I jego ojców… Taki długi tytuł. Nie zmieściło się w nagłówku.
Ta książka była dziwna od pierwszej chwili. Jeszcze zanim wziąłem ją do ręki. Od imienia, nazwiska i narodowości autora, przez tytuł. A potem było już tylko bardziej dziwnie. Zabawa literaturą, to pierwsze określenie, które przychodzi mi na myśl. Forma tak niezwykła, że pewnie można uznać, ze przerosła treść, ale pewnie trochę też o to chodziło. Opowiedziana historia pochodzi z wielu lat, dekad, pokoleń. I czytając do końca nie jesteś pewien gdzie obecnie znajdujesz się z akcją. A już na pewno nie możesz być pewien o kim czytasz, czyje zwierzenia. Czasem dopiero kończąc długi rozdział dowiaduję się kto był ich autorem. I permanentnie urywana treść. Fragmenty social medialnych komentarzy, ale takie powyrywane z całości. Bez autora, niedokończone. To wszystko, taka forma, sprawiała, że czytanie było trudne i wymagające. Zabawa w literaturę. Ale najbardziej podobał mi się bar. Jedna z postaci dostaje list. Bez nadawcy, nie wiemy od kogo, może trochę domyślamy się, ale na pewno bardzo chcemy poznać jego treść. Teraz. Juz. Natychmiast. Ale kobieta prowadzi bar. Ma wiele pracy, a nie chce czytać tego listu pobieżnie, w pośpiechu, bo dla niej on też jest bardzo ważny. Więc odkłada go na bok i zajmuje się pracą w barze. A my czekamy. Czekając poznajemy miasteczko Copperfield. Jej mieszkańców odwiedzających bar. Krok po kroku odkrywamy tajemnice miasteczka i czekamy na otwarcie koperty. Ale to nie nastąpi szybko, bo bar odwiedza mnóstwo ludzi i każdy ma swoją historię do opowiedzenia. Więc czekamy. Ale wszystkie te udziwnienia były niczym wobec tego co stało się mniej więc w jednej trzeciej opowieści. Zupełnie, ale to zupełnie niespodziewanie poznaliśmy tytułowego bohatera, który okazał się… drewnianym stołem. Oczywiście nie takim zwyczajnym, ale takim żyjącym, chodzącym, czującym i myślącym. Paradoksalnie – myślę, że to najsłabszy element tej opowieści, choć pewnie kluczowy do rozważań nad ludzką /i nie ludzką/ świadomością, nad tym jak żyjemy, jak przeżywamy kolejne dni, miesiące i lata, co jest dla nas ważne w życiu i dlaczego tak często to wszystko gubimy. Niezwykła książka. Wymagająca w czytaniu /autor pisał ją osiem lat/, ale bardzo ciekawa. Świetny styl poszczególnych bohaterów, indywidualny i zabawny sposób ich wypowiedzi, dużo dobrej energii. A że momentami fragmenty o sztuce, które nie były dla mnie zrozumiałe, to detal…
