Dwa tygodnie temu pisałem, że robię coś ze swoim życiem, ale nie chciałem nic pisać, bo często tak było, że coś zapowiadałem, coś sobie postanawiałem, a potem kończyło się różnie, zazwyczaj kiepsko.

Tym razem poczekałem na efekt.

Mam za sobą 21 dniową głodówkę.

Łatwo nie było. To była moja czwarta taka przygoda ze zdrowotnym oczyszczaniem, ale żadna wcześniejsza nie była tak trudna. W czasie poprzednich zdarzało mi się nawet chodzić normalnie do pracy - teraz t obyłoby niemożliwe. Piłem wodę, wspomagałem się elektrolitami, ale czułem się pozbawiony zupełnie sił. Końcówka to była już walka o życie.

Ale dałem radę. Zrobiłem to, pomimo trudności. i tylko to się liczy.


Końcówka była wręcz dramatyczna. 22 dnia głodówki miał być sok jabłkowy na wyjście. Plan był taki, że wyskoczę na chwile z domu do najbliższego sklepu po sok jabłkowy i tyle, ale oczywiście poczułem się mega mocny i poszedłem dalej do sklepu na duże, warzywne zakupy. Godzina chodzenia po sklepie, potem powrót z kilkunastu kilogramowym plecakiem i przed samym blokiem zupełnie zgasłem. Wyczerpałem paliwo.

Jak na złość padał mocno deszcz i nie miałem gdzie usiąść i odpocząć. Do klatki wszedłem resztką sił a potem zaczął się koszmar.

Nie byłem w stanie zrobić kroku. Zupełnie. Wchodziłem na górę ponad 20 minut. Schodek po schodku. Bez końca. Pół piętra przed końcem chciałem zjeść trochę glukozy na szybką poprawę sił, ale nie miałem siły rozerwać torebki z cukrem. Organizm krzyczał. Dawał mi znać, że to KONIEC SIŁ.

Dotarłem. Otworzyłem drzwi. Nie miałem siły zamknąć na klucz. Położyłem się w butach i mokrej kurtce do łóżka. Po dwóch godzinach organizm trochę doszedł do siebie. Jeszcze w nocy bolały mnie płuca, gardło, zęby - wszystko. Opróżniłem bak ze wszystkich zapasów paliwa.


Pewnie to miało znaczenie, że kolejne dni wychodzenia z oczyszczania był tez trudne. Byłem słaby, prawie mdlałem.

Na szczęście dziś - piąty dzień po głodówce - już jest lepiej. Już mogę wyjść z domu i spokojnie chodzić.

Zaczynam też dietę. Na razie uruchomiłem ponownie malakser i wyciskarkę wolnoobrotową. Pierwszy daje mi całe michy surowych warzyw - drugi soki z warzyw, owoców i zieleniny. No, a dziś była zupa.

Zupa z porów i zielonego groszku, na podduszonej cebuli, czosnku, zalana cieniutkim mlekiem kokosowym, zrobionym dzień wcześniej w domu przeze mnie. Co to był za smak?

Znowu poczułem słodycz naturalnych buraków, kukurydzy, czy pyszność rzodkiewek.

Super sprawa.

Na razie w diecie tylko surówki, soki, zupy warzywne. Do tego zielenina, jęczmień, już rosną mi w domu kiełki. W przyszłym tygodniu dojdą kasze i orzechy.

Czy schudłem? Oczywiście. Schudłem ponad 18 kilogramów, ale tutaj nie chodzi o to ile schudłem, ale o to, ile jeszcze muszę schudną.

Działam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *