Za mną trzeci tydzień diety – odchudzania – doprowadzania. Się.
Bardzo udany tydzień. W ciągu ostatnich siedmiu dni moja waga spadła o 2,8 kilograma. To całkiem sporo No dobra, to bardzo sporo.
Zaczynam się powolutku ruszać, może dlatego tak to zadziałało. Staram się pilnować swojej zaplanowanej diety i może poza imprezą u Kubusia, udaje mi się mocno trzymać planu. Co bardzo mnie cieszy.
Nie jest łatwo, a właściwie jest ciężko. Mój stan to trochę taki stan pogodzenia z beznadziejnością. Zdecydowałem się w tym tkwić, więc póki co to robię, ale radości z tego nie ma. Jest to meczące. Wiem, że to dla mojego dobra i powoli znowu zaczynam sobie wizualizować co będzie, kiedy wrócę do względnej normalności. To mocno pomaga. Ostatnio nawet zacząłem znowu bardzo realnie myśleć o powrocie na rower i to mi dodaje sporo sił. Ale ogólnie nie jest przyjemnie.


