Czuję, że powinienem coś napisać, zostawić po sobie jakiś kolejny, mało znaczący, ślad. Tylko, że nie mam na to sił.
Wokół mnie tyle się dzieje, a ja w tym wszystkim, w zasadzie nie uczestniczę. Stoję sobie, albo częściej leżę i tak przepływa czas. Może chciałbym coś zrobić, może chciałbym coś powiedzieć, ale nie mogę się do tego zabrać. Nawet jeśli przez chwilę wydaje mi się, że mogę zrobić coś fajnego, coś pożytecznego, to za chwilę nie mam już sił i ochoty żeby to zrobić.
Od dłuższego fatalnie czuje się także fizycznie. Może i spróbowałbym zrobić coś ze swoim życiem, ale bolące kolano, właściwie uniemożliwiające chodzenie, plecy, które bolą przy każdej próbie ruchu, a do tego problem z ręką – wszystko to sprawia, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Jestem jak ostatnia kaleka, która po przejściu paruset metrów do sklepu musi potem przez cały dzień okładać kolano lodem i nie jest w stanie nawet wstać. Nie wiem za bardzo co mam robić. Namówiony przez Olę zacząłem nawet odwiedzać lekarzy, w ilości przewyższające poprzednie, chyba, dziesięć lat. Ale wszystko na nic. Ortopeda, osteopata – nadzieje i rozczarowanie. Nie bardzo wiem, co dalej.
Światowa pandemia koronawirusa zbiera na świecie straszne żniwa. Właściwie obecnie to głównie w Polsce. Nie wiem jak to możliwe, ale większość krajów Europy, czy świata, jest już w fazie wychodzenia z pandemii, mają zaszczepione większość populacji i powoli przygotowują się do powrotu do „starego” życia. Ale nie w Polsce. W Polsce zaraza kwitnie i ma się, niestety, coraz lepiej. A to przecież już ponad rok. Wczoraj według oficjalnych danych, jak bardzo są one zaniżone, zachorowało ponad 2,5 miliona osób. Jesteśmy w tej klasyfikacji na jedenastym miejscu na całym świecie. Zmarło od początku pandemii prawie 60000 osób. To jest ścisła światowa czołówka. Obecnie więcej nowych dziennych zakażeń od Polaków mają tylko Indie, Brazylia, USA i Turcja. Wśród zgonów – wczoraj byliśmy na trzecim miejscu na całej planecie. Trudno to sobie wyobrazić, jeszcze trudniej to pojąć. Środek Europy i takie fatalne zarządzanie krajem i życiem obywateli.
Jedna uwaga mi się do tego smutnego obrazu nasuwa. Kiedy rok temu wprowadzono w kraju ściślejsze zasady bezpieczeństwa – zarażało się dziennie 100 osób, a kilka umierało. W niewielu otwartych sklepach wpuszczano tylko odpowiednio mniejszą ilość klientów, wymalowano linie przy kasach, żeby ludzie zachowywali odpowiednie odstępy od siebie, policja robiła naloty na sklepy, sprawdzając czy klienci mają maseczki itp. Dziś mamy ponad trzydzieści tysięcy nowych zachorowań dziennie, prawie 1000(!) dziennie umiera, a ludzi zupełnie to sobie lekceważą. Połowa narodu nie nosi maseczek, część z tych, którzy to robią, noszą je, zupełnie bez sensu, na brodzie, nikt nie przestrzega ostępów, młodzież dobrze się bawi na bulwarach, żyjemy, jakby nic się nie działo. Pewnie właśnie dlatego jesteśmy „czarnymi” liderami tej pandemii.
Zmarł Krzysztof Krawczyk. To nie była moja bajka, ale skoro tyle osób słuchało jego piosenek, to znaczy, że był ludziom potrzebny…
Pamiętam, wiele lat temu, w radiowej Trójce, była taka audycja Lista Przebojów dla Oldbojów. Generalnie chodziło o zestawienie najbardziej obciachowych piosenek. Listę prowadził Grzegorz Miecugow, a szczyty miejsc na tej liście okupowywał właśnie Krzysztof Krawczyk…
Były jednak piosenki Krawczyka, które lubiłem. Tamte z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych…