Moje książki stycznia

Poprzednie miesiące były bardzo obfite pod względem czytelniczym, więc w styczniu musiałem trochę zwolnić.  U mnie już tak jest, że albo masowo czytam książki albo oglądam seriale, albo słucham podcastów.  Nawet człowiek mający tak wiele wolnego czasu jak ja, nie może ogarnąć wszystkich dziedzin sztuki.  

Styczeń przyniósł siedem książek. Z jednej strony to niewiele, ale z drugiej to prawie 3000 stron, z których spora część była ciekawa, a kilkaset wręcz porywające. 

Tak.  Życie Violette podobało mi się tak bardzo, że choć to dopiero pierwszy miesiąc nowego roku, to już mam bardzo mocnego kandydata do Mojej Książki Roku. 

 

Oprócz tego raczej średnio.  Jak zawsze zabawny Terry Pratchett, ciekawe opowieści z pogranicza geografii i map, kolejna opowieść od Kena Folletta. niezłe uniwersum Metro 2033, nowe opowiadania Doroty Masłowskiej i wypad w przeszłość do Pana Samochodzika. 


I wiecie co?  Cofam to, co napisałem wcześniej.  To nie był średni miesiąc. To był bardzo udany miesiąc. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *