Kto nie lubi filmów przyrodniczych.
Każdy lubi. Kiedy jesteś mały, kiedy brak ci środków na wyjazd albo z jakiegoś powodu nie umiesz wstać z fotela, telewizyjne filmy przyrodnicze dają nam możliwość zwiedzania świata bez biletu na samolot, bez wyjazdu z kraju, bez lęku o ukąszenie węża, bez przeciskania się przez dżunglę. Wystarczy pilot do telewizora.
Oczywiście nie mówię tu o programach, w których najważniejszy jest kontakt przyrodnika z tubylcami, ich rozmowy itp. Wiadomo. Tony Halik palący jointy z indiańskimi plemionami, Dziki Frank „bawiący się” z dzikimi zwierzętami, David Attenborough na tropach przyrody albo ten typ, Gringo, którego kiedyś uwielbiałem, dopóki facet nie sfiksował politycznie. W takich programach najważniejszy jest żywy człowiek.
Ale ja mam na myśli filmy, seriale, w których oglądamy cuda przyrody, najpiękniejsze zakątki naszej planety, pejzaże, widoki. Do niedawna takie rzeczy były właściwie kręcone niemal wyłącznie z kamery naziemnej i to średniej jakości. Czasami próbowano zdjęć z samolotów, ale efekt zwykle nie był korzystny. bo samoloty poruszają się jednak na znacznej wysokości i filmowanie z takiej wysokości nie mogło przynieść dobrych rezultatów.
Aż nadszedł czas dronów.
Dziś dron z kamerą poleci wszędzie. Powoli i majestatycznie będzie szybował nad górami, nad wijącymi się rzekami, nad drogami czy wodospadami. Poleci wszędzie tam, gdzie my sami, nawet będąc na miejscu po prostu nie wejdziemy. I pokaże nam to z niesamowitą jakością 4K. I do tego z kojącą muzyką i komentarzem lektora.
Mam taki rytuał, że kładąc się spać, późno w nocy, włączam sobie na pół godzinki kolejny odcinek „Polski z góry, Krajobrazy świata albo inny film kręcony z góry. Cudowne odczucia. Polecam.
Tam, gdzie pieprz rośnie
Pieprz i Wanilia
Polska z góry
Dziki Frank
Planeta Ziemia
Zycie na naszej planecie
