Każdy czyn musi zrodzić jakieś konsekwencje. Tak to już jest i nie ma co wydziwiać.
Jeśli jesteś na diecie, zwłaszcza niskokalorycznej, to dostarczasz swojemu organizmowi na tyle mało kalorii, że zmuszony on jest do tego, że szukać pomocy w zgromadzonych zapasach. I wtedy chudniemy. Jeżeli dołożymy do tego ruch i aktywność fizyczną, to chudnięcie jest całkiem pokaźne.
Ale, niestety, istnieje sytuacja odwrotna. Kiedy zjesz zbyt wiele, o nieodpowiedniej porze, w dodatku bez „przełamania” tego wysiłkiem fizycznym, to wtedy tyjemy. Organizm przyzwyczajony do trudnej dla niego, niskokalorycznej diety, kiedy nagle dostanie sporo więcej pożywienia, niż dotychczas, to wbrew pozorom nie głupieje, tylko wykazuje się daleko posuniętą roztropnością i szybko odkłada sobie nadmiar „na później”.
Wczoraj postanowiłem upiec chleb na następny dzień. Trochę mi zeszło, sporo trwała produkcja, a przecież trzeba skosztować. No i koniec końców, trochę przed północą zjadłem jeden z upieczonych chlebków. Do tego trochę wcześniej, nadprogramowo, zjadłem dwa kawałki wege kotleta i dwie szklanki soku pomarańczowego. Chwilowe obżarstwo, kilka minut zadowolenia i za chwilę cała ciężarówka wyrzutów sumienia. No tak to, niestety, działa. Rano przelotne ważenie i dwa kilogramy na wadze więcej ponad plan.
Nie jest łatwo być na diecie.
