Moje książki października

Jak sinusoida, to sinusoida. Po dwóch miesiącach bezczynności, zacząłem znowu czytać. I to z przytupem. 14 książek i ponad 6600 stron, to wynik zacny. Chyba nawet najlepszy w mojej karierze czytelnika. A przecież dwie kolejne książki w zasadzie mógłbym też dopisać do października, ale w obawie przed kolejną sinusoidą pozostawię je na kolejny miesiąc.

14 książek. Co ciekawego było wśród nich? Przede wszystkim doczytałem ostatnią (w mojej chronologii) książkę Cormaca McCarthyego. Zatem poznałem już całą twórczość Cormaca i wypada z żalem powiedzieć, że niestety, więcej nie będzie.

Przeczytałem też ostatnią nieznaną mi książkę Fredricka Backmanna. W tym przypadku kolejna powinna być w przyszłym roju, więc nie jest tak źle. Te siedem dotychczasowych było dobre, albo świetne.

Zakończyłem także cykl Kena Folletta o Kingsbridge, ale od razu przeczytałem dwie z trzech kolejnego cyklu wojennego.

Do tego wreszcie Traktat Wiesława Myśliwskiego, do tego kolejną ciekawą opowieść lekarską. Przypomniałem także sobie autostop po galaktyce.

Zapoznałem się wreszcie (trochę się zbierałem) do Demon Copperfielda. I cieszę się, że to zrobiłem. A także z popularną ostatnio w mediach Wojną Nuklearną.

A także drugą część ekologicznych opowieści Mai Lunde.

I jeszcze parę pomniejszych.



Zacna lektura.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *