Któż z nas nigdy nie myślał, co zrobi,  jeśli wygra milion w „totka”. Każdy. Ja też o tym zawsze myślałem. W zasadzie w moim przypadku  to rozważanie czysto teoretyczne, bo nie gram w Lotto, ani w żadne inne gry, więc szansa na wygranie jest, powiedzmy to sobie uczciwie, raczej niewielka.

Ale to że nie gram, nie znaczy, że nie zastanawiam się nad tym, co bym zrobił w takim przypadku. Ja nie tylko się zastanawiam, ja mam cały,  wielki i skrupulatny  plan,  co z tymi pieniędzmi zrobię. Plan rozpisany do najmniejszego szczegółu, do pojedynczych nazwisk, kwot, kolorów, terminów. Mam zaplanowane wszystko.

Od razu muszę powiedzieć, że nie bawię się w drobne. Do zrealizowania mojego planu nie wystarczy przysłowiowy milion.

 Kiedyś, mój ulubiony poeta piosenki, Andrzej Poniedzielski, mówił, że pieniądze szczęścia nie dają, ale tylko do kwoty 14 złotych. Mówił chyba 7PLN, ale uwzględniłem inflację. Bo sami zobaczcie. Znajdziesz na ulicy 5 złotych? Fajnie, można kupić sobie oranżadę. Znajdziesz 100PLN, to już super, można dobry obiad w knajpie zjeść. A 1000 złotych? No, tu już trzeba by trochę pomyśleć, żeby nie wydać na głupoty, ale za dużo przecież nie poszalejesz. Nowej pralki czy telewizora za to nie kupisz. Wakacji w Grecji nie spędzisz, chyba że jeden dzień. I tak dalej, itp. A za milion? To już sporo. Kilka problemów finansowych to rozwiąże. Możesz spłacić długi, kredyt mieszkaniowy, zrobić remont mieszkania, możesz nawet kupić nowe mieszkanie, niezbyt wielkie, ale jednak i jeszcze na samochód by zostało. I na wycieczkę do Grecji. I parę nowych sprzętów i parę groszy dla bliskich osób też by się znalazło. Ale w sumie to już niewiele więcej. No, może w moim przypadku to zamiast nowych mieszkań i samochodów na bardzo porządną emeryturę by starczyło. 

Dlatego ja w swoich planach mam wygranie 500.000.000 złotych. Nie wiem do końca czy jest taka loteria, co daje możliwość takich wygranych, w Polsce pewnie nie, ale co tam, pomarzyć przecież można. Eurojackpot, czy jakoś tak. 

 

Spytacie po co mi te 500 milionów?

Odpowiadam: na zbudowanie centrum sportowo-medyczno-edukacyjno- gastronomicznego GKS MORENA GDAŃSK.

 

Co by to miało być? Klub sportowy, który oprócz zajęć piłkarskich (na początek) dodatkowo świadczyłby usługi medyczne dla dzieciaków i edukacyjne też, a wszystko to w pięknej okolicy Las Areny, gdzie wybudowane zostałyby wszystkie obiekty sportowe plus zaplecze gastronomiczne.

Po co to wszystko? Żeby coś ciekawego zrobić dla okolicznej młodzieży, żeby pozostawić coś ciekawego po sobie, a przede wszystkim, żeby skrzyknąć grupę najbliższych znajomych, przyjaciół, rodziny i wspólnie budować ten kompleks. Bo jak kiedyś, w realnym życiu,  mówiłem jako kierownik biura w wielkiej firmie: szukamy fajnych ludzi, a jakaś praca zawsze się dla nich znajdzie. Nigdy odwrotnie.

W moich wizjach widzę już wielki kompleks obiektów. To tylko wizja, więc nie muszę się przejmować tym, że może miejsce, w którym chciałbym to zbudować nie do końca odpowiada rozmachowi projektu. Czy zwyczajnie nie jest tam zbyt mało miejsca. Bo to musi być Las Arena i chyba nie muszę tego nikomu tłumaczyć. Więc przyjmijmy, że miejsca wystarczy, że chodzi o ten obszar:

Co by się tam znalazło? Boisko trawiaste (Las Arena) z małymi trybunami na powiedzmy 1500 osób. Trzy boiska sztuczne, treningowe, pełnowymiarowe, zimą szybko zamykane pod dachem, hala treningowa, z boiskami w środku, kort tenisowy i pływalnia. Do tego parking, zaplecze samochodowe. Od strony ulicy knajpa z najlepszą pizzą w mieście. Bez piwa. Sorry. Z obiadami dla gości. I dla miejscowych dzieciaków. Goście zapłacą, nie za dużo, miejscowe dzieciaki zjedzą za darmo. Muszą tylko pokazać kartę członka Moreny. Za okazaniem tej karty otrzymają dużo więcej, niż tylko obiad. Za darmo potrenują, pograją w piłkę, a do tego skorzystają z drugiej części kompleksu GKS MORENA GDAŃSK – z opieki medycznej i edukacyjnej. Każdy zawodnik Moreny będzie musiał przejść sportowe badania. Nie wiem jak często, ustalę to z fachowcami, może z moją córką. Badania będą obowiązkowe i względnie częste, ale za to darmowe i na miejscu. Do tego podstawowa opieka medyczna i jeszcze dużo więcej, ale o tym za chwilę. Będzie również edukacja, nauka języków, biblioteka, psycholog na miejscu i dużo, dużo więcej. To wszystko na kartę Moreny. Pieniędzy wystarczy. Żeby na dłużej wystarczyło, usługi medyczne i edukacyjne będą odpłatne dla dzieci spoza Moreny. Nie będą drogie, ale kompleks musi na siebie też jakoś zarobić. Do tego będziemy zarabiać na pływalni i kortach tenisowych, ale tylko do godziny 15.30, czyli do czasu rozpoczęcia zajęć w klubie. Po zajęciach, każdego dnia, dzieci będą rozwożone naszą flotą busów i autobusów. Bez przesady, będzie ich tylko kilka w klubie. Autobusów, nie dzieci. Ale będzie za to park maszyn, gdzie odpowiedzialny za wszystko Kierownik Transportu będzie układał harmonogram i dbał o stan techniczny i bezpieczeństwo pojazdów. Bo bezpieczeństwo będzie najważniejsze. Na bramach wjazdowych będzie kontrola, własna ekipa kontrolująca, z Kierownikiem Ochrony, i żaden pojazd nie wjedzie na teren i nie wyjedzie poza teren kompleksu, jeśli nie zostanie poddany kontroli trzeźwości. Jeszcze nie wiem jak to prawnie rozwikłać, ale coś wymyślę, bo Kierownik Działu Prawnego też u nas będzie zatrudniony. 

Kompleks medyczny poprowadzi moja córka. W sensie jeśli na to się zgodzi. Będzie to wszystko organizować, ustalać jakich specjalistów powinniśmy zatrudnić, ewentualnie jaki sprzęt zakupić i jakie usługi medyczne świadczyć. Ustali również z kim będzie chciała współpracować. Jako Kierownik Medyczny będzie również pracować w ośrodku jako lekarz pediatra. Jeśli będzie miała ochotę. Dorabiać do pensji nie będzie musiała, bo zarobki w Morenie będą bardzo dobre, ale pewnie będzie chciała leczyć dzieci.

Dla syna też się praca znajdzie. Jaką będzie chciał. Mogę mu zaproponować na początek pracę asystenta trenera. Potem głównego trenera, ale do tego już wykształcenie jest potrzebne i kursy. Może oczywiście robić inne rzeczy. Wachlarz będzie bardzo szeroki.

A ponieważ wspomniałem, że to będzie miejsce pracy dla przyjaciół, to zaproponuję na początek dobrze płatną pracę przy projektowaniu całości kompleksu partnerowi mojej córki. Wiem, że on nie lubi, jak się mówi o nim jako o projektancie (Pan Inżynier), ale chcę dać zarobić właśnie jemu, żeby wydane pieniądze w rodzinie pozostały. Więc on ma to wszystko zaprojektować. Ale nie ma tak łatwo. To ja mam w głowie pomysł jak to ma wyglądać, on ma tylko to przenieść na papier i przedstawić mi do zatwierdzenia. W tym momencie pomyślałem sobie, że powinno się jeszcze znaleźć miejsce w kompleksie na mały hotelik. Po pierwsze, żeby latem goście mogli na obóz sportowy przyjechać, a po drugie, żeby też z tego dorzucić trochę do budżetu. Nie wiem czy wystarczy miejsca w okolicy na hotel, ale kasy to już pewnie nie, ale to nie problem, to przecież tylko marzenia, więc mogę szybko zweryfikować koszta i podnieść budżet do 600.000.000PLN. Tylko muszę zamienić Eurojackpota na amerykańskiego Powerballa, bo w tym pierwszym takie wygrane się nie zdarzają.

Ok, już zrobione. 600 milionów starczy na wszystko.

Więc projektuję, a właściwie opowiadam o tym chłopakowi swojej córki. Po środku ma być wejście do lasu, bo kompleks kompleksem, ale ludzie muszą mieć nadal  prawo wchodzenia do okolicznego lasu. I będą mieli. Przez wielką, naturalną bramę z roślinności. Ścieżka będzie prowadzić w poprzek kompleksu, wzdłuż stadionu. Stadionik będzie miał po jednej stronie pomieszczenia dla sędziów, szatnie ze cztery, toalety dla sportowców, magazynek na podstawowe rzeczy do pielęgnacji murawy. Po drugiej stronie boiska będą zadaszone trybuny, łazienki, dodatkowe szatnie, magazyny na sprzęt sportowy i co tam jeszcze zaraz wymyślę. Po prawej stronie będą trzy pełnowymiarowe boiska sztuczne do treningów i ewentualnie meczów młodszych drużyn. Zimą boiska zostaną przykryte balonem, żeby można było dalej trenować. 

Po lewej stronie od bramy do lasu i ścieżki dla mieszkańców będzie część, gdzie zajdzie się hala sportowa, pływalnia i korty tenisowe. Hala będzie połączona wewnętrznym przejściem – łącznikiem – z głównym budynkiem klubowym. O tym budynku za chwilę. 

Na końcu kompleksu, za Las Areną,  będą budynki Kliniki „Morena” (tak się będzie nazywała) i budynku edukacyjnego. Będą miały dwa – trzy piętra. Nazwy jeszcze nie wymyśliłem. Wcześniej muszę się spotkać z Kierownikami obu placówek (czyli moją córką i jedną znajomą, co już dawno jej obiecałem to stanowisko, ale ostatnio nam się kontakty popsuły, więc nie wiem jeszcze co z tym będzie) i ustalić ile potrzebujemy pomieszczeń.

 

 Na czele wszystkiego będzie główny budynek klubowy. Będzie miał co najmniej parter i trzy piętra. I wiele ważnych miejsc. Od ulicy będzie wspomniana pizzeria. Wejście od ulicy dla gości, i od strony kompleksu dla sportowców Moreny. Tylko muszę jeszcze wymyślić, jak zrobić przejście, żeby nikt niepowołany na teren kompleksu nie wszedł. Ale tu już liczę na inwencję twórczą partnera mojej córki, w końcu dobrze płacę. Na parterze coś w rodzaju muzeum klubowego, wystawy, ogłoszenia, poczekalnia, jakoś tak. Do tego duża sala konferencyjna, na wykłady, szkolenia, prezentacje, zajęcia taktyczne, itp. Na pierwszym piętrze sale dla Kierowników. Każdy kierownik musi mieć swój gabinet, to oczywiste. Na drugim piętrze jeszcze nie wiem co, ale musi być drugie piętro, w zasadzie tylko po to, żeby było piętro trzecie. Piętro dla mnie. Tu pojawia się od razu pytanie kim ja w tym całym projekcie będę, oprócz darczyńcy wygranych na loterii pieniędzy. Dyrektor Klubu? Może. W sumie znając mnie, to mogę być zupełnie anonimowy. Ale to piętro muszę mieć. Po co? Z wielkiego tarasu na górze, prawie na dachu, będę oglądał mecze na Las Arenie, jeśli nie będzie mi się chciało schodzić na dół, bo ja tam będę po prostu mieszkał. Sypialnia, łazienka, salonik z kuchnią, wystarczy. Jeszcze ze dwa osobne pokoje, jakby ktoś chciał do mnie przyjechać i przenocować. Z większym noclegiem problemu nie będzie, bo przecież przed chwilą ustaliłem, że jeszcze hotelik będzie pod lasem.

O już wiem, co może być na drugim piętrze. Może być duża sala kinowa i telewizyjna. Rozumiecie, klubowe oglądanie Ligi Mistrzów. Tylko chyba powinienem tę salę gdzieś niżej umieścić, zamienić z gabinetami kierowników, bo będzie hałas zbyt wielki, a przecież na górze będę mieszkał ja. Więc zamieniam.

Mam już z grubsza wszystko, ale zostało jeszcze parę drobiazgów i jedno zwieńczenie, z którego jestem bardzo dumny. To znaczy, byłbym dumny, gdybym wygrał  te miliony w amerykańskiej loterii i chłopak mojej córki potwierdziłby, że to możliwe do zbudowania. Te drobiazgi, to siłownie na powietrzu, jakieś ławki do posiedzenia, żebym wieczorem usiadł pod drzewem, książkę poczytał,  takie tam. 

A ta ostatnia rzecz, to będzie tor, ścieżka, bezkolizyjna trasa do biegania. O łącznej długości co najmniej 1000 metrów, nie przecinająca się z ludźmi chodzącymi na boiska, z mieszkańcami wchodzącymi do lasu. Rozumiecie, ścieżka raz w górę, raz dół, nad płotami, nad drogą w lesie, z  zakrętami, takie coś jak podwieszana kolejka w parku rozrywki, tylko oczywiście nie taka stroma. Albo to metro w niemieckim mieście,  Wuppertalu, chyba.  Chodzi o rekreację, o ćwiczenia motoryczne dla zawodników itp. Piękna bieżnia wśród drzew i krzewów. Tu już chłopak mojej córki musi się wykazać. Narysowałem mu moją wersję projektu. Wiem, że nie wygląda na projekt, ale ja nie umiem rysować, a to co mi wyszło, to jedyna forma, która mi jakoś wychodzi, z naciskiem na jakoś.

Tak właśnie widzę ten nasz kompleks sportowo- medyczno-rekreacyjno-gastronomiczny.

 

A co z ludźmi?

No właśnie, do tego projektu potrzebni są ludzie. Ale nie byle jacy ludzie, tylko tacy, z którymi chce się wspólnie zmieniać świat na lepszy. Stąd pomysł na grupę moich dobrych znajomych i przyjaciół.

Myślę, np. o mojej świetnej pracownicy z dawnej pracy, która przyjechała do nas z kraju, gdzie teraz ruSSkie bomby spadają. Jej chciałbym powierzyć stanowisko Kierownika Księgowości. Nieważne kogo będzie chciała zatrudnić, jeśli się zgodzi, z nią chciałbym pracować. Myślałem nawet o tym, ze jej dorosłe córki też mogłoby u nas pracować. Oczywiście wiem, że to przesada, bo po pierwsze ich nie znam, nigdy nie widziałem, nie wiem co robią albo co chciałyby robić w życiu, i czy chciałyby pracować razem z mamą. Ale miałbym ciekawe zajęcie. To oczywiście wydaje się ciekawe dla mnie, ale zaproponowałbym. Swojemu synowi bym też zaproponował, takie to wydaje mi się ciekawe. 

 

A na czym to miałoby polegać? Na odwiedzaniu i sprawdzaniu placówek domów dziecka i innych tego typu miejsc i składaniu propozycji zajęć dla dzieciaków. Oczywiście darmowych, z dowozem i odwozem na miejsce, bo jak wspomniałem będziemy mieli swoją flotę klubowych pojazdów. Szukalibyśmy takich zdolnych dzieciaków, chętnych do gry. Wiem, że to takie proste, że chciałbym im pomagać, ale teraz sobie myślę, ze to jednak nie jest takie do końca proste, bo co z tymi, co też chcieliby, ale umiejętności za wiele nie mają? Muszę się w tym temacie naradzić z kimś mądrym.

 Wprawdzie zajęcia sportowe według wstępnego planu miałyby polegać na tym, ze w każdej kategorii wiekowej byłyby dwie drużyny. Ta lepsza i ta gorsza. Wiem, to trochę wykluczanie, ale to jednak sport, nie zawsze da się tego uniknąć. Pomysł mój osobisty był taki, że mamy więc dwie grupy i one sobie trenują i po każdym okresie, cyklu, dwóch – trzech najlepszych z tej drugiej grupy przechodzi do tej pierwszej i realizują swoje marzenia. Oczywiście ci drudzy też mają regularne zajęcia, uczestniczą w rozgrywkach, tylko wszystko dostosowane jest do ich  poziomu. Chodzi o to, żeby ci którzy chcą się tylko bawić grą w piłkę, nie stawali na drodze tym, którzy chcą bardzo poważnie trenować. Wiem, ze to brzmi niebezpiecznie, ale wierzę, że da się to pogodzić. Oprócz tego pomagalibyśmy tym dzieciakom z domów dziecka, wszystkim,  wsparciem finansowym, organizacją wakacyjnych obozów, zakupem sprzętu sportowego itp. Osoby pracujące w tym dziale (jeszcze go nie nazwałem) będą się właśnie tym zajmowały.

Do pracy będę oczywiście potrzebował szerokiej grupy trenerów i asystentów, fachowca od pływania, tenisa, może koszykówki.

Potrzebował będę też kierowców. Bo będzie park maszyn, już mówiłem. A więc dwa autokary klubowe, pięknie odmalowane, ze trzy busy na 18 osób, też odmalowane i ze dwa samochody. Taksówkami przecież nie będę jeździł. Do tego kierowcy. Ciekawe czy mój kolega z poprzedniej pracy by się zgodził szoferem w klubie zostać. Moim szoferem. Ciekawe. Kierownika Transportu też już wyznaczyłem. Wprawdzie w tej chwili pracuje w miejskiej komunikacji, ale jakoś go przekonam. Pewnie finansowo.

A co z pieniędzmi? Zakładam, ze koszt budowy tego ośrodka zmieści się w 150 milionach, Pojęcia nie mam jakie to będą koszty, ale uważam, że wystarczy. I już. 200 milionów będzie złożone na koncie i będzie dawało procenty. Z tych procentów będą wypłacane pensje, Jeśli dobrze policzyłem, powinno wystarczyć. 

Budżet płacowy będzie wynosił około 1 miliona złotych. Gruba kasa. Skąd taki duży budżet? Tak na szybko w klubie będzie pracowało prawie 100 osób. Muszą dobrze zarabiać, bo to ma być dla nich praca dająca satysfakcję i dobry poziom życia. Dlatego tyle. 

 

A konkretnie? To ciekawe pytanie, które sam sobie zadałem. Muszę zdradzić jedną rzecz. Ten mój plan nie powstał dziś, ani nawet w ubiegłym tygodniu. On powstał już lata temu. I pamiętam, że kiedy na początku szacowałem koszty operacyjne, to wyszło mi, że zarobki podstawowe będą się kształtowały na poziomie 5000 złotych. No, może dorzucę dwa tysiące, gdyby ktoś się wahał. Ale lata minęły, trochę się pozmieniało i teraz pensje muszą być wyższe. 

Ustaliłem, że zarobki kierowników będą wynosiły 25.000 złotych. Sporo, ale też wymagania będą spore i jeszcze większa odpowiedzialność. Każdy kierownik będzie miał grupę ludzi, z którymi będzie współpracował.

Trenerzy piłki – 10.000

Asystenci – 6.000

Kierowcy – 8.000

Ochrona – 6.000

Czystość – 6.000

Prawnicy – 15.000

Księgowość – 9.000

Medycy – 15.000

Edukacja – 12.000

Informatycy – 10.000

Marketing – 10.000

Tenis – 8.000

Pływalnia – 10.000

Hala – 8.000

Murawa – 10.000

Bar – 7.000

To oczywiście wstępne szacunki. Chciałbym wprowadzić surowe zasady bezpieczeństwa. Kontrole drogowe, kontrole trzeźwości, badania lekarskie. Każdy może popełnić błąd, ale jeśli to będzie błąd zagrażający bezpieczeństwu dzieci, to będzie jego ostatni dzień w pracy. Podobnie z alkoholem. Nie będzie tolerancji dla nikogo.

W każdy poniedziałek o 12.00 w dużej sali konferencyjnej będziemy mieli narady kierownictwa. Każdy musi być, każdy przedstawi sprawy związane z prowadzonym przez siebie działem. Pomysły, problemy, sukcesy. Pełna transparentność.

Tak to widzę. Teraz sobie pomyślałem, że brakuje telewizji klubowej. A telewizja klubowa być musi, wiadoma rzecz. Ale spokojnie. Zmieścimy się w tym milionie budżetu.

A więc 150 milionów na projekt, 200 milionów na konto i z tego co miesiąc budżet płacowy. Kolejne 50 milionów jako zabezpieczenie przyszłości. Powiedzmy 100 zainwestowane w inne biznesy. Może jednak przesadziłem z tą podwyżką wygranej w loterii? Może 500 w zupełności wystarczy?

Do tego jednak będziemy regularnie zarabiać. Każdy element kompleksu będzie na siebie zarabiał, żeby opłacić prąd, wodę, konserwację itp. Każdy. Jak już wspominałem, zawodnicy Moreny będą mieli darmowy dostęp do każdej usługi, pomocy czy zabawy. Rodzeństwo zawodników Moreny także do zabiegów medycznych. Ale pozostali będą musieli zapłacić za korzystanie z pływalni (20 złotych), czy wynajęcia kortów tenisowych (50 złotych), hali sportowej (200 złotych), boiska piłkarskiego (200 złotych). Boisko będziemy wynajmować tylko sztuczne. Murawa pozostanie wyłącznie dla Moreny. W ten sposób obiekty „zapracują” na swoje utrzymanie. Wcześniej pomyślałem sobie, że jeden z obiektów, np. korty tenisowe, będzie ze swoich zysków, z nadwyżki, bo tu mniej prądu potrzeba do codziennego użytkowania, a więc z tej nadwyżki będziemy finansowali pomoc dla domów dziecka. Każdego miesiąca, co do złotówki, ta nadwyżka zostanie przeznaczona dzieciakom. Taki jest plan.

Czy to już wszystko? Chyba tak. Resztę dopracuję, gdy już Amerykanie wpłacą mi na klubowe konto te dolary wygrane w loterii… 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *