Sprawa rzekomego zbeszczeszczenia krzyża, jako wartości religijnej, która rzekomo miała się wydarzyć w kaszubkim Kielnie jest obrzydliwa na wielu poziomach. Niestety.
Dzieciaki z miejscowej szkoły postanowiły się zabawić i któryś z nich przyniósł do szkoły krzyżyk będący elementem cosplayowego kostiumu na Halloween. Może plastikowy, może wydrukowany w 3D, może kupiony na chińskim Temu. Pobawili się nim, pośmiali, a w końcu powiesili nad klatką z miejscowym szkolnym chomikiem. Nauczycielka zareagowała, nakazała zdjęcie tej zabawki, a gdy nikt z uczniów nie wykonał polecenia, sama zdjęła ten gadżet i wyrzuciła do kosza. I tyle. Musiało upłynąć kilka tygodni i któreś z usłużnych dzieci doniosło rodzicom, a potem już sprawa popłynęła wartkim strumieniem. Donos do telewizji, do polityków, do kuratorium. W Kielnie profanują świętą wiarę.
Oczywiście takiej okazji na polityczną szopkę nie mogli przepuścić politycy PIS, którzy natychmiast karnie zjechali się na Kaszuby i w towarzystwie skrzykniętej naprędce garstki mieszkańców zaczęli bić pianę. Padały mocne słowa, oczywiście niemające wiele wspólnego ze sprawą, ale przecież nie o to tym obrzydliwym ludziom tu chodzi. Tylko o podnoszenie larum, bo tylko w ten sposób są w stanie zaistnieć. Oni nigdy niczego pozytywnego i dobrego nie zbudują. Zwyczajnie nie potrafią. Umieją jedynie siać zło. I to robią.
Niestety, w całą narrację, oczywiście bez sprawdzenia faktów, wpisało się ministerstwo oświaty. Słowa publicznego potępienia za atak na kościół, donos do prokuratury, wniosek do dyrekcji o odpowiednie do sytuacji decyzje wobec niczego winnej nauczycielki. Rzecznik Praw Obywatela uderzył w podobnym tonie. A wystarczyło choćby z tą kobietą porozmawiać. Podobnie telewizja, choć żeby być sprawiedliwym, to po pierwszym ataku medialnym, po publikowaniu w mediach fejkowych zdjęć wygenerowanych przez AI, na których rzekomo uczniowie wyjmują z kosza krzyż, później w końcu porozmawiali z nauczycielką i dopiero wtedy dowiedzieliśmy się jak było w rzeczywistości.
Jakie morały płyną z tej smutnej historii? Wiele. „Obraza uczuć religijnych” to bardzo niebezpieczne narzędzie do prześladowania ludzi rodem ze średniowiecznej inkwizycji. I choć minęło kilka stuleci nadal można się nim posługiwać i atakować ludzi. I ci ludzie mają niewielkie szanse na obronę przed atakiem całego systemu. Bo jakim prawem miłościwy kościół atakuje człowieka nie pytając jak było? Jakim prawem instytucje zwierzchnie jak Ministerstwo Oświaty atakuje „swojego” pracownika nie znając faktów? A rzecznik praw człowieka i obywatela ? O politykach PIS nie wspomnę, to najbardziej obrzydliwa część tego zdarzenia. Zawsze zlecą się jak muchy, nie, nie do miodu. Zawsze wyczują polityczną szansę na sukces. I oczywiście wiara i dekalog nie mają tu czego szukać, chodzi wyłącznie o polityczne złoto. Obrzydliwe do kwadratu. No i na koniec te zdjęcia polityków z miejscowymi dzieciakami, które rzekomo wykazały się wielkim sercem i doniosły rodzicom na „złą nauczycielkę”. A przecież te dzieciaki wiedzą jak było naprawdę, a przecież te zdjęcia z nimi zostaną na długo, bo w dzisiejszych czasach internet bezbłędnie ich wystygmatyzuje. Niestety.
Kiedy tak sobie myślę o historii, o naszych narodowych ciemnych stronach, to mam smutne przekonanie, że w naszym narodzie zawsze znajdzie się ktoś, kto wyciągnie zapałki, gdy trzeba podpalić jakąś stodołę…
