Mam nieodparte wrażenie, że powinienem coś zrobić. Trzeci tydzień diety jest owocny w ten sposób, że powoli spada moja waga, trochę mniej bolą mnie kolana, z naciskiem na trochę, może czuje się trochę lepiej.

Niestety, płacę za to dość sporą cenę. Moja aktywność i nie mam tutaj na myśli tylko aktywności czysto fizycznej, czyli spacerów, spadła właściwie do zera. Odkąd zakupy robię raz w tygodniu, zdarza mi się przez kilka dni nie wychodzić z domu. Kładę się do łóżka sporo po północy, czasem koło godziny drugiej, zasypiam jeszcze później, bo oglądam jeszcze TV. Przy czym od dawna nie oglądam już tradycyjnej telewizji, nawet tych nagranych filmów i seriali, które czekają na mnie (Kruk, Szpital Amsterdam 3, Skazana, Lego Masters, 1917, Kuba Wojewódzki, Chyłka, Pajęczyna, The Office PL i jeszcze sporo innych .Oglądam You Tube, ale o tym napiszę osobny wpis.
Ponieważ bardzo późno zasypiam, to zwyczajnie bardzo późno wstaję. Przedwczoraj wstałem po godzinie 14.00. Przez dłuższą chwilę siedziałem na łóżku i z niedowierzaniem wpatrywałem się w zegar na ścianie. Pora roku jest taka, że za chwilę zrobiło się ciemno, a ja poczułem w sobie jakiś głęboki żal za kolejnym utraconym dniem. Przekąska na śniadanie (o 14.30), codzienny telefon od Taty, sprawdzenie w telefonie oraz internecie, czy świat jeszcze istnieje, a potem siadam do komputera. Od dłuższego czasu (jakieś dwa tygodnie) przygotowuję nową wersję swojej strony


i to przygotowywanie idzie mi bardzo opornie. Z jednej strony chodzi o dbałość o szczegóły, a z drugiej jestem mocno rozkojarzony, słucham w tym czasie muzyki, robię kilka rzeczy na raz, nie potrafię się skupić. I nie potrafię tego skończyć, a deadline już blisko, bo przyjąłem sobie założenie, że 12 grudnia, w pierwszą rocznicę uruchomienia strony, poślę w świat nową wersje. Jestem już blisko, ale ciągle nie mogę włożyć w ten projekt tyle energii, żeby go ukończyć. Zostały cztery dni, więc czasu niewiele.

Siedzę przy tym komputerze, coś dłubie i tak mija kolejny dzień. Robi się północ, potem jeszcze później, TV, YouTube i znowu stracony dzień.

Tęsknie za książką, za czytaniem, a lista pozycji na wirtualnej „półce” robi się więcej, niż pokaźna. Za serialami również tęsknię. Ale nie mam siły, żeby to w sobie zmienić.

Za oknem jest zimno, osiem stopni poniżej zera, w mieszkaniu paskudnie zimno, bo oczywiście muszę oszczędzać na wydatkach. Nie lubię zimy. Nawet śnieg za oknem przestał mnie już dawno cieszyć. Teraz kojarzy mi się tylko ze śliskim chodnikiem i strachem, że się wywrócę i przy stanie mojego kręgosłupa pewnie już nie wstanę.

Pewnie też moja dieta uboga w kalorie sprawia, że jest mi jeszcze bardziej zimno. W końcu musiałem zrobić sobie kufel gorącej herbaty z czterema łyżami cukru. Cukier był brązowy, ale przesadziłem z jego ilością. Ale myślę, że to jednak było potrzebne organizmowi.

I tak to wygląda. Potrzeba zmiany tego, jak wygląda moje życie, jest jednak we mnie, może na razie tylko kiełkuje, ale chciałbym ruszyć do przodu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *