Życie na pełnej petardzie...
Ostatnie minuty minionego roku upłynęły mi na oglądaniu filmu "Johnny" - o ks. Janie Kaczkowskim.
Najpierw filmu, a po połnocy, już w Nowym Roku, wywiadów, kazań i opowieści księdza Jana.
To taki niebywały człowiek.
Bo kto dziś tak mocno kocha ludzi? Zwłaszcza tych wykluczonych.
Bo kto dziś zaufa przestepcy - recydywiście i przyjmie go do swojego życia? A On to robił. I wiele innych niepopularnych, ale bardzo potrzebnych rzeczy.
Mimo, że sam umierał na nieuleczalny nowotwór, to do końca pomagał innym, bo jak twierdził choroba nie jest dla niego żadnym przywilejem i nie zwalnia go od normalnego życia.
Jakiż inny byłby dziś świat, jakiż inny dziś byłby kościół w Polsce, gdyby ks. Jan żył?
foto: viva.pl