Wieszczyć każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. To zawsze wzbudza zaciekawienie, a ryzyka niepowodzenia nie ma żadnego, bo przecież gdy prognozy zostaną kiedyś zweryfikowane, to przecież nas na świecie i tak już nie będzie. Pan Friedman jakieś dwadzieścia lat temu przedstawił nam swoją wersję świata do roku 2100. Czas według niego minie w towarzystwie wojen i niekończącej się dominacji USA. Chiny będą graczem jedynie drugiej ligi, Japonia będzie w poszukiwaniu surowców będzie parła przed siebie. Polska będzie potęgą aż po Chorwację, będzie parła na Wschód, a po upadku Rosji wchłonie szybko Ukrainę i Białoruś, ale potem będzie się broniła przed Niemcami /serio, znowu?/ a pod bramami Krakowa podejdą… Turcy.

 

Oczywiście zgadzam się, że świat nie był w stanie przewidzieć kolejnych wojen, upadku cesarstw, czy ZSRR i było to wielkie zaskoczenie, w które nie uwierzyłby nikt ze współczesnych, ale już 20 lat po napisaniu tej przepowiedni geopolitycznej niemal wszystko potoczyło się inaczej. Autor nie przewidział nawet w najśmielszych prognozach istnienia PiS czy Donalda Trumpa. Po ataku roSSji Polacy jakoś nie wbili noża w plecy walczącej Ukrainie. Wręcz przeciwnie, Europa jakoś błyskawicznie odcięła się od uzależnienia się od ruSSkich paliw, więc co tutaj mówić o dalszych prognozach…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *