Dobrzy ludzie mówią mi, że człowiek musi upaść na kolana, na ziemię, żeby zrozumiał, że jest na samym dnie i dopiero wtedy ma realną szansę odbić się, wrócić do życia, stanąć na nogi. Bez tego upadku, bez tego uświadomienia sobie, że gorzej już nie może być, nie ma szans na odrodzenie.
Pewnie jest to prawda, pewnie tak to działa, ale ja się pytam co na to statystyki? Ilu ludzi na dziesięciu wstaje z kolan? Jeden? Dwóch?
A co z pozostałymi ośmioma?
Pytanie z psychoterapii: co lubię robić, co sprawia mi przyjemność?
Odpowiedź: Lubię spotkać się z rodziną. Lubię przyjść do Oliwy i posiedzieć z Moniką, Olą i Filipem. Lubię zjeść u nich pyszny obiad i nawet zagrać w rummikub.
Lubię przeczytać dobrą książkę. Lubię obejrzeć dobry serial. Trochę lubię obejrzeć jakiś mecz, ale ostatnio tylko trochę. I to chyba wszystko. Nie za wiele, prawda?
Tydzień temu zadzwoniłem do swojej przyjaciółki z życzeniami urodzinowymi. Zawsze dzwonię. Nie odebrała. Była niedziela, może poszła z mężem do kina albo do teatru. W końcu to urodziny. Napisałem SMS z życzeniami. Odpisała mi po godzinie, że ma gości, że dziękuje, że oddzwoni. Zrobiło mi się smutno, przykro. Przecież ja wiem, że jest niedziela, że ma urodziny, że może mieć gości. Ale czy ja nie jestem jej gościem? Czy ja chcę jej przeszkodzić? Przecież chciałem tylko przekazać kilka zdań i nie przeszkadzać. Nie oddzwoniła.
Parę dni temu pisałem do innej bliskiej osoby. Miała ważne zadanie w pracy. Pomyślałem, że będzie miło, jeśli dam znać tej osobie, że ją wspieram. Wieczorem poczekałem do końca pracy i zapytałem o rezultaty tego dnia. Powiedziała mi, że to ciekawa historia i zadzwoni jutro, bo ma wolny dzień w pracy. Minęło kilka dni. Nie odzwoniła.
