To książka, za którą autor otrzymał Nagrode Bookera 2023.   Dlatego  po nią sięgnąłem.  Pierwsze wrażenie było odrzucające.  Nie znoszę, kiedy autorzy  silą się na fajerwerki stylistyczne.    Paul Lynch zaproponował  czytelnikom tekst właściwie bez akapitów, pisane „ciągiem”, bez wyodrębnienia  dialogów.  To spora trudność dla czytelnika.  Nie lubię tego typu zabiegów.  Po co autorzy /Cormac McCarthy/ stosują takie zabiegi?   Nie mam pojęcia.  Może chodzi o to, żeby zmusić czytającego do pełnego skupienia, do całkowitego wejścia w opowiadaną historię.  Może.  Mnie to nie przekonuje. 

Po jakimś czasie przekonałem się do tego i całkowicie wchłonąłem opowiadaną historię.  

Akcja powieści dzieje się w Irlandii, ale w takie alternatywnej rzeczywistości. Władzę w kraju przejmuje partia narodowa i zaczyna coraz mocniej wprowadzać swoje rządy. Zaczynają się naciski, ale przecież nic się jeszcze nie dzieje, nikt nie reaguje.  A potem rusza lawina i na reakcje jest już za późno.   Bohaterka powieści jest żoną nauczyciela – działacza związkowego, matką czwórki dzieci,  córką mężczyzny z początkiem demencji.  Powieść zaczyna się od  bezprawnego aresztowania męża bohaterki. Tak po prostu. Nie wrócił z pracy i do końca powieści  istnieje już tylko we wspomnieniach.  Potem Eilish traci pracę, bo przecież nowa władza promuje swoich ludzi.   Sytuacja się pogarsza, ale rodzina nie decyduje się na ucieczkę z kraju / w Kanadze czeka siostra /. Chcą być u siebie,  chcą powrotu męża i ojca rodziny, przecież to nie może tak wyglądać. Ale wygląda coraz gorzej.  17 letni syn – Mark zostaje wezwany do służby w rządowej armii i nikogo nie obchodzi fakt, że przecież chodzi do szkoły, że matura.   Chłopak ukrywa się i wkrótce  wstępuje do rebelianckiej armii.  I jednocześnie znika z życia Eilish.  Już się nie dowiemy co się z nim dalej dzieje.   Sytuacja robi się dramatyczna, bo EIlish zostaje z nastoletnią córką, małym niemowlakiem i buntującym się nastolatkiem oraz chorym ojcem. W kraju wybucha woja. Spadają bomby, obowiązuje godzina policyjna, miasto jest podzielone.  Robi si e dramatycznie.  Już nie ma prądu , brakuje wody, trwa regularna wojna.  Młodszy syn Bailey zostaje ranny, trafia do szpitala,  czeka go drobny zabieg wyjęcia odłamków.   Ale następnego dnia Eilish nie znajduje go w szpitalu,  zostaje zabrany przez władze.  Nie wiadomo dlaczego / ma przecież 12 lat/, nie wiadomo gdzie, nikt nie chce udzielić odpowiedzi.  Poruszająca się wśród spadających bomb, patroli, wojski, Elish w końcu odnajduje syna w… rządowej kostnicy.    Zostaje brutalnie zamordowany.   Kiedy siostra z Kanady organizuje wywóz ojca za granicę, bohaterce nie pozostaje już nic oprócz dołączenia do ucieczki.  W raz z córką i najmłodszym dzieckiem  przedziera się przez tereny przygraniczne próbując uciec z tego koszmaru. Jest krańcowo wyczerpana, załamana, straciła prawdopodobnie dwóch synów i męża, musi chronić tych, którzy z nią pozostali.   W dramatycznych okolicznościach  przypominających te  meksykańskiej granicy pełnej  tych, co za duże pieniądze organizują przerzut  zdesperowanym uciekającym, ale także tych, którzy żerują na tych ludziach i bez skrupułów okradają bezsilnych ludzi.  Powieść kończy się dotarciem do morza i nie wiemy czy to jest dobre zakończenie, czy wręcz przeciwnie. 


„Pieśń prorocza”  to opowieść o determinacji jednostki. O walce o rodzinę, o bliskich.  Ale to walka pesymistyczna, nie daje wielkiej nadziei na sukces. Straty są ogromne.  I pomimo początkowej chęci oporu, walki z systemem, w obliczu rodzinnych tragedii bohaterka poddaje się.  Chce już tylko ocalić tych, którzy z nią pozostali.  To opowieść o końcu świata, który dzieje się tu i teraz.  Dla jednych to jakaś odległa historia, którą znają jedynie z telewizyjnych wiadomości, ale dla innych, lokalnie, to właśnie prawdziwy koniec świata. W dodatku taki koniec, którego nic nie zapowiadało. 


Ciężka, trudna, klaustrofobiczna powieść,  nie  dającą optymizmu.   

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *