni Gdańskiej podpisano Porozumienia Sierpniowe.   Powstała NSZZ Solidarność.  Powstała nowa Polska.   I ja tam byłem, płakałem, wszystko widziałem i myślałem sobie, że teraz to nigdy nie damy się podzielić… 

30 sierpnia 2025

Koniec wakacji.  Nie lubię.  Bardzo nie lubię.  Milion minusów – żadnych plusów.  Robi się chłodniej, ciemniej wieczorem, zaraz trzeba będzie zamknąć okno, a chwilę potem odkręcić kaloryfer.  Żeby wyjść na dwór trzeba wyciągnąć ciepłe ciuchy, długie spodnie, kurtkę, która będzie za ciasna. Na termometrze coraz mniej stopni, a do następnych upałów wiele długich miesięcy. I  jeszcze tysiąc innych powodów, by nie lubić końca wakacji. Ale najgorsze ze wszystkiego jest to, że na ulice miast, do autobusów i pociągów powrócą dzieciaki.  Masakra.  

29 sierpnia 2025

Wczorajszy dzień był dniem mojej kolejnej katastrofy. Pozdro dla kumatych…

28 sierpnia 2025

Waliło dziś Szadółkami.  Nie tak jak wczoraj, ale jednak…

27 sierpnia 2025

Książki i książki.  Jakby nie można było pisać o czymś innym.  Pewnie można.  

Jakie książki czytam i jak je wybieram.  Teraz Wam opowiem.  Zazwyczaj dzieje się to zupełnego przypadku i to właśnie jest najbardziej fascynujące.  Klasyczny przykład  to Cormac McCarthy.   Z jakiego niezrozumiałego dla mnie powodu nie znałem tego pisarza.  Ale oglądałem serial.  Nie, nie na podstawie jego książki.  Polski serial.  I tam jeden z bohaterów miał ksywę „Cormac”.  W którymś z kolejnych odcinków wydało się, że to dlatego, że czytał książki tego amerykańskiego pisarza.   No musiałem sprawdzić  o co biega z tym Cormakiem i parę miesięcy później przeczytałem  wszystkie jego książki.  Dwanaście. W większości świetne.  

A Ken Follett?  Kojarzyłem, ale tylko z ekranizacji.  Filary Ziemi. Świetny serial.  I ta aktorka  – Hayley Atwell  – Lady Aliena.  Ale nie czytałem.   I kiedy dowiedziałem się w czasie jednej z transmisji meczów tenisowych Igi Świątek, że właśnie pochłania ona kolejną powieść Kena Folletta, to zrobiło mi się głupio. A że akurat ukazała się nowa książka z serii o Kingsbridge – właściwie prequel, to lepszej okazji nie mogłem trafić.   Trzynaście tomów. Prawie 10000 stron.  Przednia zabawa, która mogła mnie ominąć.  

26 sierpnia 2025

Z cyklu:  CO MNIE IRYTUJE W SKLEPACH:  Kupiłbym arbuza, zwłaszcza, że jest w promocji, ale nie kupię go w całości, bo waży pewnie z 10 kg.  A nikt w sklepie nie pomyślał, że warto go przygotować do sprzedaży krojąc w mniejsze kawałki. 

25 sierpnia 2025

800.000 kliknięć w Pomorskie Ligi.  Nie do końca rozumiem, o co chodzi z tym klikaniem i jakie tym rządzą mechanizmy, ale to mi się podoba.   OSIEMTET TYSIĘCY kliknięć.  No, proszę.   

24 sierpnia 2025

Derby Lechia vs. Arka.  Poziom tragiczny, ale na szczęście tradycji stało się po raz kolejny zadość i Lechia wygrała w Gdańsku.  

23 sierpnia 2025

Wyjątkowo ponury dziś dzień.  Zimno, ledwie kilkanaście stopni na plusie, pada deszcz, a jak nie pada, to jest ciemno, szaro i wyjątkowo buro. Pierwszy raz od maja tego roku zmuszony zostałem do założenia koszulki.   Jeśli do tego dodać, że za kilka dni wraca szkoła, a wraz z nią dzieciaki w autobusach i pociągach, to rzeczywiście sprawy kiepsko się mają.  Kończę.  Muszę wstać, by przymknąć okno…

22 sierpnia 2025

Filip  pojechał/poleciał  z kolegą na mecz do Mediolanu.   Dobry powód by rodzice martwili się o niego.    Takie jest prawo rodziców.   I pewnie podobne jest prawo dzieci.   

Tak, doskonale pamiętam, że jeździłem  w młodości w  Bieszczady, a moja kochana Mama pewnie stała w kuchni i patrzyła w dal /choć Bieszczady to raczej  z dużego pokoju, tak bardziej/ i nie mogła przestać się zamartwiać moimi losami. 

Bieszczady.  Tysiąc powodów do zmartwień dla każdej mamy nastolatka.  Pijani miejscowi w knajpie plus niedźwiedzie nocną porą.   No i Ona się martwiła zapewne, a ja nie uznałem nigdy za stosowne jakoś jej powiadomić, że mimo wszystko żyję.   Wiem, nie było wtedy komórek oraz e-maili, ale zawsze jakieś kablowe telefony były, ale miałem przecież tyle ważniejszych spraw niż telefonowanie do rodziców.   Dopiero teraz potrafię to tak porządnie zrozumieć.  Dopiero teraz, ech…

21 sierpnia 2025

Nie udało się.  Za słabo trzymaliście kciuki  🙂

20 sierpnia 2025

UWAGA!  Jutro w planie jest woda.  Trzymajcie kciuki!

19 sierpnia 2025

Paryż, Adelajda, Rzym, Doha, Indian Wells, Miami, Stuttgart, Rzym, Paryż, Nowy Jork, San Diego, Doha, Stuttgart, Paryż, Warszawa, Pekin, Cancun, Doha, Indian Wells, Madryt, Rzym, Paryż, Londyn i dziś w nocy Cincinatti.  24 miasta, w których Iga Świątek wygrywała turnieje WTA! DWADZIEŚCIE CZTERY! 

18 sierpnia 2025

Gdybym  stał się od jutra bajecznie bogaty – celowo nie używam słowa obrzydliwie, bo czemu bogactwo ma być złe – to zaraz po tym, jak kupiłbym jakieś miłe mieszkanko, to chwile potem kupiłbym milion książek do mieszkania.   Ewentualnie rozpatrzyłbym  zamieszkanie gdzieś w dobrej bibliotece. 

17 sierpnia 2025

Książka jako dzieło sztuki?  Jestem za.  Mogę nawet zgłosić kandydata. 

16 sierpnia 2025

Mój klasyczny dzień / moja klasyczna noc:

 

Do łóżka kładę się ostatnio relatywnie wcześnie. Po 23.00 zwykle.  Czasem trochę później, bo znowu trochę czytam książki.  A kiedy się już położę, to zazwyczaj  oglądałem  jeden lub dwa odcinki serialu, lub jakiś film.  Czasem, jak mnie wciągnęło, to nawet do 2.00 i później mi na tym oglądaniu zeszło.  Ale nie teraz.  Teraz, ostatnimi  tygodniami,  jestem zmęczony, więc  albo nie włączam telewizora w ogóle, albo co najwyżej na parę minut.  Nie daję rady. Jestem przemęczony. 

Czasem, żeby zasnąć rozmawiam w myślach z Moreną.  Lady Moreną. To bohaterka mojej książki, która od dawna pozostaje tylko w mojej głowie i kto wie, może już tam na wieki zostanie.  W każdym razie  ona jest  ze Średniowiecza i to w dodatku gdzieś z Anglii.  Spotykam się z nią i opowiadam jej o moim współczesnym świcie.  O wszystkim.  O technologii, o prawach kobiet, o wojnach, o dzieciach, o telewizji, o książkach.  Czasem robię to po angielsku, co jest dość zabawne, bo ja staram się wykorzystać dostępny mi zasób słówek, ale ona zawsze jest zadowolona i nigdy nie protestuje.  Czyżbym tak dobrze znał język angielski?

W nocy lekko nie jest. Jest wstawanie co dwie godziny na wizytę w toalecie. To bardzo męczące. Kolejne wizyty i kolejne odhaczanie nocnych godzin na zegarku. Zmęczenie. Żeby nie było zbyt pięknie, ze dwa trzy razy na noc  bolesny skurcz w nodze.  Gdzieś tak koło 5.00 – 6.00  zasypiam wreszcie na dłużej.  I wtedy śpię do 10.00 – 11.00. I jestem wtedy jeszcze bardziej zmęczony. Bo to za długo, tego spania. Do tego bardzo często pojawiają się męczące sny.  Bardzo męczące.  Wstaję więc przed południem, już wyczerpany, zamiast wypoczęty i próbuje zorganizować jakoś dzień. 

