26 .STYCZNIA 2026

PONIEDZIAŁEK

JEDENASTY TYDZIEŃ - 75. DNIA

POWROTU DO ZDROWIA

25 .STYCZNIA 2026

NIEDZIELA

SIEDEMDZIESIĄTY CZWARTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Trochę mnie znudziło to codzienne wstawianie obiadów. Jutro napiszę podsumowanie  stanu aktualnego i potem będziemy się widzieli raz w tygodniu w poniedziałki. OK? 

24 .STYCZNIA 2026

SOBOTA

SIEDEMDZIESIĄTY TRZECI IDZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

23.STYCZNIA 2026

PIĄTEK

SIEDEMDZIESIĄTY TRZECIDZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Szybki chlebek z płatków owsianych i jogurtu.  I z jednego jajka.   Na kanapkach vege kiełbaska /niestety pszenna/, pieczarki, zielenina i majonez. 

22.STYCZNIA 2026

CZWARTEK

SIEDEMDZIESIĄTY DRUGI DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Wygląda ładnie, prawda?   Spaghetti kukurydziane, sos pomidorowy, pieczarki, kawałki boczku wegańskiego, ser, zielenina.  

21.STYCZNIA 2026

ŚRODA

SIEDEMDZIESIĄTY PIERWSZY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Zupa grzybowa.   Z ziemniakami i kaszą jaglaną.  Z jogurtem.  PRZE – PYSZ – NA!

20.STYCZNIA 2026

WTOREK

SIEDEMDZIESIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Kolejny dzień.  Tym razem w menu  sałatka z makaronu ryżowego, jajek, zieleniny, jogurtu i vege parówki.  Olej i ocet tez był. 

19.STYCZNIA 2026

PONIEDZIAŁEK

SZEŚĆDZIESIĄTY DZIEWIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Naleśniki z kaszy gryczanej, mąki owsianej i mąki ryżowej.  Nadzienie, to pieczarki, cebula i ser. 

18.STYCZNIA 2026

NIEDZIELA

SZEŚĆDZIESIĄTY ÓSMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Wczoraj był Międzynarodowy Dzień Pizzy.  Dlatego /tak naprawdę przypadek/  dziś zrobiłem coś, co miało udawać pizzę.  Ciasto złożone z kilku rodzajów mąki bezglutenowej wyszło… tak sobie. 

Na deser „murzynek” z bananów, mąki owsianej,  mleka migdałowego, kakao i oleju kokosowego. Dosładzane erytrytolem. 

17.STYCZNIA 2026

SOBOTA

SZEŚĆDZIESIĄTY SIÓDMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś spędzałem większość dna poza domem, więc nie odważyłem się na jakiekolwiek jedzenie wcześniej niż przed wieczornym powrotem.  Czy dało to jakiś pozytywny efekt?  Tak, jeśli przyjąć, że obyło się bez wizyt w toaletach.  Ale cały czas czułem się kiepsko psychicznie, cały odczuwałem strach.  Wszystko było na granicy.  W domu byłem pod wieczór i od razu… rozwolnienie.  

Potem zjadłem sałatkę z buraczków, marchewki, zieleniny, jogurtu i łyżki masła orzechowego.  I znowu do toalety.  Potem jeszcze pomarańczę, a potem jabłko i oczywiście kolejne rozwolnienie.  Słabo. 

16.STYCZNIA 2026

PIATEK

SZEŚĆDZIESIĄTY SZÓSTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś nic nowego. Ziemniaki z jakiem, porem, cebulą i majonezem. Czyli znowu sałatka.  Nic wielkiego, wiem.  

15.STYCZNIA 2026

CZWARTEK

SZEŚĆDZIESIĄTY PIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś zupa grzybowa.  Przepyszna.   Podgrzybki, marchewka, groszek, por i kasza jaglana.  Cudo.  Symfonia smaku.  Ambrozja. 

14.STYCZNIA 2026

ŚRODA

SZEŚĆDZIESIĄTY CZWARTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś sałatka po  żydowsku, albo jakaś wariacja tego przepisu.  Ziemniaki, jajka, cebula, por i majonez.

13.STYCZNIA 2026

WTOREK

SZEŚĆDZIESIĄTY TRZECI DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś obiad „klasyczny”.  Ziemniaki z sosem, kotletami i surówką.  Oczywiście kotlety były sojowe, sos curry, a surówki z rzodkwi i buraczków. 

12.STYCZNIA 2026

PONIEDZIAŁEK

SZEŚĆDZIESIĄTY DRUGI DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Znowu się rozchorowałem.  Odnoszę wrażenie, że ostatnio częściej zapadam na grypę, mocne przeziębienie, czy zapalenie płuc więcej razy, niż poprzednie 50 lat.  W każdym razie znowu kiepsko się czuję.  Leje mi się z nosa,  nie mogę normalnie oddychać, przez to gardło mam też w kiepskim stanie, mam temperaturę prawie 38 stopni i boli mnie wszystko.  Kości, mięśnie, stawy.   Nieciekawie. 

Zrobiłem sobie sałatkę z jajek, makaronu kukurydzianego, fety, pomidorków, zieleniny i majonezu.   Wiem, że to nic specjalnie zdrowego, ale nie mogę na razie nic innego wyczarować.  Do tego co chwilę lekkie wypróżnienia, zdarzają się rozwolnienie.  No niespecjalnie to wygląda. 

SZEŚĆDZIESIĄTY PIERWSZY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Spaghetti kukurydziane z pomidorami, groszkiem, sałatami  i fetą. 

10.STYCZNIA 2026

SOBOTA

SZEŚĆDZIESIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Zapiekanka z brokułów, jajek, sera i mąki jaglanej.   Wszystko zapiekane w air fryjerze frytkownicy. 

09.STYCZNIA 2026

PIATEK

PIĘĆDZIESIATY DZIEWIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

obiadowy serniczek z jogurtu i jajek i mąki kukurydzianej upieczony w prodiżu

08.STYCZNIA 2026

CZWARTEK

PIĘĆDZIESIATY ÓSMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dzisiejsza sałatka

07.STYCZNIA 2026

ŚRODA

PIĘĆDZIESIATY SIÓDMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Kolejna wersja chleba.  Tym razem  to taki keto chlebek z białego twarogu, jajek, siemienia  i babki płesznik.   Wyszedł trochę dziwnie, ale wyszedł.  Pieczony w air fryjerze frytkownicy upiekł się całkiem dobrze. W smaku dobry, choć oczywiście nie przypominał  tych chlebów, które jadałem  jeszcze dwa miesiące temu

06.STYCZNIA 2026

WTOREK

PIĘĆDZIESIATY SZÓSTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Nadal jestem w zawieszeniu. Nadal czekam na lepszy  czas.  Dieta co prawda  ciągle jest wartościowa, od prawie dwóch miesięcy nie jadam glutenu, niewiele mąki w ogóle, żadnego cukru, słodkich napojów, słodyczy, ciastek, lodów, bułek itp.  I to jest na pewno super, ale potrzebny jest mi krok dalej.  Coś, co wyprowadzi mnie na szybsze tory. Muszę wymyślić nowe rozdanie w zdrowej diecie i muszę przede wszystkim rozpocząć ćwiczenia fizyczne.  Konieczne. 

***

Dziś znowu były naleśniki z kaszy gryczanej.  Dobre, ale potem ponownie chciałem z nich zrobić krokiety i ponownie wyszło tak sobie.   Ale mimo wszystko warto było.  Smacznie, zdrowiej i zdecydowanie z większą satysfakcją, że zrobiło się coś dobrego samemu.  Bo wygląda to tak:  Kiedy pomyślisz o tych naleśnikach, to trzeba 24 godziny wcześniej zalać wodą i przygotować kaszę.  Potem usmażenie pieczarek, cebuli, potem zrobienie ciasta w blenderze, w końcu smażenie  naleśników, zawijanie krokietów, obtaczanie i wreszcie ponowne smażenie już właściwych krokietów.  No sporo tego.   Alternatywą jest założenie butów, kurtki, wyjście do sklepu i kupienie gotowych krokietów.  No jest różnica.   Ważne, żeby doceniać i lubić robienie domowych posiłków.  Ja doceniam…

05.STYCZNIA 2026

PONIEDZIAŁEK

PIĘĆDZIESIATY PIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś sałatka z jajek, camemberta, pomidorków, zieleniny, rzodkwi i majonezu.   Później  resztka wczorajszej zupy kalafiorowej.  Zrobiłem też kulki mocy z płatków owsianych, kakao, daktyli, rodzynek, masła orzechowego i oleju kokosowego.  Dobre. 

04.STYCZNIA 2026

NIEDZIELA

PIĘĆDZIESIATY CZWARTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Sałatka z jajek, zieleniny, kukurydzy, fety, pomidorków i jogurtu.  Później sporo daktyli, a na kolację ugotowałem zupę kalafiorową, bo ciągle chciało mi się jeść, a nic już nie miałem.  Wiem, szału nie ma, ale co zrobić. 

03.STYCZNIA 2026

SOBOTA

PIĘĆDZIESIATY TRZECI DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś czuję się lepiej.  Zrobiłem na obiad kotlety z ziemniaków i boczniaków.   A potem wymyśliłem sobie urodzinowe ciasto.   Padło na „murzynka”.  Ciekawe czy wyjdzie. 

02.STYCZNIA 2026

PIĄTEK

PIĘĆDZIESIATY DRUGI DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

No i rozsypałem się lekko.  Jeszcze nie całkiem, jeszcze nie jest źle, ale  trochę zboczyłem z obranego kursu.  Nie wiem czy to wina wczorajszego niedopieczonego ciasta /raczej nie/ czy może jakiś rota wirus, ale dziś od rana złapało mnie totalne rozwolnienie.  Przeczyściło mnie totalnie, odwodniło.  Znowu nie byłem w stanie wyjść z domu.  Masakra.  Muszę prędko powrócić na wcześniejsze  tory, które prowadziły mnie dobrą drogą. Wrócić do skromnej diety, a przede wszystkim zmobilizować się do ruchu i ćwiczeń fizycznych.  To konieczność  i plan na najbliższe dni do zrealizowania. 

01.STYCZNIA 2026

CZWARTEK

PIĘĆDZIESIATY PIERWSZY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Pierwszy dzień nowego roku. Ugotowałem dziś zupę.  Kalafiorową z groszkiem.   Po południu stwierdziłem, że banany nie mogą się zmarnować i zabrałem się za przygotowanie ciasta Grizeldy.  Mojej lubianej argentyńskiej jutuberki z Brazylii. Ciasto  składało się mąki owsianej, z daktyli, orzechów, rodzynek, pomarańczy, jabłek, łyżki masła orzechowego.  Niestety, znowu przegrałem walkę z piecem.  Ciasto było mokre w środku, wiadomo, jabłka, sok pomarańczowy, woda, ale mimo wszystko nie spodziewałem się, że spora część zawartości będzie… płynna.  No, cóż.  Dało się zjeść. 

31. GRUDNIA 2025

ŚRODA

PIĘĆDZIESIATY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Ostatni dzień roku i kulinarne szaleństwa.  To już 50 dni jak nie jem cukru i mąki glutenowej.  Pierwsze święta i sylwester od nie wiem kiedy, gdy nie kupowałem słodyczy, słodzonych napojów gazowanych, lodów, deserów, białego pieczywa i każdego innego i w ogóle żadnych przetworzonych produktów.   Tym razem było skromnie. Zrobiłem pyszną sałatkę.  Na zdjęciu tego nie widać, więc powiem z czego się składa. Makaron kukurydziany, jajka, pomidor, sałata, wegański łosoś wędzony, feta  i majonez.  PRZE – PYSZ – NE!

*** 

A na deser poszły wypieki.  Czekałem na to długo, odkładałem ile można, nie jadłem żadnych słodyczy w święta, ale teraz postanowiłem cos przygotować samemu.  

***

Ciasteczka z mąki owsianej z orzechami, rodzynkami, żurawiną i morelami –  Super

***

Brownie tylko z bananów, kakao i orzechów.  Dosłownie z tego.  Świetnie wyszło i dobrze smakuje. 

***

Sernik.  Z jogurtu greckiego, z jajek i erytrolu.  Wyszedł prawie udanie /trochę niedopieczony/ ale naprawdę dobry. 

***

Miałem zrobić jeszcze czwarte ciasto, takie główne, najbardziej, powiedzmy, prestiżowe, ale… trochę popróbowałem, trochę zjadłem i zrezygnowałem  z pieczenia ostatniego ciasta.  Może kiedy indziej. 

***

Tak podsumowując: ciasta wyszły dobre, ale jakby to powiedzieć, mój organizm jakoś specjalnie nie tęskni za słodyczami.  Pomarańcze, mandarynki, jabłka?  Jak najbardziej, ale słodycze, tak sobie.

***

Jutro krótkie podsumowanie zdrowotne 2025 roku.   

30. GRUDNIA 2025

WTOREK

CZTERDZIESTY DZIEWIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Do końca roku niewiele.  Dziś na dzień przed sylwestrem zrobiłem krokiety z pieczarkami.  Już w święta miałem na nie ochotę, ale trzymam się wersji, że nie będę póki co jadł mąki pszennej.  Zrobiłem wiec inne naleśniki według Jadłonomii  /via: Miłka/. Zrobiłem z kaszy gryczanej niepalonej.  Oprócz kaszy tylko woda i sól.  Żadnych jajek, mąki, mleka, nic.  I wyszły super. Smaczne, dobrze się smażyły.  Może troszkę za grube, ale to kwestia dopracowania.  W każdym razie po dodaniu pieczarek do środka /trochę sera i masła/  wyszły po prostu pyszne.  Zajadam też pomarańcze.  A jutro sylwester i w planie upieczenie jakiś ciast. Może być ciekawie. 

29. GRUDNIA 2025

PONIEDZIAŁEK

CZTERDZIESTY ÓSMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś na obiad zapiekanka z: brokułów, marchwi, cebuli, jajek i sera żółtego.  W dodatku zapiekana w airfryerze frytownicy beztłuszczowej. 

28. GRUDNIA 2025

NIEDZIELA

CZTERDZIESTY SIÓDMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

No i zdrowie mi się rozregulowało.  Zbyt wiele było  tego jedzenia.  Już w święta miałem rozwolnienie, a dziś też nie było z tym dobrze.  

***

Może powrót do surówki  i do zupy pieczarkowej przyniesienie dobre efekty.  A zaraz po Nowym Roku muszę to poukładać bardziej fizycznie.  Codziennie trening fizyczny, wyciągnięcie ponownie orbitreka i spacery.  Koniecznie.  To mój priorytet na styczeń 2026 roku. 

27. GRUDNIA 2025

SOBOTA

CZTERDZIESTY SZÓSTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś zjadałem resztki poświąteczne.  Z czwartkowego ryżu i ciecierzycy  zrobiłem kotleciki.   Dodałem dodatki i wyszło pysznie. 

***

Zastanawiam się, czy jutro nie zrobić dna wolnego od jedzenia.  Trochę jednak zbyt wiele było tego  jedzenia. Wczoraj wieczorem jeszcze zjadłem resztę sałatek jarzynowych.  

26. GRUDNIA 2025

PIĄTEK

CZTERDZIESTY PIATY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś drugi dzień świat. 

Święta, święta i po świętach. I dobrze, bo za dużo zjadłem.  Jasne, plus jest taki, że byłem wytrwały  i nawet nie powąchałem słodkich ciast, a przecież kilka kusiło.  No, ale są też minusy, Zbyt dużo tego jedzenia. Nawet jeśli to są tylko sałatki /jarzynowa, żydowska i grecka/, nawet jeśli nie jadłem  pierogów czy krokietów, to jednak było tego trochę zbyt wiele. Trzeba szybko wrócić do normalności. 

***

Mimo wszystko mogę być z siebie dumnym, że wytrzymałem w zdrowej diecie już 45 dni, w tym dni świąteczne.  Brawo, ja! 

tych ciast nie jadłem 🙂

25. GRUDNIA 2025

CZWARTEK

CZTERDZIESTY CZWARTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Pierwszy dzień świąt.  Dziś odwiedziła mnie Miłka z Filipem i wspólnymi siłami zrobiliśmy vege sushi.  Z ryżu, ogórka, awokado, sera camenbert, nori i przypraw /sos sojowy, wasabi, papryczka/.  Dobre.  Na kolację z części ryżu zrobiłem kotlety z dodatkiem jogurtowego tatziki.  Na deser ulubione słodkie jabłko.  I tak minęło święto. 

24. GRUDNIA 2025

ŚRODA

CZTERDZIESTY TRZECI DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś Wigilia. Dla mnie to czterdziesty trzeci dzień powrotu do zdrowi, więc nie chciałem żeby to było  jakieś kulinarne  pandemonium.  Nie planowałem przygotowywać żadnych dodatkowych potraw dla siebie, nie planowałem jeść żadnych ciast oraz innych słodyczy.  I udało mi się cel zrealizować.  Rano nie było surówki, dopiero po południu  zjadłem przygotowaną przez siebie  świąteczną sałatę jarzynową.  Z majonezem.  Później dopiero podczas kolacji wigilijnej zjadłem trochę barszczyku, ale bez uszek, potem bez pierogów. Zjadłem tylko odrobinę farszu  do pierogów:  kapusty z grzybkami mun.  Wieczorem jabłko i to już wszystko.  Nie tknąłem żadnego ciasta.  Udało mi się zatem wytrwać w postanowieniu i nie zjadać mąki z glutenem oraz cukru.  I dobrze.  Jutro pierwszy dzień świąt i kolejne wyzwanie.  Dam radę!

23. GRUDNIA 2025

WTOREK

CZTERDZIESTY DRUGI DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Za chwilę święta.  Nie chciałem zbyt wiele przygotowywać, ponieważ staram się powoli wchodzić w codzienny jadłospis. Nie rzucam się na słodkie /oczywiście bez cukru/ przepisy.  Dlatego święta będą bardzo skromne kulinarnie. Pewnie będzie sałatka jarzynowa, pewnie zupa kalafiorowa, może sałatka jeszcze inna.  Ale to tyle. 

***

Kolejny dzień zdrowego odżywiania odhaczony.  Najpierw surówka- wiadomo, a potem spagheti z makaronu kukurydzianego. Sos: pomidory w kawałkach, cebulka, pietruszka, dwie łyżki jogurtu, zioła.  Do tego garść sera mozzarella. Pyszne – wiadomo. 

22. GRUDNIA 2025

PONIEDZIAŁEK

CZTERDZIESTY PIERWSZY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Kolację podano. Chlebek owsiany: płatki owsiane + jajka + jogurt grecki. Dodatki: kapusta i awokado. Do picia: mleko owsiane.

21. GRUDNIA 2025

NIEDZIELA

CZTERDZIESTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś na obiad spagetti z makaronu kukurydzianego + awokado + ser żółty + pomidorki + oliwa + pietruszka. Dawno nie jadłem podobnego obiadu, ale bardzo smakowało.  Pyszne było. 

20. GRUDNIA 2025

SOBOTA

TRZYDZIESTY DZIEWIĄTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś miał być pierwszy „poważny” obiad.  Mieszanka płatków owsianych, mleka migdałowego, jajek, sera mozzarelli i awokado.   Technicznie ta mieszanka zgodnie z przepisem miała się ładnie obsmażyć z dwóch stron na patelni i udawać coś, co roboczo można nazwać keto pizzą.  Ale z planami już tak jest, że czasem trzeba je porzucać modyfikować.  „Pizza” zaczęła się szybko przypalać i musiałem interweniować.  Zamieszałem cały  produkt i  finalnie zamiast pizzy wyszło coś w rodzaju jajecznicy.   Takie rzeczy. 

PS. Cokolwiek to było, było pyszne. 

efekt końcowy

19. GRUDNIA 2025

PIATEK

TRZYDZIESTY ÓSMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś nadal trochę choruję.  Temperatura mi spadła, ale nadal trochę boli mnie brzuch.  I coraz mniej mi się odbijają parówki. Zjadłem tradycyjną surówkę, a potem resztę zupy.   

***

Są też plusy plusiki.   Mało jadłem, więc znowu waga trochę spadła.  Jeśli wierzyć mojemu urządzeniu pomiarowemu, to ważę 145,0 kg, czyli spadek wagi –15,0 kg

0

18. GRUDNIA 2025

CZWARTEK

TRZYDZIESTY SIÓDMY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Nie dalej jak wczoraj napisałem podsumowanie czterech tygodni oczyszczania, pochwaliłem się sam przed sobą, że czuję się dobrze, a tu  masz –  choroba. Wygląda na to, że zatrułem się parówkami sojowymi.  Zjadałem je po południu /gotowane/  a wieczorem zaczął mnie boleć brzuch.  Co raz mocniej i mocniej.  Do tego bardzo bolała mnie głowa i miałem temperaturę 38 stopni.  O bólu biodra nie wspominam, bo to jakby inna bajka.  Coś musiało mnie zatruć, bo do tej pory odbijają się te parówki, nadal boli mnie brzuch  i nadal mam wysoką temperaturę.   Dziwna sytuacja.  Dziś nie jadłem, późnym popołudniem wmusiłem w siebie talerz zupy, ale zjadłem z trudem.  

utrata wagi od początku oczyszczania
sprawa jest poważma

17. GRUDNIA 2025

ŚRODA

TRZYDZIESTY SZÓSTY DZIEŃ

POWROTU DO ZDROWIA

Dziś pierwszy dzień po oczyszczaniu. Nie mam zbyt dobrego nastroju dziś, więc nie wymyśliłem niczego mądrego w jadłospisie.  Na pierwszy posiłek  oczywiście nadal surówka, na drugi była zupa jarzynowa.  Z łakomstwa zjadłem potem gotowane parówki sojowe. 

28. DNI OCZYSZCZANIA

PODSUMOWANIE

28 dni. Cztery tygodnie. Czas więc na podsumowanie. 

  1. ZDROWIE MENTALNE -Ogólnie dobrze. Może dziś nie mam najlepszego dnia.  W sumie nie wiem dlaczego.  Może chodzi  o pieniądze, a raczej ich brak?  Nie wiem. Ważne, że znalazłem jakiś cel, jakieś zdrową drogę i podążam nią.  Tylko to się liczy.  Wstaję, próbuję coś ustalić, szukam pomysłu na jadłospis i działam. Nie jest to na pewno jakieś przesadnie aktywne działanie, ale  jednak. Tu na pewno jest sporo do poprawy, choćby aktywność fizyczna, ale wierzę, że uda mi się to dobrze pokierować. Że nie stracę tych 36 dni, które za mną. 
  2. ZDROWIE FIZYCZNE – Lepiej. Zdecydowanie lepiej. Zrzucenie kilkunastu kilogramów musi się odbić pozytywnie na zdrowiu fizycznym.  Pozytywne efekty są takie, że mogę niemal bez zadyszki /i bez postojów/ wchodzić na czwarte piętro, że mogę w miarę sprawnie schylać się, że kolana nie bolą same z siebie, nawet gdy tylko siedzę.  Kiedy zrzucę kolejne kilkanaście kilogramów będzie jeszcze lepiej. Ale teraz jest dobrze. 
  3. ZDROWIE WEWNĘTRZENE – Jelita zostały oczyszczone. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko dobrze.  Czy jest  idealnie?  Ale jest lepiej.  mam wrażenie, że z każdym dniem „czuję i słyszę” swoje jelita znacznie lepiej niż przed oczyszczaniem.  Na pewno zauważam już jakieś zdrowe prawidłowości. Budzę się rano i niemal chwilę później muszę udać się do toalety na poranne wypróżnienie.  I to jest fajne.  Prawie nie zdarza się, żeby chwile po tym  było kolejne, nie mam rozwolnienia.  Dopiero po drugim posiłku następuje kolejne wypróżnienie.  Dzieje się tak zapewne dlatego,. że spożywam zdrowe rzeczy, głównie surowe warzywa,  więc proces trawienia nie jest skomplikowany i chyba nic nie zalega godzinami w przewodzie pokarmowym. Zdaje się, że o to właśnie chodzi. Czy jestem już spokojny? Czy jestem w stanie zupełnie bez stresu wyjść z domu nie obawiając się o to, czy zdążę do toalety?  Nie, jeszcze nie. Ale duży krok w tym kierunku został poczyniony. 
  4. DIETA –   Zupełnie inna, niż wcześniej. Lista rzeczy /produktów/ których nie kupuję, nie spożywam, jest bardzo długa. Każdy sklep /dyskont/ podzielony jest na sektory /regały/. Dawniej  namiętnie odwiedzałem te ze słodyczami, ze słodzonymi napojami, z białym pieczywem, z lodami i spędzałem tak bardzo wiele czasu.   Teraz oglądam warzywa, herbaty, zdrowe rzeczy.  Całkowita odmiana. Dziś bogata w błonnik i białko surówka, potem zupa warzywna. Trochę tłuszczu, trochę skrobi.  Prawie wcale węglowodanów.  Zero cukru, na razie  prawie bez owoców.  A jak to było 36 dni wcześniej?  rano bułki pszenne bardziej białe niż białe. Czasem 8, czasem 10.  Margaryna na bogato.  Do obłożenia wędlina roślinna, ser żółty, jakieś pasty albo jajka.  Do tego słodycze na deser i to w sporych ilościach Ciastka, lody /1000ml/, batony,  galaretki, a wszystko to bardzo obficie podlane gazowanymi napojami w stylu coli czy oranżady. Bardzo obficie. Zdarzało się nawet 6 litrów dziennie.  Na obiad zwykle coś przemysłowo przetworzone.  Pizza, jakieś krokiety, jajecznica, Tony majonezu. I jeszcze napoje energetyczne.  A wiec jest poprawa.  mam nadzieję, że kolejne dni przyniosą stabilizację żywieniową.  
  5. WAGA –  mogę podać tylko orientacyjnie, bo nie mam sprawnej wagi w domu. Myślę, że w czasie ośmiodniowej głodówki schudłem jakoś 10-12 kilogramów. A potem w czasie czterech tygodni oczyszczania  dodatkowe 2-3 kilogramy. Wydaje mi się, że zrzuciłem około 13 kilogramów.  To nie jest wiele /zdarzało mi się osiągać lepsze wyniki/ ale jednak zadziałało tu wiele czynników. Na pewno wiek /gorszy metabolizm/ ale przede wszystkim  brak aktywności fizycznej.  Najpierw tłumaczyłem to  chorobą /zapalenie oskrzeli/  a teraz nie mogę po prostu wyjść z domu.  Nie mogę się na to zdecydować.  To kolejny kluczowy element do poprawienia

Ankieta po 28. dniach oczyszczania jelit

GŁOWA – bóle głowy/migreny, zawroty głowy, bezsenność –  głowa boli mnie od czasu do czasu. Bezsenności nie ma

OCZY – łzawienie, zaczerwienienie lub swędzenie, spuchnięte lub sklejone powieki, zamglone widzenie – niemal bez problemów

USZY – swędzenie uszu, dzwonienie w uszach – trochę dzwonienia pozostało 

NOS – nieżyt nosa, problemy z zatokami, katar, napady kichania – duża poprawa

JELITA – mdłości, biegunka, zaparcie, uczucie wzdęcia, nadmierne bekanie, gazy – tu było najgorzej, ale wszystkie elementy uległy znacznej poprawie

SKÓRA – pokrzywka, różnego rodzaju wysypki, wypryski, wypieki, uderzenia gorąca, nadmierne pocenie się – poprawa

SERCE – nierównomierne bicie serca lub brak uderzenia, kołatanie lub przyspieszone bicie serca po posiłku, bóle w klatce piersiowej po lub pomiędzy posiłkami – kołatanie serca jakby ustąpiło, albo występuje rzadko. 

PŁUCA – brak tchu, trudności z oddychaniem przy wysiłku – nie jest idealnie, ale organizm znacznie lepiej radzi sobie z wysiłkiem

UKŁAD MOCZOWY – częsta bądź nagła potrzeba oddawania moczu –  ustąpiły

STAWY/MIĘŚNIE – bolesność, opuchlizna lub obolałość stawów, artretyzm, sztywność lub ograniczenie ruchomości, bolesność lub obolałość mięśni, uczucie osłabienia lub zmęczenia – tu jest jeszcze najwięcej do poprawy, ale w każdym elemencie odczuwam mniejszy dyskomfort

WAGA – nadmierne jedzenie/picie, nadmierne przybieranie na wadze, zatrzymanie wody w organizmie  –  minęło 

ENERGIA/aktywność – zmęczenie, opieszałość, letarg, brak motywacji do zrobienia czegokolwiek – tu też nie do końca jest dobrze, ale za to zdecydowanie lepiej

UMYSŁ – trudności z utrzymaniem równowagi ciała, brak zdecydowania – ustąpiły

EMOCJE – uczucie lęku, strachu, nerwowość  – trochę jeszcze pozostało. 

Większość z tych elementów /dolegliwości/  albo ustąpiła, albo przynajmniej mocno  zelżała.  W przeliczeniu na punkty /każda dolegliwość w skali 1-7/  z początkowych 291 punktów zszedłem do obecnych 64 punktów. Znaczna, zasadnicza poprawa.  I oby to się jeszcze  poprawiło. 

16. GRUDNIA 2025

WTOREK

DWUDZIESTY ÓSMY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś ostatni dzień oczyszczania.  Kiedy to minęło? 

Ostatnie dni, to już trochę znużenie dietą.  Chciałbym coś słodkiego wreszcie zjeść /owoce/, ale wiem, że nie mogę z tym się spieszyć, bo potem mogę nie wyhamować. Ale muszę coś wymyślić, bo dotychczasowa  dieta była super, ale stała się mocno monotonna. Surówki poranne jeszcze sprawiają mi przyjemność, ale pewnie i to nie potrwa wiecznie. Hummus już mocno mi spowszedniał i szukam czegoś nowego. Ale to dopiero od jutra. Na razie cieszę się, że udało mi się wytrwać w dobrej diecie. Jutro podsumowanie całości.  I kolejny etap. 

naleśniki z maki jaglanej i ryżowej
naleśniki z kapustą i pastą z ciecierzycy
naleśniki z awokado

15. GRUDNIA 2025

PONIEDZIAŁEK

DWUDZIESTY SIÓDMY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Po wczorajszych perturbacjach jelitowych /drobnych/  dziś oczekiwałem powrotu do lepszego staniu i fakt – czułem się dziś dobrze.  Sytuacja unormowała się na dobrym poziomie. 

***

Dziś po dniu przerwy powróciła na śniadanie surówka i było dobrze. Potem drugi posiłek  i sobotni hummus.  I wydaje mi się, że póki co przekroczyłem  limit spożycia tej potrawy.  Odczułem lekki przesyt. Może dlatego, że było tego za dużo ostatnio, a może dlatego, że nie był już zupełnie świeży.  Muszę coś wymyślić innego.  A tym czasem jutro ostatni dzień  diety  oczyszczającej. Jak to szybko zleciało. 

Powróciła surówka. W nowej odsłonie /misce/

14. GRUDNIA 2025

NIEDZIELA

DWUDZIESTY SZÓSTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś był wyjątkowy dzień.  W planie była wizyta na urodzinach Kubusia. Należało uwzględnić dzienny jadłospis  z urodzinową biesiadą.  No i trochę mi nie wyszło. 

Najpierw pierwszy posiłek. Zastanawiałem się, czy w związku z popołudniowym wyjściem z domu powinienem zjeść śniadanie.  Długo się zastanawiałem i ostatecznie podjąłem decyzję, że nie będę jadł.  Przestraszyłem się, czy dam radę w zdrowiu dotrzeć na Morenę po zjedzeniu posiłku. I chyba popełniłem błąd. Nie zaryzykowałem. Na miejscu okazało się, że na urodzinach Kubusia do zjedzenia były tylko słodycze, a ponieważ było oczywiste, że nie będę jadł słodyczy, nie zjadłem nic.  Gdzieś tak przed 19.00 organizm się zbuntował.  W końcu nie dostał swojej codziennej surówki i porcji witamin.  Ból brzucha, małe rozwolnienie, potem w domu po godzinie 20.00 zjadłem gotowaną kapustę z grzybkami mung.  Organizm zupełnie się rozstroił. Kolejne drobne rozwolnienie.  Kiepsko.  Ale to będzie dla mnie nauczka.  Po prostu wyjścia z domu muszę lepiej rozplanować. Trzeba wyciągnąć wnioski i następnym razem postąpić trochę lepiej. 

13. GRUDNIA 2025

SOBOTA

DWUDZIESTY PIĄTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś zrobiłem hummus, a do tego upiekłem pierwszy w nowym rozdaniu chlebek. Wyszło  na 3+, ale początki nigdy nie są łatwe.  Chleb składał się z awokado i płatków owsianych.  Dodałem do tego nasiona chia /zastępstwo dla jajka/ i przyprawy.  Do tego proszek do pieczenia.  Wyszło gorzej niż w oryginalnym przepisie,  ale nie narzekam. Dawno nie jadłem pieczywa, więc i nawet taka wersja mnie ucieszyła.  Co poszło nie tak?  O dziwo  chleb niespecjalnie urósł. Prawie wcale.  A co jeszcze dziwniejsze, bardzo mocno czuć było proszkiem do pieczenia . Nie wiem dlaczego tak się stało, ale następnym razem dam połowę mniej proszku. 

chlebek z awokado i płatków owsianych
kromki chlebka
dzisiejsza surówka
kefirek owocowy z pomarańczą i ananasem
seler naciowy na zielono
zielony por systematycznie pnie się w górę

12. GRUDNIA 2025

PIĄTEK

DWUDZIESTY CZWARTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś klasycznie, ale dopiero po wizycie w Oliwie i sądzie.  A więc surówka na pierwszy posiłek, a wczorajsza zupa na drugi.  Obie rzeczy pyszne.  

***

Czuję się dobrze, ale nadal obolały.  Spacer nie jest trudny, ale nie jest też łatwy.  Czuję jakąś blokadę. 

12. GRUDNIA 2025

PIĄTEK

DWUDZIESTY CZWARTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś klasycznie, ale dopiero po wizycie w Oliwie i sądzie.  A więc surówka na pierwszy posiłek, a wczorajsza zupa na drugi.  Obie rzeczy pyszne.  

***

Czuję się dobrze, ale nadal obolały.  Spacer nie jest trudny, ale nie jest też łatwy.  Czuję jakąś blokadę. 

11. GRUDNIA 2025

CZWARTEK

DWUDZIESTY TRZECI DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Kolejny dzień do przodu.  Dziś krótki spacer zakupowy, kupiłem wodę sodową.  Przyda się, żeby ograniczyć picie słodkiej herbaty.  Na obiad dziś była zupa /zapomniałem zrobić zdjęcia, ale trochę zostało na jutro, więc może będzie fotka/ jarzynowa.  Niezmiennie pyszna. Nie mam chwilowo kefirku, ale jest szansa, że jutro lub pojutrze trochę się wyprodukuje. Fizycznie spaceruję, schylam się, zginam kolana, w miarę sprawnie, ale nie jestem do końca zadowolony ze swojej sprawności fizycznej.  Czuję się trochę bezsilnie. 

10. GRUDNIA 2025

ŚRODA

DWUDZIESTY DRUGI DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś intensywnie, z wizytą kolejową w Tczewie. W dobrym stanie. Prawie sześć kilometrów rześkiego spaceru.  Trochę czułem się zmęczony, ale na koniec niemal swobodne wejście na czwarte piętro, więc chyba nie jest źle. Śniadanie tradycyjne /surówka/ – obiad wczorajsze kotlety zrobione z przedwczorajszego pasztetu, tylko dziś dodałem do nich jeszcze kapusty kiszonej.  Dobre, ale nie chciałem zbyt wiele zjeść.  Potem herbata owocowa z miodem. 

TRZECI TYDZIEŃ OCZYSZCZANIA

PODSUMOWANIE

3/4 czasu oczyszczania za mną.  Zostało ostatnich kilka dni.  Poniżej podsumowanie trzeciego tygodnia. 

  1. ZDROWIE MENTALNE – bardzo dobre. Podoba mi się to, co robię. Liczę kolejne dni, wymyślam potrawy, szukam tych zdrowych. To są dobre wieści.  Trochę szwankuje mi jeszcze sprawa ćwiczeń fizycznych i spacerów. Brakuje mi trochę silniejszej woli do tego.  Chciałbym jeszcze poprawić swoje zaangażowanie do robienia różnych dobrych rzeczy. Więcej czytać, więcej sprzątać. Póki co pomagam tu i tam. 
  2. ZDROWIE FIZYCZNE – Niezłe. Zdecydowanie lepsze niż dotychczas.  To nie jest  idealny stan, ale jest nieźle. Kolana dają znać o sobie, ale nie bolą już tak mocno, jak jeszcze kilka tygodni temu, gdy nie mogłem wytrzymać z bólu nawet siedząc.  Chodzę bez problemu, wchodzę na czwarte piętro niemal bez zadyszki, mogę się nawet od czasu do czasu schylić. Mam nadzieję, że jeszcze przed końcem oczyszczania uda mi się włączyć tryb ćwiczeń fizycznych.
  3. ZDROWIE WEWNĘTRZENE – jelita są w zdecydowanie lepszym stanie niż były ostatnio i ogólnie pracują dobrze. Rano szybkie i luźne /czasami zbyt luźne/ wypróżnienie, zwykle to wszystko.  Nie mam zatwardzenia, nie mam zgagi, nie mam bólów brzucha, prawie nie mam gazów. Żeby jednak mogło być idealnie, potrzebuję jeszcze większej stabilizacji.  Od czasu do czasu trafiają mi się dodatkowe wypróżnienia – bardzo luźne – na granicy rozwolnienia i to jest problem, bo w końcu jeśli będę chciał wyjść z domu, to muszę mieć pewność, że wszystko jest w porządku. 
  4. DIETA –   dieta jest cały czas taka sama. Surówki na pierwszy posiłek i zupy, hummusy i kotleciki na drugi posiłek.  Nadal trzymam się niewielkiej liczby produktów.  Dopiero po zakończeniu  oczyszczania dołączę kolejne, takie jak: jajka, zdrowe mąki,  avocado, makaron bezglutenowy, ser żółty i parę innych.  Myślę, że trochę za dużo u mnie nabiału /3-4 łyżki jogurtu + kawałki mozzarelli lub fety lub sera pleśniowego/ ale dodaję coś do tej surówki, by było bardziej urozmaicona.   No i na koniec dnia herbata.  Niestety słodka z miodem.  Wiem, że nie powinienem, ale nie umiem się powstrzymać.  Zabrakło mi w domu  wody sodowej  i może dlatego tyle tej herbaty słodkiej piję.  Muszę koniecznie jutro kupić wodę i ograniczyć słodkie picie.  Z drugiej strony słodka herbata z łyżką miodu kontra pięć litrów gazowanych słodkich napojów, które piłem jeszcze miesiąc temu.  Brzmi dobrze, prawda?   A propos: nie piję ich już od 30 dni.  Podobnie jak nie jem słodkości, deserów, lodów, nie jem białej mąki /w sumie żadnej mąki/ i jeszcze wielu innych niezdrowych rzeczy w tym różnych produktów wysoko przetworzonych. 
  5. WAGA –  zdaje się, że waga minimalnie spadła.  Nie dużo, ale trochę tak.  Wygląda na to, że ważę obecnie 147,1 kg, czyli spadek wagi o 12,9 kg.   Krok po kroku 

