Zawsze zastanawiałem się, jak to jest, że ludzie latami oglądają swoje ulubione telenowele, choć nie wnoszą one niczego pozytywnego do ich życia. Może to kwestia wieku i dojrzewania do pewnych spraw, bo ostatnio, w ramach przeszukiwania, nie do przeszukania zakamarków Netflixa, dotarłem do serialu Orange is the new Black i zorientowałem się, że przyglądanie się codziennemu życiu ulubionych bohaterów, obserwowanie ich zmagań z często brutalną rzeczywistością, ich decyzji, ich popełnianych błędów, ich tragedii, ich prób naprawiania wszystkiego, jednak cholernie wciąga.
Gdzie w obecnych czasach poprawności politycznej, zwłaszcza rodem z kraju za wielką wodą, poprawności nakazującej, często zupełnie bez sensu, pokazywać różnych ludzi, różne postawy, różne miłości, gdzie umiejscowić serial? Oczywiście w więzieniu.
Nie jest to więzienie szczególnie srogie, ale jednak podlegające wszystkim złym objawom wynikających z tymczasowego pozbawienia wolności. Są więc bunty, gangi, zakazane miłości, narkotyki, znęcający się nad osadzonymi strażnicy, jest śmierć, nienawiść do innej rasy, choć wydawałoby się, że solidarność osadzonych powinna łączyć, a okazuje się, że jeszcze mocniej dzieli na białych, czarnych, latynoskich. Jest wszystko inne. Na szczęście jest też miłość, książki, próby zorganizowania nowego życia, którego większość osadzonych nigdy nie zaznała. Jest różnorodność kulturowa, są rozmowy o życiu w wolnym świecie, który nie zawsze okazuje się wolnym. Są relacje „oprawców i ich katów”, są nieporadne najczęściej, próby resocjalizacji.
Serial trwał siedem sezonów. Nie wiem na ile był pierwotnie zaplanowany, ale zastanawiałem się, ile może trwać taka „saga o osadzonych”? Piąty bodaj sezon, rozpoczyna się po buncie w więzieniu spowodowanym zabiciem osadzonej. W sumie w sposób trochę przypadkowy. Bunt doprowadza do sytuacji patowej, w której więźniarki przejmują kontrolę nad swoim „domem”, porywają strażników i zaczyna się „odwracanie roli”. To oczywiście fikcja, ale na potrzeby serialu można to zaakceptować. Więzienie jest otoczone, nie można z niego uciec, ale z jakiegoś powodu (pewnie scenariuszowego) nie jest również atakowane z zewnątrz przez siły specjalne. Co otrzymujemy? Ludzi, którzy wykorzystują chwilę na „rewanż” na strażnikach, załatwiają bez kontroli więzienne porachunki, oddają się nieskrępowanej miłości, albo niekontrolowanej rozkoszy używek. Ale są i tacy, którzy próbują znaleźć normalność w tej więziennej rzeczywistości. Czytają książki, rozmawiają, organizują zabawy, śpiewają, gotują obiady, doglądają warzyw w więziennym ogródku, zbierają jajka od więziennych kur.
Sielanka oczywiście nie może trwać dłużej niż jeden serialowy sezon.
Wracamy do cel, na ławę oskarżonych, gdzie przecież czarna osoba z więzienia nie przekona ławników o swojej niewinności, gdzie więzienna latynoska matka nie przekona sędziego, egzekwującego Dura Lex, o tym, że deportacja do jej rodzinnego kraju, który jej i jej dzieciom nie może zaoferować niczego, nawet wolności i bezpieczeństwa, to dramatyczny wybór.
Serial kończy się dla mnie wbijającą w serce kulą sceną, kiedy jedna z więźniarek postanawia uwolnić z ciasnych klatek więzienne kury, a te w oszalałym pędzie nie są w stanie znaleźć sobie miejsca w nowym, choć przecież wolnym dla nich świecie. Biegają, wpadają na siebie, „uciekają i wracają”, są zupełnie oszołomione nieoczekiwaną wolnością. Metafora aż nazbyt czytelna. I właśnie ta sprawa jest osią przewodnią serialu. Zarzut wobec świata, wobec „dura lex, sed lex”, który osobom popełniającym błędy w życiu nie daje tak naprawdę szansy na nowe, lepsze życie. Owszem, państwo prawa zatrzymuje, osądza, ogranicza wolność, a potem otwiera bramę, daje pieniądze na bilet i na tym się rola tego państwa kończy. Ludzie po wyrokach mają wybór: mogą wrócić do przestępstw albo spróbować żyć uczciwie. Wybierając to drugie, zderzają się ze ścianą nieakceptacji, braku zaufania, braku perspektyw na uczciwy zarobek, na mieszkanie, na miłość, na zrozumienie. Powrót do życia za kratami, często to tylko kwestia chwili. W serialu ginie jedna z osadzonych zamordowana przez nadgorliwego strażnika. To nie było zabójstwo z premedytacją, raczej nieszczęśliwy zbieg niekontrolowanych okoliczności, których nie brak podczas chaotycznego buntu w więzieniu. Zamordowana staje się symbolem. Ale, co ciekawe, nie symbolem brutalnej śmierci, tylko nadziei na lepsze życie. Inne osadzone, przy pomocy zaangażowanych osób z zewnątrz tworzą fundację i strukturę mikropożyczek, pomagającą zwolnionym znaleźć szansę na nowe życie.
Nie wiem, czy taki był od początku zamysł scenarzystów i realizatorów serialu, nie znam faktów, czy też ukształtowało się to w trakcie siedmiu lat produkcji, ale w realnym świecie powstała właśnie fundacja im. Pussey Washington (filmowa zabita więźniarka) i zbiera pieniądze na łatwiejszy start do nowego życia przez osoby kończące odsiadywanie swoich wyroków. Piękna sprawa, kiedy życie połączyło się z filmową fikcją a nawet je przeskoczyło.
Na koniec serialu, po ostatniej scenie, na ekranie pojawiły się, po kolei, wszystkie filmowe postaci, nawet te wcześniej uśmiercone w serialu i serdecznie, z uśmiechem, pożegnały się z nami. Świetna sprawa. Wzruszające pożegnanie z widzami. Nie spotkałem się, jak dotąd, z taką ciekawą formą zakończenia serialu.
Nasze zachowania niszczą nas, innych ludzi lub ich własność,
Przestępstwo jest punktem krytycznym
Czasem jesteśmy po stronie ofiary, a czasem sprawcy
Sprawiedliwość wydaje się nieosiągalna
Ludzie są omylni oraz stronniczy
Dlatego czasem system, który został stworzony, aby nas chronić, zawodzi
Czasem system nie wie, że okoliczności stawiają nas w trudnej sytuacji
Musimy podejmować trudne decyzje, których inni nie rozumieją
Czasem to my nie rozumiemy, dlaczego postąpili tak, a nie inaczej
Dlaczego musimy płacić za ich czyny
Często nie potrafimy poradzić sobie z chaosem życia
Często nie da się przygotować na jego ciosy oraz wstrząsy
Lecz gdy nieustannie odwracamy się od problemów definiujemy się przez to, czego próbujemy uniknąć
Nikt nie przejdzie przez życie nie zaznając bólu czy niesprawiedliwości
Niektórym ludziom jest znacznie trudniej niż innym
Może się nam wydawać, że sytuacja jest bez wyjścia
Że nie ma nadziei, że nikomu nie zależy.
Jak przywrócić sprawiedliwość w tak nieuczciwym świecie.
Co zrobić, kiedy nie będziemy wiedzieć, co robić?
Nie ma prostej odpowiedzi.
Nie jest nią kara ani poddanie się.
Musimy znaleźć własne odpowiedzi
Choć może to się wydawać ponad nasze siły
Ale musimy przynajmniej spróbować...