29 września 2016 roku, w kancelarii adwokackiej w Gdańsku, podpisałem notarialną umowę kupna mieszkania przy ulicy Storczykowej znajdującej się na kompletnie mi wtedy nieznanym osiedlu Karczemki. Tak podają kroniki i dokumenty zalegające w szafie.
9 lat. Niby niewiele, a jednak. Prawie połowa kredytu spłacona. A jednak.
Kiedy owe 9 lat temu kupowałem to mieszkanie świat wyglądał zgoła inaczej. Pracowałem w największej na świecie firmie kurierskiej, właśnie dostałem awans /i niewielką podwyżkę/, razem z szefem, który potem stał się moim nieszczęściem zawodowym, oglądałem nowe mieszkanie. W Gdańsku wszyscy suszyli ubrania i domy po kolejnej powodzi stulecia, a ja dostałem od Taty połowę sumy potrzebnej na zakup mieszkania.
Świat toczył się wtedy swoim rytmem.
Iga Światek miała 15 lat, zarobiła swoje pierwsze 10000 dolarów za turniej w Sztokholmie /wartość mojej kuchni/, w rankingu WTA była 903. Peter Sagan był kolarskim mistrzem świata.
Wojtek Smarzowski pokazał w kinach swój „Wołyń”, a Listy do M. miały raptem dwie części. Donald Trump nie był jeszcze prezydentem USA, a na świecie życli jeszcze min: George Michael, Bogdan Smoleń, Fidel Castro, Leonard Cohen, Andrzej Wajda, Andrzej Kopiczyński /Czterdziestolatek/. A także piłkarska ekipa brazylijskiego Chapecoense. Atletico Madryt leczyło właśnie traumę po pechowej porażce w Mediolanie w finale Champions League ze swoim lokalnym rywalem, a w Premier League swój marsz ku nieśmiertelności rozpoczęło właśnie Leicester City. Na konsolach grało się w Mafię III i FIFĘ 17. Właśnie przeczytałem „Uwikłanie” oraz „Gniew” Zygmunta Miłoszewskiego. Byłem młodym /względnie/ facetem. Ola zaczynała studia medyczne, a Filip eksplorował kolejne światy w Minecrafcie i nie palił jeszcze papierosów.
Był ciepły dzień, a ja mieściłem się wtedy w wąskie spodnie /tylko raz na tamtą okazję je założyłem/ i koszulę, które teraz zalegają gdzieś na przepastnym dnie kontenera PCK w oczekiwaniu na lepsze czasy… 9 lat.
