Nie mam żadnego problemu z alkoholem. Nie jestem DDA. Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Ale wydaje mi się, że potrafię właściwie zrozumieć problem.
Czytanie tej książki było bolesne i rozdzierające. O wiele boleśniejsze niż wcześniejsze filmowe opowieści o szalikach czy aniołach.
Ostatnie kilkadziesiąt stron rozwalało głowę na kawałki. Każda kolejna strona bolała coraz mocniej, a wraz z niebywale szybko ubywającymi kartkami rósł ten strach w gardle, że nie będzie nawet najmniejszego ratunku, nawet słabego blasku nadziei, żadnego punktu zaczepienia na przyszłość.

