A więc znowu zacząłem. Zacząłem się odchudzać, czy jak to ja mówię: dostosowywać się do normalności.
Po raz kolejny, nawet trudno powiedzieć który, dochodzę do ściany, uderzam z hukiem, a potem próbuję to wszystko naprawić. Za każdym razem ta ściana jest coraz bliżej, a waga do zrzucenia, coraz większa. Tak to już ze mną jest.
Ale próbuję.
Rozpocząłem do trzydniowej, pełnej głodówki – oczyszczenia. Rzecz dla mnie niezbędna, żeby móc coś w sobie zmienić. Potem dieta. Zdrowa dieta i mocno restrykcyjna. Bilans energetyczny jest nieubłagany. Jeśli pragniesz schudnąć, to musisz sprawić, że ilość kalorii, które dostarczasz organizmowi musi być znacząco mniejsza od tej, które organizm zużyje na potrzeby życia, czyli spali. Krótko mówiąc: mniej jedz – więcej się ruszaj. Mniej więcej tak, jak to było w ubiegłym roku, kiedy odchudzanie wpierałem bardzo długimi wędrówkami i wielokilometrowymi marszami. Ale teraz nie mogę chodzić. Nie mogę wędrować. Prawie nie mogę się ruszać. Stąd dieta jeszcze bardziej restrykcyjna – mniej kaloryczna.
Jaki plan? Poranne (można powiedzieć, że południowe, bo raczej wcześnie nie wstaję) śniadanie to woda z cytryną na rozruch. Potem jabłko, gruszka, banan pokrojone w małe kawałeczki, sok warzywny. Po godzinie 15.00 obiad. Warzywa z patelni, kasza jaglana, ryż brązowy, sałatka z zielonych warzyw, albo musli z owocami bez cukru. Herbatka owocowa ze stewią na zimno ma mi zastępować słodkie napoje gazowane. Ta ostatnia rzecz nie będzie łatwa, ale próbuję. Jest też woda sodowa gazowana. Bardzo pomaga, kiedy pragnienie jedzenia jest zbyt natarczywe.
Dziś w planie mam kaszę jaglaną z warzywami przyprawioną curry. Jutro reszta kaszy zamieni się w owsiankę na mleku ryżowym. Lub owsianym. Zobaczymy. Muszę jeszcze dokupić zapas orzechów, suszonych owoców, pestek itp. I tak to ma wyglądać.
Pierwszy tydzień za mną. Spadek wagi więcej, niż satysfakcjonujący:

Nie wiem, czy ktoś to czyta – wątpię, ale jednak wyjaśnię. Spadek wagi prawie dziesięć kilogramów to wygląda na ogromnie dużo. To prawda, tak jest, tylko pamiętajcie o jakiej skali mówimy. O jakiej wadze wyjściowej rozmawiamy. Jeśli ważysz 40, 50, albo 75 kilogramów, to spadek wagi jest dość trudny. Ale jeżeli wskaźnik na wadze pokazuje prawie 160 kilogramów, to jest inaczej. Pierwsze kilka kilogramów tracisz podczas trzydniowej głodówki, ale to głownie odpływ nadmiaru wody z organizmu. Potem zaczyna się trudna walka o każde zbędne 7000kcal, czyli nadmierny 1 kilogram.
Plan liczbowy jest taki, że pierwszym celem zasadniczym, długodystansowym, jest zrzucenie 40 kilogramów. Przy wadze 115 kg będę próbował zrealizować swój ukryty cel, swoje małe – WIELKIE – marzenie, jazdę na rowerze. Nie wiem, czy uda się zrealizować ten plan zrzucenia 40 kilogramów, nie wiem, czy zdrowie, stan stawów i mięśni, które dziś bardzo bolą, pozwoli na zrealizowanie tego, w sumie, nie nazbyt wygórowanego marzenia. Tak – przejażdżka rowerem, to moje obecne marzenie.
1
TYDZIEŃ ODCHUDZANIA


Minął pierwszy tydzień, więc pora na jakieś wnioski. Zrzucenie paru kilogramów, jak zawsze, najlepiej zauważyć po ciuchach. Koszula, która zawsze była bardzo luźna (taki rozmiar), nagle stała się zbyt ciasna. Ale dziś, po zrzuceniu tych prawie dziesięciu kilogramów, znowu stała się zdatna do noszenia.
Bóle stawów nie ustają. Ale jakby odrobinę mniej. Tak czuję. Jedziemy dalej. Walczę dalej. Zima wasza – wiosna nasza.
