Dziś króciutko.
Chciałem tylko powiedzieć, że nie mam już siły. Nie mam już siły, żeby walczyć. Bo ja całe życie walczę. O wszystko, kurwa, walczę.
O to żeby coś znaczyć.
Żeby ktoś mnie wreszcie zauważył.
O swoich pracowników.
I kolegów z pracy.
O swoją rodzinę. O żonę i dzieci.
O palaczy w gminie Limanowa.
Żeby wszystkiemu sprostać.
Żeby każdy był zadowolony.
I dostał co mu się należy.
Żeby chłopacy mogli grać w piłkę.
Żeby żona nie narzekała.
Żeby dzieci były choć trochę dumne z ojca.
Żeby nie rozpadła się Rodzina.
Żeby być z dziećmi, gdy rozpadła się Rodzina.
Żeby osoba, z którą mieszkam i dzielę łóżko czuła się ważna.
Ale żeby nie była jednak ważniejsza niż dzieci.
Żeby było ciepło w mieszkaniu.
Żeby była woda.
Żeby spłacić ten kredyt.
Żeby starczyło na długi.
Żeby starczyło do pierwszego.
Żeby nie zadzwonił ten pieprzony telefon, bo przecież to nie będzie miłe.
I tak całe życie.
Nie ma miejsca na siebie. Bo ja jestem tylko żołnierzem i cały czas walczę. Ale to już zapewne niedługo, bo amunicja się kończy. Więc pewnie będę musiał wywiesił białą flagę.
Bo jak walczyć, skoro nie ma amunicji?
Bo po co żyć, skoro cały czas się tylko walczy?
