Wojskowe sprzątanie rodem z PRL
Ostatni podczas sprzątania /tak, zdarza mi się to czasem robić/ przypomniałem sobie czasy wojskowe, a konkretnie te związane ze sprzątaniem. A trzeba podkreślić, że to było wyjątkowe sprzątanie. Generalnie powinno w tym momencie mocno wybrzmieć to, że czynności sprzątające zasadniczo nie były praktykowane w celu zachowania czystości /a przynajmniej nie w jakimś dużym wymiarze/ tylko po to, by młodzi żołnierze mieli dużo zajęcia… w czasie wolnym. A wyglądało to tak:
Wartownia to osobne pomieszczenie, gdzie żołnierze pełniący służby wartownicze przebywali przez większość swojego wojskowego czasu. W środku była wykładzina gumowa. Linoleum. Po każdym wejściu żołnierzy wojskowe buty zostawiały czarne śladu na tej gumie. I ktoś z zapędem sadystycznym znalazł na to świetne /i tanie/ antidotum. W roli głównej występowało klasyczne mydełko do golenia. Delikwent wyznaczony do mycia podłogi obierał mydełko nożem na wióry, a kiedy starł już całe, zalewał je gorącą wodę i specjalnym patyczkiem, który stale przebywał na wartowni, jak element wyposażenia, mieszało się to do bólu, znaczy do momentu, gdy piana osiągnie stan całkowicie gęsty. Tak jak śmietana do deserów. I podobnie jak w przypadku tej ostatniej efekt końcowy weryfikowało się wbijaniem patyczka, który nie mógł się przewrócić i próbując wylać odwracając wiaderko do góry dnem. Potem następowała część właściwa. Zawartość śmietany piany wywalało się na podłogę i rozścierało po całym linoleum. A potem żołnierz sprzątający zakładał trampki i przez godzinę lub dłużej rozścierał całą pianę aż do osiągniecia idealnego efektu . Potem już tylko ścierka, szmata, zebranie wody i podłoga z gumy jak nowa. Do czasu kolejnego zabrudzenia przez wchodzących żołnierzy czyli mniej niż godzinę.
Była też pasta do zębów NIVEA, która do mycia zębów nie nadawała się zbytnio, ale świetnie sprawdzała się w roli czynnika czyszczącego okienne szkło. Rozścierało się pastę na całą powierzchnię szyby, a potem gazetami, tak gazetami /zwykle Żołnierz Wolności/ ścierało się pastę z okna, co dawało kapitalny efekt na oknie i niestety, fatalny efekt na podłodze, na którą w wielkich ilościach spadał pył, który chwilę wcześniej był jeszcze pastą do zębów.
