Moje książki stycznia
Po długiej, zbyt długiej, przerwie, powróciłem do czytania książek. I to jest naprawdę dobra wiadomość. Impas był bardzo długi, ale udało się przynajmniej TE szare demony odegnać. Walka trwa.
Pierwszą po przerwie książką, którą przeczytałem była trzecia część sagi o Amerykanach przeniesionych w czasie. To coś więcej niż bajka o wehikule czasu, to opowieść o tworzeniu się historii, demokracji, społeczeństwa. Wciągające. No, i prawie 1000 stron.
Były też dwie kolejne dzieła Cormaca McCartyego. To wyjątkowe książki. Ostatnie w dorobku Mistrza, napisane po długiej przerwie i zupełnie inne od poprzednich. To właściwie dwa powiązane ze sobą można powiedzieć traktaty filozoficzne. Dobra, nie będę czarował, nie dałem rady. Za cienki jestem.
Była świetna opowieść o Anglikach i ich narodowych przypadłościach. Bardzo ciekawe i mocno zabawne.
No i wreszcie dwie pozycje z dorobku Fredrika Backamana. Co ciekawe, trzy kolejne leżą już na moim biurku.
Pierwsza to opowieść o hokeju na lodzie. Oczywiście ze Szwecji, bo skąd. Ale to nie tylko o sporcie, który ludziom z małego miasteczka daje powód do życia, ale przede wszystkim o tych ludziach. Dobrze się czyta. A na biurko dalsze losy bohaterów.
Druga książka Backmana to bajkowa opowieść o mieszkańcach pewnej kamienicy, a zwłaszcza o nad wyraz ogarniętej ośmiolatce. Piękna historia. Wesoła, ale i wyciskająca łzy. W tej chwili to pozycja numer 1 w roku 2024 i coś mi zdaje, że szybko stamtąd nie spadnie.
styczeń 2024 - 6 książek - 2661 stron