9. GRUDNIA 2025

WTOREK

DWUDZIESTY PIERWSZY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

To już trzy tygodnie.  Jutro tradycyjne podsumowanie.  Jutro też być  może uda mi się w Oliwie stanąć na wadze.  Dziś spacer do sklepu trochę dłuższy niż zwykle. Naokoło.  Nie żeby jakoś wiele, ale ponad 4 kilometry. No i znowu wejście na górę niemal bez zadyszki.  To cieszy. 

***

Nie udał się po raz kolejny kefirek.  To znaczy po czterech udanych, trzy kolejne jakby sfermentowały.   I niestety nie wiem dlaczego tak się dzieje. A więc przez jakiś czas nie będzie kefirku do picia.

***

Jutro podsumowanie, a potem czwarty, ostatni,  tydzień oczyszczania.  Dziś bez obrazków. Zajęty byłem. 

8. GRUDNIA 2025

PONIEDZIAŁEK

DWUDZIESTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Powoli kończy się trzeci tydzień oczyszczania  Rutyna.  Dziś dziś duże wypróżnienia, ostatnie lekko zbyt luźne.  

Śniadanie tradycyjne, potem obiad i pasztet warzywny. Taki inny, bo z całych warzyw, bez mielenia.  Ale i tak wyszedł pyszny. 

***

Uwaga! Wchodzę na czwarte piętro już nie tylko bez bazy na półpiętrach, bez tlenu, ale nawet  bez specjalnej zadyszki.  Brawo, ja!

pieczony pasztet warzywny: kasza jaglana, pieczarki, cebula, fasola,

7. GRUDNIA 2025

NIEDZIELA

DZIEWIĘTNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś nietypowo, bo rano wyjście z domu. Nie jadłem wiem nic, nie piłem.  Rano wypróżnienie bardzo duże, bardzo  luźne, chyba trochę zbyt luźne,  Ale tradycyjnie od razu po przebudzeniu.   Po południu zupa ugotowana u Oli, później wczorajszy hummus i trochę mleka owsianego.  Wyszło w sumie smaczne /dodałem łyżkę  miodu/ ale raczej mniej mleko, bardziej krem.  I kilka łyków kefirku owocowego.  Pysznego kefiru. 

mleko owsiane

6. GRUDNIA 2025

SOBOTA

OSIEMNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Czas biegnie szybko. To już osiemnasty dzień  oczyszczania.  Czuję się trochę „zbolały”.  Zmęczony fizycznie. Nie ma opcji, żebym ćwiczyć.  Nie czuję się właściwie.  Nie wychodzę również na spacery, a szkoda, bo pogoda dopisuje, na zewnątrz aż 8 stopni Celsjusza, a ma być jeszcze cieplej. Ale nie wychodzę.  Rano wypróżnienie. Ciekawe, zaraz po przebudzeniu. Dosłownie kilka minut po wstaniu z łóżka.  Wypróżnienie lekkie, takie jak trzeba.  Potem śniadanie tradycyjnie.  Najpierw łyk octu, potem trochę błonnika w proszku, łyk kefirku i surówka tradycyjna.

***

A potem wjechał hummus.  Uwielbiam.  Kremowy, świeży, pyszny. 

5. GRUDNIA 2025

PIATEK

SIEDEMNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś znaczny spacer do sklepu. Prawie sześć kilometrów. Z plecakiem pełnym zakupów trochę byłem pod koniec zmęczony, ale dałem radę.  No i wszedłem na górę bez zakładania bazy na półpiętrze. W związku z wizytą w sklepie  wszystko trochę się opóźniło i pierwszy posiłek / oczywiście surówka/  był późno.  Swobodne wypróżnienie, aż miło.  Waga trochę w dół. Teraz czas na nową wersję obiadu. Kotlety z soczewicy.

***

Kotlety wyszły tak sobie.  Niby dobre, ale chyba za szybko zacząłem smażyć. Do tego moja patelnia już nie nadaje się do zdrowego i smacznego smażenia.  Więc muszę odpuścić póki co i wrócić do tego co sprawdzone czyli hummusu i zup. 

4. GRUDNIA 2025

CZWARTEK

SZESNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś surówka bez kapusty  kiszonej i na razie jest bardzo dobrze.  Luźny stolec i tylko tyle.   

***

Na drugi posiłek /ciągle nie umiem tego prawidłowo określić/  zupa z wczoraj. Nie da się ukryć, że taka zupa drugiego dnia jest jeszcze smaczniejsza.  I wcale nie trzeba dodawać do niej śmietany  czy glutenowego makaronu.  Jest przepyszna.  Polana delikatnie oliwą z oliwek, posypana pestkami z dyni i grubo mielonym pieprzem.  Niebo.  

Kiszona. Pyszna. Domowa.
a seler i por uprawiane w wodzie zielenieją z dnia na dzień coraz bardziej.

3. GRUDNIA 2025

ŚRODA

PIĘTNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

DRUGI TYDZIEŃ OCZYSZCZANIA

PODSUMOWANIE

Połowa oczyszczania za mną. Ogólnie jest dobrze, ale najważniejsza sprawa, dla której rozpoczynałem tę dietę, na razie nie funkcjonuje poprawnie. 

  1. ZDROWIE MENTALNE – nadal bardzo dobre.  Ciągle mnie to cieszy, a nawet bawi. Lubię  ten rytuał żywnościowy, kombinowanie, planowanie  i spożywanie. Wydaje mi się to ciekawe i nadal jestem przekonany, że to dobra ścieżka życiowa.  
  2. ZDROWIE FIZYCZNE – Choroba oskrzelowa trochę pokrzyżowała mi szyki, mocno brakuje spacerów i ćwiczeń. Ciągle się za tę aktywność zabieram, ale nie mogę wystartować.  A szkoda, bo czuję się fizycznie całkiem dobrze. Świetnym wyznacznikiem formy jest wchodzenie na IV pięto po schodach.  Nie powiem, że wchodzę bez zmęczenia, ale daję radę i nie robię już sobie przystanków. Chodzenie nie boli, kolana nie doskwierają jakoś mocno. Czasami nawet o nich zapominam.  
  3. ZDROWIE WEWNĘTRZENE – tutaj sytuacja jest trudna do oceny. Od czasu do czasu mam rozwolnienia. Jasne, to nie zdarza się tak często i tak mocno, jak przed oczyszczaniem, ale jednak.  Może jestem zbyt niecierpliwy? Rano bardzo szybko po pobudce mam wypróżnienie. Nie jest to może rozwolnienie, ale bardzo luźny stolec.  Dziś byłem kilka godzin poza domem  i wszystko było dobrze, choć trzeba zwrócić uwagę, że nie jadłem i nie piłem nic do czasu powrotu do domu /14:00/. Szukam rozwiązania dla tych rozwolnień i  póki co odpuściłem kefirek wodny,  a także /przede wszystkim/  połączenie kapusty kiszonej z jogurtem.  Może to nie było dobrym pomysłem?  Poza tym jest dobrze.
  4. DIETA –   obecnie trzymam się schematu z octem na pusty żołądek, potem trochę błonnika w czasie przygotowywania surówki. Dotąd była to kapusta kiszona, ale czasowo z niej zrezygnowałem w starciu z kefirem czy jogurtem. Spożywam więc łyżkę błonnika jabłkowego w proszku.  Potem surówka w stałym zestawie. Marchew, buraki, mix sałat, rzodkiew, seler, pomidorki i co tam się trafi. Do tego oliwa, pestki, nasiona, jogurt i dodatek nabiałowy /feta, mozzarella, ser camembert/. Obiady /posiłki drugie/ to zupy głównie z kaszą jaglaną,  czasem hummus. Teraz mam w planie pasztet z warzyw i kaszy jaglanej. Dziś nie planując tego zjadłem zimne mandarynki w delikatnym miodzie. Miało nie być owoców, ale nie wytrzymałem ciśnienia. 
  5. WAGA – nadal  nie mam sprawnej wagi, ale jakoś orientacyjnie, wspierając się na wadze w Oliwie, uznałem, że to mogłoby  być  147,7 kg. Jeśli przyjąć taką wartość, to oznacza spadek wagi 12,3 kg

2. GRUDNIA 2025

WTOREK

CZTERNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś miałem tyle różnych zajęć, tyle różnych telefonów, że nie wystarczyło mi już czasu na pisanie. Śniadanie jak zawsze, posiłek główny to wcześniejszy hummus. Norma.  Niestety, znowu miałem rozwolnienie zaraz po jedzeniu pierwszego posiłku.  Zastanawiam się czy  kapusta kiszona „nie gryzie” się z nabiałem/jogurtem?

***

Jutro będę w Oliwie, więc chyba spróbuję się zważyć kontrolnie.

***

Nadal brakuje mi ruchu. Nadal jestem trochę „zmęczony”.  Jutro podsumowanie drugiego tygodnia

1. GRUDNIA 2025

PONIEDZIAŁEK

TRZYNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dzisiaj mam gorszy nastrój. Powodem jest to, że dwa razy miałem rozwolnienie. Po jedzeniu. Nie takie mocne, ale jednak.  I oczywiście nie mam pojęcia dlaczego. Dziś nie piłem kefirku.  Odstawię na kilka dni.  Poczekam na nowy nastaw.  Co jest powodem tych problemów?  Szczerze mówiąc to kiepsko wygląda, bo co z tego, że część innych problemów znacznie się zmniejszyła, skoro ten najpoważniejszy nie ustępuje.   Póki co śniadanie jak zawsze ,na obiad dziwny zestaw.  Uprażone na patelni nasiona dyni i sezamu z wczorajszym batatem. Do tego polane mlekiem ze słonecznika.  Wyszła z tego trochę papka, no dobra, puree, ale zaskakująco smaczne.  Teraz herbatka.  Spacer dziś minimalny – zakupy w sklepie.

***

Nastawiłem nowy kefir wodny, nawet dwa słoiki, bo algi/kryształki japońskie tak mocno już się rozrosły. Do tego nastawiłem kefir owocowy z mandarynkami i kiwi. Wszystko powinno być gotowe za trzy dni. Nadal pracuję również przy produkcji kapusty kiszonej. Czwarty dzień kiszenia i codzienne odgazowywanie. Jutro lub pojutrze teoretycznie powinna być gotowa, ale u mnie w mieszkaniu jest zimno i być może proces kiszenia przebiega trochę wolniej.  To samo zresztą dotyczy kefirku. 

30. LISTOPADA 2025

NIEDZIELA

DWUNASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Kolejny dzień.  Dziś otworzyłem nową butelkę kefirku. Wersja z cytryną.  I chwilę po wypiciu dostałem błyskawicznego rozwolnienia. Może faktycznie zbyt wiele tego piję?  Może moje jelita nie są jeszcze gotowe na tak spore porcje? Może, tylko skąd ja mam to wiedzieć.  Postanawiam, że na kilka dni odpuszczę sobie kefirek.  Jutro ukończy się kolejny nastaw, dodam do niego owoce, tak jak poprzednio i po czterech kolejnych dniach spróbuję znowu.

***

Na pierwszy posiłek oczywiście surówka, a na drugi przygotowałem świeży hummus.  

mleko ze słonecznika
hummus i gotowane bataty

29. LISTOPADA 2025

SOBOTA

JEDENASTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Jedenasty dzień oczyszczania. Powoli docieram do połowy.  Jest stabilnie, żeby nie powiedzieć monotonnie. Rano wypróżnienie 10/10, potem kefir wodny z octem i cytryną.  Potem kapusta kiszona /błonnik/ i wreszcie posiłek numer jeden, czyli nieodmiennie surówka z dodatkiem jogurtu greckiego, połówki mozzarelli i łyżki masła orzechowego.  Nadal mi się nie nudzi, choć nie wiem czy wytrzymam    jeszcze 17 dni.

Ważenia nawet nie próbuję z uwagi na wadliwą wagę, ale nie ma opcji, żebym coś schudł. Zdecydowanie brakuje mi ruchu.  Dziś miałem w planie wyjść na spacer, ale zrezygnowałem. Nie wystarczyło motywacji.  Muszę szybko wdrożyć opcje ćwiczeń. To konieczne.  Mam już przygotowane filmiki i chcę działać.

***

Po śniadaniu lekkie rozwolnienie.  Dlaczego? 

produkcja zieleniny ma się całkiem dobrze

28. LISTOPADA 2025

PIĄTEK

DZIESIĄTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziesiąty tydzień  oczyszczania przebiegał  normalnie. Rano wypróżnienie raczej zbyt luźne.  Przynajmniej trochę. Na pierwszy posiłek oczywiście surówka z dodatkami, a na drugi przepyszna zupa jarzynowa z boczniakiem i kaszą jaglaną.

*** 

Wieczorem pierwszy mały grzeszek.  Chwila nieuwagi i poszło.  Zostało mi z obiadu pół paczki boczniaków. Myślałem, że wykorzystam je do kolejnej pysznej zupy, ale gdzieś po drodze wpadłem na jakiś diabelski podszept i wymyśliłem sobie boczniaki w śmietanie. Podsmażyłem je delikatnie na łyżce oliwy, dodałem cebule i trzy łyżki jogurtu greckiego i mąki ryżowej.  Lekko, naprawdę lekko, podsmażyłem i wstawiłem do lodówki na jutro. Wszak było już po 18:00, a przecież przyjąłem założenie, że nie będę jadł po tej godzinie.  No i jak łatwo się domyślić, chwilę później zjadłem wszystko. Teraz siedzę z pełnym brzuchem i czuje się kiepsko zarówno fizycznie, jak i mentalnie.  Chwila nieuwagi…

zupa jarzynowa z boczniakami i kaszą jaglaną - symfonia smaku
Domowa produkcja. Od lewej: gotowy kefir z owocami, gotowy kefir cytrynowy, kapusta kiszona, świeży nastaw kefiru

27. LISTOPADA 2025

CZWARTEK

DZIEWIĄTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dziś lekki spacer do sklepu.  Wcześniej wypróżnienie, dość swobodne.  Na pierwszy posiłek oczywiście kefir wodny, a potem garść kapusty kiszonej jako błonnik.  Potem klasyczna surówka. Dodałem trochę mniej jogurtu i zrezygnowałem z fety.   Jakiś czas po zjedzeniu złapało mnie lekkie rozwolnienie.  Takie bez wody, ale jednak szybko po posiłku.   Trudno orzec czy to normalne, czy to kwestia choroby, czy zbyt wiele kefirku, czy może jelita jeszcze nie pracują dobrze.  Obserwuję. 

Micha pełna dobra: sałaty, szpinak, kawałek pomidora, kapusta, marchew, buraki, rzodkiew, pestki dyni, słonecznik, dodatkowy błonnik, oliwa z oliwek, jogurt.

26. LISTOPADA 2025

ŚRODA

ÓSMY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

PIERWSZY TYDZIEŃ OCZYSZCZANIA

PODSUMOWANIE

Za mną pierwszy tydzień oczyszczania. Pierwszy z czterech.  Dałem sobie radę, choć było sporo przeciwności.  Ale po kolei.  Stan mojej osoby w pięciu ujęciach.  Najpierw o sferze mentalnej, potem o zdrowiu fizycznym, czyli stawy, kości, mięśnie itp, potem zdrowie wewnętrzne, czyli głównie jelita, potem dieta, wiadomo, i na koniec waga, czyli cyferki. 

 

  1. ZDROWIE MENTALNE – bardzo dobre. Działam i mam wielką chęć robić to dalej. Każdego dnia dziękuje za to co zrobiłem, jak mi się układa i snuje rozmyślania o tym co będę robił w kolejnych dniach. Wstaję z łóżka z zadowoleniem, staram się jak najwięcej pracować, pisać, planować, przygotowywać potrawy i sprawia mi to przyjemność. Czuję, że jestem na dobrej ścieżce i chcę nią podążać. 
  2. ZDROWIE FIZYCZNE – Trudno o dokładny szacunek, ale z pewnością moja waga zeszła po głodówce o jakieś 10 kg, a to musi się pozytywnie odbić na moich fizycznych możliwościach. Oczywiście stawy są nadal bardzo mocno i nadmiernie obciążone, ale zawsze trochę mniej i to odczuwam. Kolano boli mniej znacznie mniej, czasami nawet o nim zapominam, kręgosłup jakoś daje radę, choć oczywiście boli.  Z powodu kilkudniowej choroby /grypa?/ nie wychodzę na spacery, a szkoda, bo naprawdę czuję, że mam ochotę na dobre spacery. Czekam więc na powrót zdrowia i na poprawę pogody /dziś cały dzień leje/ i chcę chodzić. Chcę również zacząć ćwiczyć, krok po kroku, poprawiać swoją sprawność. 
  3. ZDROWIE WEWNĘTRZENE – to kluczowa sprawa i na razie jestem bardzo zadowolony.  Bardzo znacznie poprawiła mi się sytuacja z jelitami.  Po ośmiodniowej głodówce były biegunki, były bóle, ale potem, z każdym dniem zdrowej diety jest lepiej.  Siedem dni to za mało, żeby coś jednoznacznie stwierdzić, ale wygląda na to, że mojej diecie  jest tak niewiele rzeczy zbędnych, że jelita w zasadzie nie mają zbyt wiele do wydalania.  Na początku załatwiałem się co dwa dni i było super.  Teraz jem trochę więcej i  wypróżnienie następuje  trochę po przebudzeniu.  Dziś była delikatna biegunka.  Nie umiem powiedzieć czym była spowodowana. Być może przyczyną była zbyt wielka ilość pitego rano kefirku wodnego.  Nie wiem. Ale ogólnie jestem bardzo zadowolony. 
  4. DIETA –  rano /czasem to 9.00, czasem 11.00, a kiedy wychodzę do sklepu/na spacer, to nawet 12.00 – 13.00,  piję trochę octu jabłkowego, albo dodaję go kefirku wodnego i wraz z cytryną i wodą sodową pije na początek dnia.  Potem przygotowuję surówkę. Jeśli jest kapusta kiszona, to zjadam garść na początek jako błonnik, żeby zapobiec skokom cukru.  Surówka to zwykle kapusta, sałaty i inne zieleniny, marchew, rzodkiew, buraki, seler naciowy, ogórki, pomidory,  pestki dyni, sezam, siemię, chia, oliwa z oliwek i kefir mleczny lub jogurt grecki. Jako dodatki wrzucam trochę /muszę ograniczyć/ mozzarelli czy fety. Wczoraj zrobiłem domowy hummus i zajadam się grzesznie. Do tego mleko owsiane lub ryżowe i jeszcze pasta orzechowa, oczywiście niesłodzona. Była też zupa jarzynowa z kaszą jaglaną /pycha/  oraz pomidorowa, również z jaglanką.  Chciałbym, żeby w okresie oczyszczania jeszcze nie dodawać jajek.  No i nie jem owoców, Poza dodatkami do kefirku wodnego – nic.  Nawet suszonych owoców – nic. Z owocami też poczekam do końca oczyszczania.  Wydaje mi się, że wygląda to dobrze. 
  5. WAGA – tutaj mam problem, bo moje stare wagi padły, a na tej,  którą kupiłem, zupełnie nie mogę polegać.  Orientacyjnie, ale to bardzo orientacyjnie, z około 160 kg /nie mam pewności, może nawet trochę więcej/  po głodówce waga spadła do około 148 kg, a potem kiedy już powróciłem do spożywania pokarmów, podskoczyła do około 150 kg. Zapewne dużą rolę odgrywa tu fakt, że od pięciu dni praktycznie nie wychodzę z domu.  

25. LISTOPADA 2025

WTOREK

SIÓDMY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

To już siódmy dzień oczyszczania.  Mimo że choroba nadal mnie trzyma, to ogólnie czuję się dobrze. Wpadam w pewien rytm żywieniowy i to dobrze.  Dziś była sałatka z zieleniny, marchwi, buraków, pomidorków, pestek, błonnika, masła orzechowego, jogurtu i fety.  Była pyszna, ale trochę przesadziłem z ilością fety /pół opakowania/ i jutro będę musiał to skorygować.

***

Dziś rano było wypróżnienie, zupełnie dobre, po trzech dniach.  Waga znowu trochę wzrosła. Jutro po pierwszym pełnym tygodniu napiszę dokładne podsumowanie.   

Hummus - produkcja własna, dzisiejsza
Uwielbiam hummus. Trzeba sobie dogadzać 🙂

24. LISTOPADA 2025

PONIEDZIAŁEK

SZÓSTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Choroba nadal mnie trzyma w garści.  A to oznacza, że moje plany oczyszczające są trudniejsze do zrealizowania.  Już chyba czwarty dzień nie wychodzę z domu, a to oznacza po pierwsze pustą lodówkę, a po drugie brak choćby najkrótszego spaceru.  Ale podejmuję wyzwanie i działam.  Ważenia dziś nie było. Na spadek wagi i tak nie mam co liczyć,  a poza tym w mieszkaniu jest zimno. Nie chciało mi się warzyć. 

Dziś zjadałem resztę zupy pomidorowej, a do tego surówka z tego, co było w lodówce, a więc: kapusty kiszonej, rzodkwi, selera naciowego, kawałka mozzarelli,  garści sałat, pestek dyni  i słonecznika, chia i sezamu, dwóch łyżek jogurtu greckiego i trochę oliwy.  Teraz myślę, że znowu zapomniałem dosypać błonnika.  Może jutro nie zapomnę. 

***

Uruchomiłem produkcję parapetową pora i selera. 

23. LISTOPADA 2025

NIEDZIELA

PIĄTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Piąty dzień zmagań.  Gdyby nie poważne przeziębienie powiedziałbym, że jest więcej  niż dobrze. Ale trzeba przetrwać.

***

Uwaga, dziś było wypróżnienie 🙂 Waga dalej pokazuje różne wartości, ale przyjąłem, że dzisiejsza waga to 149,1 kg, a więc minimalnie mniejsza od wczorajszej. Nadal jem tylko warzywa:  surowe i gotowane w zupie, do tego nasiona /dynia, siemię, chia, sezam/, marchew, buraki /muszę kupić/, rzodkiew, ogróek, sałata i trochę oliwy  i kefiru.  Jak widać od tych pięciu dni /plus osiem głodówki/  nie jadłem cukru w żadnej postaci, nawet owoców. 

To dzisiejsza zupa pomidorowa. Trochę biedna, bo nie miałem co do niej dorzucić, jeśli chodzi o warzywa. Więc jest tylko marchewka. Oczywiście z kaszą jaglaną. Do tego łyżka kefiru, łyżka oliwy i pieprz.
Od prawej: nowy dzisiejszy nastaw, resztki poprzedniego, świeży kefir słodzony z limonką, świeży kefir z dodatkiem pomarańczy oraz kiwi.

22. LISTOPADA 2025

SOBOTA

CZWARTY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Rozchorowałem się i to trochę komplikuje moje plany oczyszczające.  Nie wychodzę od wczoraj z domu, nie zrobię dziś zakupów uzupełniających, a jutro niedziela i też ciężko będzie to zrobić, jeśli w ogóle będę w stanie wyjść z domu.   Na szczęście ma trochę wczorajszej zupy i resztki surowych warzyw. Przetrwam.

***

Obiad składał się z marchwi, kapusty kiszonej. rzodkwi, ogórka. chia, siemienia lnianego, masła orzechowego  i odrobiny kefiru,

***

Ważenie przyniosło kolejny kilogram więcej, ale nie zrażam się.  Po pierwsze wczorajszy obiad nadal zalegał jeszcze w moich wnętrznościach, po drugie  po głodówce pewnie waga musi podskoczyć, po trzecie z powodu choroby  nie mam żadnego ruchu, po czwarte jest optymistycznie nastawiony do projektu. Potrzeba czasu.   Póki co  zastąpiłem słodycze, słodkie napoje gazowane, białe bułki i mleko  surowymi warzywami i nasionami.  Brzmi nieźle prawda? 

21. LISTOPADA 2025

PIĄTEK

TRZECI DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Dzień zaczął się od wypróżnienia choroby. Obudziłem się z dużym bólem gardła i katarem.  Słabo.  Nie wiem czy to efekt osłabienia organizmu po głodówce, czy może jednak zbyt niskiej temperatury w moim pokoju,  W każdym razie dziś nie będzie spaceru ani zakupów uzupełniających. Będę musiał ugotować zupkę z tego, co mam w kuchni.  Nadal nie mam wypróżnienia, choć  mam wrażenie, że to się niebawem zmieni.  Czekam więc.

***

Dzisiejsza waga 148,2, a więc trochę więcej niż wczoraj, mimo, że w końcu pojawiło się wypróżnienie.  Nie wiem, czy to właściwa waga z uwagi na brak zaufania do urządzenia pomiarowego, ale przyjmuję, że tak jest i działam dalej.

Teraz gotuję obiadową zupę z marchwi, pora, także zielonych części i kaszy jaglanej.

***

Zupa wyszła gęsta i przepyszna. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że to jedna z najlepszych zup jakie jadłem.  Potrzebowałem tego.  Pyszna.  Polana oliwą i posypana pieprzem.  Cudo.  Na szczęście została jeszcze porcja na jutro. 

20. LISTOPADA 2025

CZWARTEK

DRUGI DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Drugi dzień oczyszczania.  Waga przed posiłkiem podobna do wczorajszej, choć nie mam stuprocentowej pewności, bo waga której używam nie wygląda mi na wiarygodną.  Czyli  147,8 kg.  W sumie jednak może to być prawda, bo wczorajszy obiad i kolacja złożona z dwóch marchewek i buraka, nadal pozostaje w moich jelitach.  Dziś na obiad  podobne składniki do wczorajszych plus kawałek mozzarelli i trochę mlecznego kefiru. Tym razem w formie wymieszanej.  Piłem również kefir wodny, ale na razie nie jest to mój ulubiony napój.  Może jakieś dodatki owocowe poprawią sytuację? 

***

Jest zimno w mieszkaniu, a przynajmniej ja tak  odczuwam,  bardziej zimno niż wcześniej, więc pomyślałem, że może jutro ugotuję i zjem jakąś ciepłą i  prostą zupkę z warzyw na wodzie.  Zobaczymy. 

19. LISTOPADA 2025

ŚRODA

PIERWSZY DZIEŃ

.

OCZYSZCZANIA

Długo na to czekałem, ale w końcu wjechał pyszny posiłek.  Osiem dni głodówki, a na takie smakołyki, to pewnie wieki  czekałem.  Co na talerzu? Kapusta kiszona, rukola, rzodkiew, seler naciowy, buraki, marchew, por, siemię lniane, pestki dyni. ocet jabłkowy i oliwa z oliwek. 

***

Ważenie przed jedzeniem wskazało 147,8 kg.  Co to oznacza oprócz tego, że to wielka waga?   Oznacza, że to wielka waga minus 12.2 kg.  Oznacza, że do roweru pozostało zrzucić 32,8 kg.  No to w drogę!

***

Po południu poprawiłem jednym burakiem, trzema marchewkami i szklanką mleka ryżowego. 

 

18. LISTOPADA 2025

WTOREK

Czas wymyślić konkretne menu na drugi etap wracania do zdrowia.  A drugi etap po głodówce, to 28-dniowe oczyszczanie.  To specjalny czas w oparciu o książkę „Szczęśliwe jelita”.  Oczywiście będzie to dieta  oparta o surowe warzywa, kasze, ocet, przyprawy, nasiona  i różne probiotyki.  Pewnie jutro na dzień dobry  wjadą buraczki, rukola, marchew, pestki dyni i kapusta kiszona z dresingiem z oliwy i octu. 

Machina ruszyła.   Dziś ostatni dzień głodówki.  Czuję się dobrze, dużo lżej, ale jednak spacer do sklepu i paczkomatu po drodze mocno nadwątlił moje siły. Ale zakupy zrobiłem 🙂  Kupiłem również nową wagę, ale… bez baterii.   Generalnie wiedziałem, że kupuje wagę bez baterii i myślałem, że ją uruchomię za pomocą moich akumulatorków.  Ale nic z tego. Waga jest obsługiwana przez zestaw pod kryptonimem CR2032.  Okrągła bateria.  Co ciekawe, miałem takie w domu, ale chyba okazały się zbyt stare i nie udźwignęły tematu wagi.  Chciałem nawet w akcie desperacji pójść zaraz do Rossmanna, ale niebywałe, akurat w moim sklepie towar „chwilowo niedostępny”.  Cóż, jutro zatem kolejny spacer do Auchan . 

17. LISTOPADA 2025

PONIEDZIAŁEK

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

Szósty dzień głodówki za mną. Aktywny dzień.  Wyjazd do sądu i zakupy w sklepie.  Prawie 5 kilometrów.  Niby niewiele, ale biorąc pod uwagę okoliczności, dobre i to.  Zakupy, ciężki plecak, to wszystko dało mi się we znaki i teraz czuję się mocno obolały.  Ale wiadomo – głodówka.  Przy czym  na czwarte piętro wszedłem bez zatrzymania 🙂

 

***

Uruchomiłem produkcję kefiru wodnego.  Dzieje się. 🙂

 

 

W oparciu o książkę „Szczęśliwe jelita”  zrobiłem sobie test dolegliwości przed oczyszczaniem.  Efekt poniżej.  Sporo tego. Każdy punkt miał skalę wartości od 1 do 7.  Suma moich dolegliwości wyniosła aż 291.  Po 28 dniach porównam efekty.  Co rzuca się mocno w oczy, to różnorodność dolegliwości.  O ile raczej oczywistym jest, że wystąpią wszelkie możliwe bóle brzucha, jelit, czy stawów,  to zupełnym zaskoczeniem było dla mnie to, że migreny i bóle głowy, dzwonienie w uszach, załzawione oczy, sklejone powieki, nieżyt nosa, czy kołatanie serca według autora tej książki też mają swoje przyczyny w problemach z jelitami.  Bardzo ciekawe. 

GŁOWA – bóle głowy/migreny, zawroty głowy, bezsenność

OCZY – łzawienie, zaczerwienienie lub swędzenie, spuchnięte lub sklejone powieki, zamglone widzenie

USZY – swędzenie uszu, dzwonienie w uszach

NOS – nieżyt nosa, problemy z zatokami, katar, napady kichania,

JELITA – mdłości, biegunka, zaparcie, uczucie wzdęcia, nadmierne bekanie, gazy,

SKÓRA – pokrzywka, różnego rodzaju wysypki, wypryski, wypieki, uderzenia gorąca, nadmierne pocenie się

SERCE – nierównomierne bicie serca lub brak uderzenia, kołatanie lub przyspieszone bicie serca po posiłku, bóle w klatce piersiowej po lub pomiędzy posiłkami

PŁUCA – brak tchu, trudności z oddychaniem przy wysiłku

UKŁAD MOCZOWY – częsta bądź nagła potrzeba oddawania moczu

STAWY/MIĘŚNIE – bolesność, opuchlizna lub obolałość stawów, artretyzm, sztywność lub ograniczenie ruchomości, bolesność lub obolałość mięśni, uczucie osłabienia lub zmęczenia

WAGA – nadmierne jedzenie/picie, nadmierne przybieranie na wadze, zatrzymanie wody w organizmie

ENERGIA/aktywność – zmęczenie, opieszałość, letarg, brak motywacji do zrobienia czegokolwiek

UMYSŁ – trudności z utrzymaniem równowagi ciała, brak zdecydowania,

EMOCJE – uczucie lęku, strachu, nerwowość

16. LISTOPADA 2025

NIEDZIELA

To już piąty dzień głodówki. Jest dobrze, choć oczywiście trudno nazwać sytuację komfortową.  Niby to tylko pięć dni, ale już czuję lekką ulgę, jakby wszystko przychodziło mi odrobinę łatwiej.  Odrobinę, fakt, ale to zawsze cieszy. Pewnie straciłem parę pierwszych kilogramów, a to zawsze  trochę mniejsze obciążenie dla stawów. Cały czas kombinuję w głowie co będę za parę dni jadł, jak to poukładać, jak sprawić, żeby było zdrowe, oczyszczające i odchudzające.  Burza mózgów.  Mam już za sobą ankietę dolegliwości  z książki „Szczęśliwe jelita”.  Jutro o tym napiszę więcej. 

15. LISTOPADA 2025

SOBOTA

Zdecydowałem, że jednak potrzebna będzie mi  nowa waga łazienkową. Próby reanimowania dwóch poprzednich nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. A bez wagi, to co to za odchudzanie?  Więc szukam teraz  najlepszych opcji.

***

Już w zasadzie miałem zaplanowaną wizytę w sklepie, żeby zakupić wagę, a przy okazji garść produktów potrzebnych  do zdrowej diety, zapasów na pierwsze dni po głodówce.  Ale zabrakło mi determinacji.  Nie poszedłem.  Może to i dobrze, bo chyba w czasie głodówki nie powinno się odwiedzać sklepów z żywnością. 

***

Czytam po raz kolejny  „Glukozową Rewolucję” Jessie Inchauspe. I co ciekawe, rozumiem obecnie znacznie więcej niż  poprzednio.  Może to głodówka wyostrza wszelkie zmysły /pewnie tak/  ale rzeczywiście dziś widzę sprawy związane z glukozą z większą jasnością.  I nie mogę się już doczekać, kiedy zacznę stosować te  zasady w swojej diecie. 

14. LISTOPADA 2025

PIĄTEK

Trzeci dzień oczyszczania. Nie czuję się najlepiej, ale bywało też gorzej. Plan nadal jest taki, żeby cały dzień pościć, a wieczorem wypić herbatę z cytryną i cukrem.  Na razie realizuje ten plan, choć okoliczności nie są sprzyjające. Jest zimno i ciemno, pada deszcz.  Siedzę więc pod kocem, czytam książki, pisze posty, przygotowuję tłumaczenia i jakoś trwam. Trwam i rozmyślam o tym co będzie po głodówce. Planuję zakupy, menu, wymyślam co będę jadł.   Zawsze mnie to fascynuje, że po długim okresie niezdrowego odżywiania wystarczy dzień czy dwa głodówki, by mózg radował się perspektywą jedzenia pomidorów, kapusty kiszonej czy humusu.  Ciekawe. Ale póki co trwa głodówka. 

 

13. LISTOPADA 2025

CZWARTEK

Wygląda na to, że cos się dzieje. Wczorajszy dzień i jeszcze wcześniejsza noc były kiepskie. Rozwolnienie, odwodnienie, bóle.  Wtedy stwierdziłem, że skoro tak, to już nie  mam wyjścia i muszę zacząć działać.  W tej chwili moje „działanie”  polega na unikaniu jedzenia. Jakże mi znajome słowo: oczyszczanie.  Żeby cokolwiek wprowadzić do swojego organizmu zdrowego i wartościowego, najpierw muszę pozbyć się tego, co jest złe.  Stąd ta głodówka. Ile ona potrwa?  Jak zawsze trudno przewidzieć.  Kiedyś przeprowadzałem głodówki trwające 28 dni, ale to odległe czasy. Dziś zadowolę się kilkoma dniami. Pięć? Może siedem?  Zobaczymy jak się będę czuł.  Potem 28 dni oczyszczania jelit w oparciu o specjalną dietę. 

Dziś udało mi się również zważyć.  Tak na szybko.  W butach i ubraniu ważyłem 157 i pół kilograma.  Biorąc pod uwagę, że od dwóch dni nic nie jadłem i zeszła ze mnie woda, to pewnie wartością wyjściową było 160 kg. Długa droga przede mną.  Jak zawsze w takich sytuacjach, gdy rozpoczynam zmagania nawiedza mnie myśl, że to któryś kolejny raz i za każdym kolejnym wagowy prób startu jest o jakieś 10 kilogramów większy od poprzedniego.  

   

12. LISTOPADA 2025

ŚRODA

Być może to jest właśnie ten dzień, w którym zacznę coś robić w kierunku poprawy swojego zdrowia. Jest godzina 16:17 – walczę.  Próbuję.  Przeczytałem książkę „Szczęśliwe jelita”. Macie tak czasami, że czytacie coś i czujecie, że to powstało specjalnie dla Was?  Jak tak mam często, a ostatnio właśnie przy okazji tej książki. Pacjenta miała wszystkie objawy, które dolegają mnie. Dosłownie wszystkie.  Gdyby jeszcze chodziło wyłącznie o brzuch, to można przyjąć, że to w końcu nic zaskakującego, ale gdy przeczytałem, że doskwierają jej także dziwne objawy w uszach, jakby  piski, jakby ciśnienie, które oczywiście i mnie nawiedzają, to uznałem, że to zbyt wiele by to zignorować.  Postanowiłem zacząć naprawiać swoje jelita.  I właśnie dziś może być ten dzień gdy zacznę.  Tak, to będzie ten dzień…