Niemal całkowity brak ruchu sprawił, że całe moje zmagania o zdrowsze życie, o brak bólu, o spadek wagi, o jazdę na rowerze – na razie zdają się być tak mocno odległe, jak słoneczna pogoda za oknem.
Owszem, dieta jest w porządku, jem zdrowo, tak, jak sobie znowu zaplanowałem, kombinuję, gotuję, nawet chleb upiekłem ostatnio:
albo wegańskie spaghetti z serem z orzechów nerkowca i płatków drożdżowych i śmietaną kokosową.
Całe szczęście, że chociaż nie tyję już. jest jakaś nadzieja na najbliższą przyszłość.
Za oknem hula zima, śnieg pada, wiatr wieje, naprawdę nie mam ochoty na wychodzenie z domu. Nawet wyjście do ojca staje się ostatnio dla mnie prawdziwą wyprawą. Depresja mnie pogrąża i czuję, że bez wsparcia słońca za oknem, nie będę w stanie podnieść się z łóżka…
Oglądanie seriali zamieniło się chwilowo w czytanie książek. Emigracja – Malcolma VD, Kwestia ceny – Zygmunta Miłoszewskiego, Grube wióry – Rafała Paczesia. Zamykam się w tym wirtualnym świecie i nie mogę znaleźć siły, żeby z niego wydostać się…
Chciałem trochę poćwiczyć w domu. Miałem takie myśli. Ale bolące kolano nie pozwala na żaden wysiłek fizyczny.
W tej całej swojej bezsilności, braku sił i energii do życia, nie akceptowaniu siebie psychicznie i fizycznie, powinienem znaleźć pracę, żeby mieć za co żyć. Ale jako to zrobić?