Moje książki marca
To był dobry czytelniczy miesiąc. Nawet bardzo dobry. Być może nawet najlepszy. Przeczytałem aż 10 książek i to rzeczywiście był bardzo intensywny czas.
Co pozostanie mi w pamięci?
Na pewno powieść historyczna Kena Foletta. Dawno temu oglądałem serial na podstawie jego najsłynniejszej powieści "Filary ziemi", a teraz właśnie zainteresowałem się prequelem tego cyklu. Wyszło świetnie. Książka wciągająca, choć pisana prostym językiem, historie mocno przewidywalne, a jednak wciągająca bardzo. Przeczytałem tej prequel, a teraz zabiorę się za cały rozrastający się cykl.
Przeczytałem również kolejną powieść Cormaca McCarthyego. Zostały mi już tylko dwie. Powieść zamykająca cykl Trylogii Pogranicza. Nie tak świetna jak poprzednie, ale jednak świetna.
Była też opowieść Colsona Whiteheada o chłopakach z amerykańskiej szkoły dla młodocianych przestępców, czyli mówiąc wprost poprawczaka. Opowieść oczywiście z czasów rasizmu i nieposzanowania ludzi innych ras w Ameryce.
Do tego naukowo filozoficzne rozważania o życiu Carla Sagana, dwie kolejne zabawne historie ze Świata Dysku Terryego Pratchetta, kontynuacja opowieści Remigiusza Mroza i światach równoległych powiązanych w tunelach Riese i jeszcze jedna książka, którą wypożyczyłem przez pomyłkę.
Była też powieść Larsa Christenssena, którego to opowieści bardzo lubię, a na koniec wisienka na torcie: Ciało - Billa Brysona. Tak, jak on to potrafi, z humorem, ale przede wszystkim z wielką wiedzą opowiada o naszym ludzkim ciele. Naprawdę fascynująca czytelnicza przygoda.
Ja widać sporo tego było, ale było warto.