W czerwcu przeczytałem tylko trzy książki. Niewiele, wiadomo. Dlaczego tak mało? Paradoksalnie czułem spory głód czytania, ale cóż, inne sprawy okazały się ważniejsze, trudniejsze, w życiu i przez wiele dni tego miesiąca nie mogłem sięgnąć po książkę. Trudno takie sprawy zaplanować.
Korowód Jakuba Małeckiego, to trzecia jego książka przeczytana przeze mnie. Na pewno najtrudniejsza, ale jak poprzednie napisana takim językiem, że czytanie sprawia przyjemność. Tak po prostu.
Cyberpunk Rafała Kosika, to miała być odskocznia. Znam bardzo dobrze jego serię młodzieżową o Feliksie, Necie i Nice, więc chciałem zobaczyć jak pisze dla starszej młodzieży. Pisze ciekawie, dobrze się to czyta, ale temat postapokaliptyczny, cybepunk, to jednak nie są moje klimaty. Ale jeszcze spróbuję innej jego powieści SF. Trzecie, ale zdecydowanie największa powieść to kolejna część cyklu średniowiecznego Kena Folleta. Nie tak dobra, jak ta dotycząca wieku X, nie tak świetna, jak ta z wieku XII, ale też wciągająca.