Zadziwiająco różne są sposoby docierania do ciekawych książek.

Ja najczęściej przeglądam podcasty poświęcone książkom, audycje, a także twiterowe polecenia.  A najbardziej lubię rankingi i wszelkie podsumowania książek roku.  Czerpię z tego garściami.     Ale bywają inne sytuacje.  Znacząco inne.

Oglądałem kiedyś serial Chyłka   na podstawie  twórczości Remigiusza Mroza.  I jedna z postaci nosiła ksywkę Cormac.  Jak się okazało z powodu uwielbienia do powieści pisarza o takim imieniu, właściwie pseudonimie.

Postanowiłem to sprawdzić  i tak trafiłem, o wiele lat za późno,  na trop wielkiego amerykańskiego pisarza, zdecydowanie TOP 3 współczesnych pisarzy tego kraju.  Potem poszło już gładko.  Przeczytałem WSZYSTKIE  dwanaście jego powieści.   Trzy były wybitne, pewnie ze cztery  świetne, trzy niezłe,  a tylko dwie ostatnie zbyt trudne dla mnie, ale to już była inna literatura pisana pod koniec życia, przypominające bardziej eseje filozoficzne.  Niestety, kolejnych nie będzie.  Cormac zmarł w ubiegłym roku.

Autor opisywał swoje otocznie . Amerykańsko meksykańskie pogranicze.   Rozległy kraj pełen trudnego życia,  walki o przetrwanie.  Ludzi zamkniętych w sobie,  nie okazujących emocji, małomównych, twardych.  Opisywał  ich życie pozbawione pięknych zakończeń.  Ale za to prawdziwe.   Z wielką miłością  opisywał dramat samotności.   W dużej części były to westerny, ale zupełnie nie takie, jakie znamy  z filmów rodem z Hollywood.  U Cormaca nie ma uniesień, miłości, jest tylko prawdziwe twarde życie.   Tu się tak mało dzieje, jeszcze mniej się rozmawia, ale czytając po prostu czujesz to, że siedzisz gdzieś z tymi ludźmi przy ognisku nad ranem, gdzieś daleko na równinach.

Do tego styl jego literatury.  Pisał specyficznie.  Bez znaków wyznaczających dialogi.  Bez dodawania kto mówi.   Czytając stale musisz być skoncentrowany, żeby rozumieć kto do kogo mówi.   I jeszcze ten język, to już pewnie sprawka tłumacza,  stylizowany na język prostych ludzi, pełen błędów.  Nie wiem czy tak mówili kowboje tamtych czasów, ale to też było  trudne do czytania.

Podsumowując:  jestem dumny, ze trafiłem na Cormaca i mogłem poznać jego twórczość.   


PS.

Czasem działa to w drugą stronę.   Kiedyś Ola poleciła mi autora książek kryminalnych.  Tomasz Konatkowski.

I właśnie w powieściach tego autora, główny bohater namiętnie słuchał  muzyka z Kanady. Neila Younga.   I tak, o wiele lat za późno, trafiłem w końcu na trop muzycznej legendy.     Gdyby nie czytanie książek, kryminały Oli i zamiłowanie autora tych kryminałów do muzyki, nigdy pewnie nie trafiłbym na ten gigantycznie wspaniały utwór:


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *