
Jak to jest z moim życiem...
Dawno mnie tu nie było.
Od dawna nie było ze mną dobrze więc pisanie było chyba jedną z ostatnich spraw, którą miałem ochotę zajmować się. Przez ten czas wydarzyło się tak wiele, że teraz nie mogę tego zostawić bez choćby kilku zdań wzmianki.
Ostatnie miesiące to nie był najlepszy okres w moim zyciu. To taki eufemizm. To był z pewnością najgorszy okres.
Od ponad dwóch lat nie mam pracy. Od prawie roku nie mam żadnych przychodów. Udaje mi się przeżyć dzięki wsparciu taty, bliskich i przyjaciół. Nie jestem w stanie zdobyć się na znalezienie nowej pracy, choć to dla mnie absolutny priorytet. Przestałem właściwie wychodzić z domu. Przestałem robić cokolwiek. Książki już mnie nie pociągają, filmów i seriali nie oglądam. Puzzle utknęły w martwym punkcie. Zwyczajnie staczałem się w otchłań. Żadnej aktywności fizycznej. Żadnej zdrowej diety. Przytyłem do 160 kilogramów. Nigdy tak wiele nie ważyłem. Nigdy nie czułem się tak fatalnie fizycznie. Nigdy nie czułem się tak źle psychicznie. Dzień do dnia był podobny, czasem nie odróżniałem dnia tygodnia. Przy jako takim funkcjonowaniu utrzymywała mnie tylko pomoc dla taty. Po prostu musiałem wstać z łóżka, ubrać się – co już było wyzwaniem ekstremalnym – pojechać na Morenę i pomóc tacie. Droga bez wyjścia.
Tata co miesiąc dawał mi pieniądze na opłaty mieszkaniowe i tak to wszystko trwało.
I trwałoby zapewne do mojego całkowitego upadku, gdyby 7 grudnia tata nie umarł.
To dopiero trzy tygodnie, ale już wiadomo, że to musi być w moim życiu przełom. Muszę coś w swoim zyciu zmienić. Teraz już naprawdę muszę…
Przez trzy dni od śmierci taty chorowałem. Nic nie jadłem. Stwierdziłem, że mogę to uznać za dobry początek oczyszczanie. Udało mi się utrzymać głodówkę przez 15 dni. Schudłem 15 kilogramów i poczułem się lepiej. Pogrzeb taty, rozmowy z siostrą, spotkanie z byłą żoną, dużo spotkań z dziećmi – to wszystko poprawiło moją sytuację. Wróciłem do oglądania, nawet książkę wziąłem do ręki. Jest jakaś nadzieja, że moja sytuacja poprawi się. Chcę tego. A to już wiele...