Z tym „wstaję” to trochę na wyrost.  Zdarza się, że siedzę na wersalce i zbieram siły na założenie skarpetek, spodni, potem butów. Czasem trwa to nawet dwie godziny. Kiedy decyduję się wyjść do sklepu /bo gdzie? /, już jestem zmęczony, spocony, obolały.  Schodzę po schodach w dół, uważając na bolące kolana i stawy.  Walka.  Wychodzę na dwór.  Jest gorąco i ja czuję jakbym miał zaraz zemdleć.  Ocieram co rusz pot z czoła.  Idę powoli, tempem emeryta/rencisty, krok po kroku.  Gdyby ktoś mnie obserwował, to zobaczyłby otyłego faceta, który ledwo stawia kroki, czasem stawia je, że wydaje się, że zaraz się przewróci . Serio, tak się czuję.  Do sklepu jest dokładnie 600 metrów.  Do Netto.  Nie chodzę już do Biedronki, Lidla a tym bardziej do Auchan, bo to prawie dwa razy dalej.  Wybieram ten najbliższy sklep. Boję się, że będę musiał szybko wracać do domu, więc w grę wchodzi tylko ten najbliższy.  W sklepie jest klima, więc czuję się raźniej, ale potem trzeba wyjść i droga powrotna, to droga przez mękę. Pot leje się strumieniami, ocieram się koszulą, wstyd jak diabli, paskudnie to musi wyglądać.  Na szczęście jestem tuż przed domem, a nie w pociągu, gdy raz w tygodniu wybieram się do Oliwy.  Wtedy jest kosmos.  Wchodzę na klatkę, wspinam się na górę, zdobywam kolejne  półpiętra. Coraz wolniej, coraz bardziej wyczerpany, coraz gorzej wyglądający, czerwony na twarzy, zalany potem do granic trudnych do wyobrażenia sobie.  Wchodzę do domu.  Ulga.  Chowam produkty do lodówki, padam ze zmęczenia, ale muszę wziąć prysznic.  Nie ma opcji.  Potem siadam na wersalce i nie mam siły na nic:  na jedzenie, na komputer, na książkę, na nic. 

Dochodzę do siebie, jest popołudnie.  Śniadanie /jest 14.00, czasem nawet 15.00/.  Zjadam, i po chwili biegiem do toalety. Rozwolnienie. Jakby rytuał.  Na szczęście jestem blisko łazienki.   Dlatego nie jem nic rano, kiedy muszę wyjść z domu.  Ciągle bolą stawy, kolana i mięśnie.  Kiedy mam wstać z wersalki, to czekam na ból.  Czuję trzask w prawym kolanie, cos się tam przestawiło.  Nie boli, ale uczucie przykre.  Potem strzela drugie kolano, a le  już od dołu, od mięśni.  Ale za to bardziej boli.  Idę parę kroków do łazienki czy kuchni i to jest kuśtykanie, utykanie.  Boli.  Robię coś na komputerze, piję coś niezdrowego, czytam książkę, czasem ktoś z bliskich zadzwoni, jakiś mecz w necie, coś do napisanie na portalu, może tłumaczenia i robi się wieczór, który szybko przechodzi w noc.  O 23.00 siadam na wersalce i czytam.  30 – 40 minut.   Robi się 23.00 – 23.30 kładę się,  pilot od TV, a po chwili rozmowa z Lady Moreną. 

15 sierpnia 2025

14 sierpnia 2025

45 lat temu zaczął się strajk w Stoczni Gdańskiej, który zapoczątkował nowy, wolny, świat. I ja tam wtedy byłem, kanapki swojemu Ojcu przez płot rzucałem

13 sierpnia 2025

Było sobie dzień. Środa chyba. 

12 sierpnia 2025

Dzisiaj był Dzień Sądu.  Albo sądny dzień.  Spokojnie, tego okręgowego w Gdańsku. Byłem w Oliwie. Już od początku nic się nie układało.  Autobus spóźnił się, a ja spóźniłem się na pociąg. Takie jest prawo komunikacji miejskiej.  Dotarłem do Oliwy później niż chciałem, ale to w sumie bez znaczenia, bo komputer nie działał. Dysk. Koniec. Po temacie. Chyba.  Za jakiś czas spróbuję coś z tym zrobić.  Na razie nie było szans na drukowanie.  Próbowaliśmy podpiąć drukarkę do laptopa Filipa. Mimo prób, sterowników, nie udało się sprawić, by drukarka chciałaby współpracować.  Poddałem się. Wróciłem do domu.  Długo wracałem, bo tramwaj spóźnił się i nie zdążyłem na pociąg.  Takie jest prawo komunikacji.  W końcu wróciłem.  Byłem zmęczony i styrany.  I bez sił.  Musiałem jeszcze w domu wydrukować parę dokumentów. nawet dobrze szło, ale tylko do połowy.  W tym momencie drukarka odmówiła posłuszeństwa.  Ech.  Dziwny dzień. Po dwóch godzinach przerwy dokończyłem drukowanie.   Bardzo dziwny dzień. 

11 sierpnia 2025

Zawsze chciałem mieć psa.  To jedno z moich marzeń niespełnionych. Drugie to ponowna jazda na rowerze. Bo kiedyś jeździłem. Psa w sumie też trochę miałem.  

Dawno, dawno temu, za wieloma górami i wieloma morzami odbywałem służbę wojskową nad morzem w Unieściu.  Prawie pół roku udawałem, że pilnuję niczego, jedynym pozytywnym, efektem tego, były dwa psy: Cygan i Diana. Ona była owczarkiem niemieckim, ale już w podeszłym wieku, schorowana, nie mogąca biegać, a i chodzić nie było jej łatwo.  Miała bardzo głęboki, tubalny głos, co czyniło ja groźną dla otoczenia, oczywiście dopóki to otoczenie nie zobaczyło w jakim stanie ona jest. On, to już zupełnie inna historia. Z owczarka miał tylko trochę, więcej z pospolitego psa, ale ta mieszanka dała  naprawdę dobre geny. Nie był czarny, wbrew swojej nazwie, miał ciemną sierść.  Kiedy przyjechaliśmy do Unieścia w środku gorącego lata, karmienie psów było jednym z naszych obowiązków. Psy budziły respekt i  wyglądały na groźne.  Ale to było tylko pierwsze wrażenie. Musieliśmy po prostu się poznać.  Karmienie to był paradoks, w czasach, gdy generalnie dopiero co zaczęliśmy powoli wychodzić z kartek na mięso, tamte psy z ośrodka dostawały tyle jedzenia najwyższej jakości, że nawet połowy nie były w stanie przerobić.  Takie było prawo wojskowych ośrodków wypoczynkowych. 

Niestety, w życiu wszystko musi wyjść na zero, więc po zakończeniu sezonu w ośrodku, gdy zostałem wraz z trójką kolegów tylko ja, dowództwo zapomniało  o psach. Nie było dla nich prowiantu, wyżywienia po prostu. My, jako żołnierze otrzymywaliśmy jakieś skąpe porcje z sąsiedniej jednostki wojskowej, ale po pierwsze były one skromne, po drugie  nie zawsze nadawały się dla psów, a po trzecie z czasem przestaliśmy tam chodzić, bo było za daleko, bo trzeba było wstać z łóżka, założyć bluzę wojskową i jeszcze parę innych przykrych obowiązków spełnić. Więc rzadko chodziliśmy. Psy zwyczajnie głodowały. Nie wiem dlaczego w tamtych czasach nie potrafiłem tej sprawy jakoś wyjaśnić. Nie pamiętam już czy omawialiśmy to z dowództwem, czy prosiliśmy o wsparcie dla psów, zwyczajnie nie pamiętam.  Oczywiście ratowaliśmy naszych podopiecznych jak tylko mogliśmy. Dzieliliśmy swoje łupy, to co od czasu do czasu przynosiliśmy z sąsiedniej jednostki, plus to, co przywoziliśmy z domu, dodawaliśmy do zupy sporo chleba i tak karmiliśmy Dianę i Cygana. 

 

A potem były wycieczki na plaże z Cyganem, bo Diana nie opuszczała już w zasadzie terenów ośrodka. Czasem wycieczki przemieniały się w wyprawy, bo trwały naprawdę długo. Unieście, Mielno, Łazy, powrót.  Tak się jakoś złożyło, że ja byłem z naszej czwórki  żołnierzy jedynym, któremu chciało się wstawać  i chodzić z psami na spacery. Siedziałem więc na gorącym piasku, słuchałem szumu fal, a Cygan biegał, bo to był pies z niespożytą energią. A kiedy decydowałem się na powrót lub zmianę miejscówki, a pies był bardzo daleko, ale zawsze w zasięgu wzroku /jego wzroku/, wtedy wołałem go, a on zrywał się do biegu i przez kilkaset metrów pędził co sił w czterech łapach plażą do mnie.  Niesamowity widok.  Uszy położone aerodynamicznie i super szybki bieg.  Mądrzy ludzie mówią, że gepardy biegają najszybciej na świecie.  Ale oni nie widzieli przecież Cygana. 

W szczycie formy potrafił dopaść, dogonić i upolować dzikiego królika w lesie. Widziałem takie pojedynki na śmierć i życie.  Tumult, bieg, zwroty, hamowania, a potem głośny płacz dziecka, bo tak właśnie umierają dzikie króliki.  A potem posiłek.  Oczywiście najpierw Diana, bo choć sama już nie mogła marzyć o upolowaniu dzikiego zwierza, to zasady wciąż obowiązywały. Takie jest prawo wśród dzikich zwierząt. 

To były piękne dni.  Te nasze wspólne spacery, to jego odbieganie na duże odległości, ale zawsze czujnie, gdy tylko wstawałem z piasku on porzucał swoją zabawę i biegł przez plażę z tymi swoimi położonymi uszami. 

Tyle, że to był tylko epizod.  Ja wyjechałem z Unieścia, potem oddałem /a nie zrzuciłem, jak się potocznie mówi/  mundur i wróciłem do domu.  Cygan i Diana zostali, bo co mieli zrzucać?  Takie było psie życie. 

Ta historia oczywiście nie może się dobrze skończyć.  Ja nigdy już nie miałem swojego psa, choćby na chwilę, Cygan został przez kogoś podobno otruty, a Diana zakończyła już swój psi żywot.  Takie jest prawo psich żywotów. Ale żeby otruć Cygana?

10 sierpnia 2025

No to opowiem trochę o sobie. Jeszcze raz powtórzę, że nie chcę, aby to miejsce stało się platformą do wylewania mojego żalu. Przeciwnie – chciałbym, żeby tu można było zobaczyć pozytywy i to jak sobie krok po kroku radzę z życiem. Ale żeby stało się pozytywnie, trzeba najpierw nazwać rzeczywistość.   Więc nazywam.

Utknąłem w martwym punkcie. Deadlock.  Stan mojego zdrowia  jest kiepski, ale ja nie mam siły, aby cokolwiek poprawić.  W ubiegłym roku, skutecznie namówiony przez Olę,  zacząłem odwiedzać kolejnych lekarzy.  Od badań ogólnych, po szczegółowe. Od krwi przez USG brzucha, aż po kolonoskopię.  Tak, zdecydowałem się także na to badanie. Niebyło to ani komfortowe, ani przyjemne, ale odważyłem się i przynajmniej wiem, że jelita  w środku są  w porządku.  To kluczowe, bo głównym moim problemem są właśnie jelita. Mówiąc krótko:  dają o sobie znać błyskawicznie i w najmniej spodziewanych momentach, przez co wychodzenie z domu stało się dla mnie poważnym wyzwaniem.  Bo o ile można jeszcze jakoś z bolącymi stawami, kolanami nadającymi się jedynie  do pilnej operacji /od lat mam skierowanie/, z bolącym kręgosłupem i wieloma innymi fizycznymi dolegliwościami, jakoś kuśtykać wolno ulicą, to nie można bezpiecznie wyjść z domu bez obawy, że stanie się coś bardzo wstydliwego.  A już nie raz się stało.   

Nadal nie wiem co mi tak naprawdę dolega.  Nie wiem na ile jest to problem fizyczny, a na ile psychiczny.  Naprawdę nie wiem.  W związku z tym wszystkim prawie nie wychodzę z domu, nie licząc raz w tygodniu wyprawy do Oliwy i Gdańska.  Po takiej wyprawie, choć przecież spędzonej głównie w pojazdach komunikacji miejskiej, czuję się bardziej zmęczony  niż po  pamiętnym marszu maratonie.  Serio. Poza tym unikam aktywności.  A ponieważ aktywności nie ma, to z każdym dniem staje się coraz cięższy i coraz bardziej obolały.  I tak koło się zamyka.  Tyję, kręgosłup i stawy nie wytrzymują, a ja nie chodzę.  

Organizm mam zatruty /zakwaszony/.  Cokolwiek zjem, to nie ma to dla mnie żadnej wartości smakowej.  Nawet ulubione potrawy, po dwóch kęsach, stają się niesmaczne.   A po zjedzeniu i tam mam szybko rozwolnienie. Dlatego nie jem nic kiedy muszę wyjść z domu.  Dopiero po powrocie.  Na przykład o 15.00.  Kiepskie to, wiem.  Psychicznie  nie czuję się dobrze.  Siedzę w mieszkaniu, nikt mnie nie odwiedza, więc nawet już sprzątać mi się nie chce, bo po co?  Chciałbym wrócić do życia, wrócić do pracy, zarobić na swoje utrzymanie, choćby minimalne, ale nie mam siły na zmiany. Chciałbym przejść się w moje ulubione miejsce, nad jeziorko, zobaczyć jak zbudowali te nowe tory kolejowe.  Paradoks polega na tym, że widziałem je już wiele razy z okna pociągu, ale nie widziałem na żywo. Dziwne to wszystko.  Dziś zjadłem tylko arbuza.  Był dobry, ale to bez znaczenia.  Zaliczyłem już dwie wizyty w toalecie.  Koło zamknięte.  Mam tyle fajnych rzeczy do zrobienia, do napisania, ale nie mogę się zebrać.  Moje życie  utknęło w kilkunastu  metrach kwadratowych mojego mieszkania.  Nie chodzę na spacery, na koncerty, na mecze, nie odkrywam ciekawych miejsc, nie rejestruję jak zmienia się Gdańsk, nie oddalam się od toalety.  

9 sierpnia 2025

Miało być dziś o moim stanie zdrowia.  Jednego i drugiego.  Ale nie dam dziś rady.  Cały dzień praktycznie spędziłem przy komputerze i teraz po prostu nie mam  już sił, a muszę jeszcze resztki zostawić na  książkę.  Choć parę stron.  Zwłaszcza, że taka łądna.  Kolorowa. Ale o tym przy innej okazji. 

8 sierpnia 2025

Nie chciałbym, żeby to co tutaj wpisuję miało jedynie negatywny wymiar.  Przeciwnie chciałbym, żeby to były pozytywy.   Każdego dnia zbieram się do tego, żeby było o czym pozytywnie pisać, każdego dnia.  Ale na razie nie daję rady.  Jutro w ramach podsumowanie opiszę swoja aktualną sytuację.  Ale to jutro.  Dziś  była długa i ciekawa rozmowa z Olą.  

7 sierpnia 2025

Też tak czasem macie, że słuchacie jakiejś piosenki i wydaje się wam, że ktoś napisał ją specjalnie dla was?  Albo inaczej –  napisał ją o Was?  Ja tam mam przy tej piosence.

6 sierpnia 2025

Dziś zakończył swoje dziesięcioletnie  urzędowanie  Andrzej Duda.  Przed Polską kolejne wyzwanie.  Pewnie jeszcze trudniejsze. I raczej mniej wesołe piiosenki powstaną na pożegnanie.  Bo będzie pożegnanie.  Prędzej czy później wszystko się kończy. 

5 sierpnia 2025

Kolejny deszczowy dzień tego dziwnego, pierzchającego już z wolna  lata.  Oczywiście to, że pada nie ma dla mnie zbyt dużego znaczenia, bo przecież i tak prawie nie wychodzę z domu.  Wczoraj zrealizowałem zlecenie, złożyłem króciutką wizytę w Oliwie, jeszcze krótszą w Sądzie w Gdańsku, potem trochę dłuższą w Urzędzie Miejskim wysyłając na poczcie list polecony. Jeśli nie wydarzy się nic nie przewidzianego, pewnie do kolejnego poniedziałku lub wtorku, nie będę wychodził z domu, nie licząc króciutkich wypadów do sklepu.  Dlaczego?  Bo boli. 

Wczoraj Monika poleciała do Francji.  Lot śledziłem jak zawsze na FlightRadarze. Z Paryża do Rodez.  Lubię obserwować lecące samoloty.  Zarówno te na wirtualnej mapie, jaki i te, które pewnie ze sto razy dziennie startują i lądują obok moich okien na gdańskim lotnisku. Lubię.  Ale wczoraj nie polubiłem.  Kiedy lot zbliżał się do końca, kiedy samolot wedle wirtualnej animacji był już na linii pasa lotniska, nagle, rysunek znikł. Albo zniknął.  Niefajne to było.  Słabe. I denerwujące.  Na szczęście są mesendżery i można szybko napisać wiadomość i równie szybko otrzymać uspokajającą  odpowiedź.

Od ośmiu dni bawię się z Duolingo w naukę angielskiego. Ciekawe co z tego wyjdzie.  Sam jeszcze nie wiem.  Filip mnie namówił.  

I czytam książki.  W sumie jedną, ale tak się mówi, że czytam książki. I ta piosenka.  Stara, z nowym obrazem. Ciągle jest ze mną.