Rzadko gram w gry.  Ale czasem mam fazę  i muszę odpalić strzelankę.  Wylewam wtedy swoją frustrację na komputerowe ludziki.  Zwykle są to źli żołnierze, których likwiduję jeden po drugim za pomocą swojego snajperskiego karabinu albo innej broni. 

Wiem, wygląda brutalnie, ale nie jestem psychopatą i po pierwsze nie robię tego zbyt często, po drugie nie traktuję tego zbyt poważnie, po trzecie nie wyjdę poza monitor komputera i wreszcie po czwarte strzelam tylko do złych ludzi 🙂

 

„Sniper” jak sama nazwa wskazuje polega na załatwianiu spraw na odległość.  Pewnie założeniem gry, zwłaszcza na poważniejszych poziomach gry  (ja stosuję najniższy)  jest strategia, skradanie się,  ciche eliminowanie rywali, strzelanie z dużych odległości, zdobywanie kolejnych sprawności, mocy, lepszego sprzętu itp.   Ale ja, jak już wspomniałem, nie traktuję do końca sprawy poważnie.  Po prostu chcę sobie postrzelać i porozbijać złym ludziom głowy.   Dlatego mam często zupełnie odmienne strategie. 

Bywa tak, że czasem faktycznie robię krótki rekonesans, trochę się poskradam, zajrzę do obozu czy fabryki wroga, zazwyczaj szybko zginę, ale przecież mam nieograniczoną ilość żyć, a w każdym kolejnym wiem już jak wygląda gniazdo wroga.  Czasem  nudzę się, więc ustawiam się w jakimś dobrym miejscu i krok po kroku eliminuję  wrogów, aż wszystkich pozabijam i wtedy spokojnie sobie spaceruję po ich kwaterze, zwiedzam budynki, piętra, pokoje itp.  Luz.  Kiedyś wpadłem do jakiejś fabryki, ale przygwoździł mnie tak silny ogień wroga, że szybko musiałem się gdzieś schronić.  Do tyłu nie mogłem, bo za drzwiami tez było wielu złych żołnierzy.  Ale wiecie, reguły gry są takie, przynajmniej na moim poziomie, że żołnierz  z tamtego pomieszczenia nie przekroczy tego drugiego.  Nie, i już.  Takie rozkazy.  🙂 Ale wracając do mojej trudnej sytuacji zauważyłem w ostatniej chwili jakieś schody i pobiegłem tam. Okazało się, że to jakaś klatka schodowa i te schody prowadziły kilka pięter do góry.   Dobiegłem na ostatnie piętro, położyłem się pod ścianą, parę metrów od schodów i spokojnie, popijając kawę zabijałem każdego wroga, który zupełnie nierozsądnie próbował do mnie wejść na górę,  Jak tylko wystawił nosa, dostawał gonga w hełm.  I tak jeden po drugim.  No, wiem, nie byli za mądrzy, ale oni z Syberii, może dlatego 🙂   Od czasu na czasu rzucałem sobie od niechcenia w dół tej klatki schodowej granat i tak to leciało.  Po wszystkim, gdy zapasy syberyjskich wojaków się wyczerpały spokojnie zszedłem na dół.  Właściwie nie spokojnie, tylko po wielkiej stercie wrogich ciał.  Chyba kilkunastu na jednym miejscu.  

 

Czasem gra wymaga, żeby upolować jakiegoś  złego cywila w rodzaju:  Alikanow, Petroszenko, inni. Więc poluje.  Kiedyś wpadłem na początku takiej misji do jakiegoś budynku, zupełnie przypadkiem, bo wrogów tez było sporo  wokoło i silnie uzbrojonych.  Wbiegam do pokoju, a tam jakiś cywil stoi na przeciwko mnie.  Odruchowo strzeliłem mu w głowę i pojawił się komunikat, ze to był właśnie poszukiwany gość.  Pełne zaskoczenia, ale zaraz zrobiłem w tył zwrot i biegnę do domu.  Akcja polega na tym, że trzeba najpierw wytropić ukrywającego się przestępcę, zabić go, a potem zbiec do wyznaczonego punktu poza obszarem walki.   Ta misja zajęła mi jakąś dłuższą minutę.   

 

Czasem właśnie robię to na rympał.  Wpadam na pełnej prędkości mojego żołnierza, czyli mnie, w gniazdo os, biegnę zygzakami, omijam wroga i wpadam do jakiegoś budynku, tam się rozprawiam z innymi (ci z podwórka raczej nie wejdą), a potem wykonawszy zadania, znowu na pełnej prędkości biegu  przebiegam przez cały plac i ewakuuję się przez wypatrzoną  dziurę w płocie.  

 

Kiedyś miałem taka misję, że trzeba było zabić jakiegoś złego biznesmena handlującego bronią.  Rzecz działa się nad morzem, zimą, lód, kry, a na końcu małego półwyspu właśnie ten bandzior z obstawą  oglądają zrzut  broni w skrzyniach.   Spoko.  Łatwizna.  Po drodze trzeba wyeliminować kilku żołnierzy na przystani rybackiej, ale tak raczej po cichu, bo jak zrobiłem to parę razy głośno, to zbiegli się tamci z końca półwyspu i nie mogłem odeprzeć ich ognia.   Więc za którymś podejściem zrobiłem to po cichu, z daleka.  Albo z bliska nożem. A potem doczołgałem się do biznesmena  i jeden po drugim wyeliminowałem gości.  Wiedziałem, że to coś zbyt łatwo.   Okazało się, że w drodze powrotnej na okolicznych skałach pojawiają się trzej snajperzy.   Ciekawe gdzie byli, kiedy szedłem (czołgałem się) w tamta stronę.  Byli za daleko.  Mój karabin ich nie sięgał za bardzo, Ale za to ich karabiny sięgały mnie.  Łatwizna okazała się ciężką przeprawą.  Ginąłem co chwilę i od nowa.  Tylko, że od nowa oznaczało  przejście znowu całej procedury:  skradanie, zabicie cichcem pierwszych żołnierzy, znowu skradanie po krach, zabicie złego biznesmena, odparcie ognia jego ochroniarzy, a potem powrót  pod ogniem trzech snajperów.   Masakra. Trwało to bardzo długo. Ciągle ginąłem.  W końcu po godzinie albo dwóch zmagań, rozwaliłem wszystkich.   Dumny z siebie wstałem   i chwilę potem… utknąłem między krami lodu.  Nic nie mogłem zrobić, nigdzie się ruszyć, zablokowałem się.  Gry czasem tak mają.  Nie da się nic więcej zrobić.    Musiałem  wgrać jeszcze  ostatni zapis i… rozegrać całą procedurę od nowa.  Skradanie, zabijanie, szef, snajperzy, wiadomo.  Znowu parę razy zginąłem, znowu uporałem się z żołnierzami „po drodze”, a kiedy zacząłem się czołgać  na koniec półwyspu do swojego ulubionego syberyjskiego biznesmana z obstawą, wyjąłem lornetkę, żeby dokładnie się przyjrzeć, bo to trochę daleko jest i takie czerwone dymy ułatwiające zapewne samolotom identyfikacje zrzutu, więc w tej lornetce zobaczyłem, że na końcu półwyspu… nie ma nikogo.  Nie mam pojęcia jak to się stało, może to jakiś inny błąd gry, ale nikogo nie było.  Co ciekawe, gra zaliczyła mi misję.  Może uznała, że starczy, że skoro poprzednio zabiłem tego gościa 20 razy, to już w zupełności wystarczy.  

 

Tak, Tak mniej więcej wygląda moje odstresowywanie. 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *