Czasem staję przed lustrem i piszę jak jest. Niezbyt często. Cechą wspólną tych raportów jest to, że za każdym razem patrzę na przyszłość w miarę optymistycznie, choć za każdym razem rzeczywistość jest coraz gorsza.


Jak jest tym razem? Źle.

55 lat i jeszcze prawie osiem miesięcy. Czego pragnę? Żeby chciało mi się chcieć.

Żebym rano widział potrzebę wstania z łóżka. Żebym znalazł choć jeden pomysł warty zrealizowania. Póki co, nie znajduję.

OK. Przeczytam kolejną książkę, obejrzę kolejny serial wrzucę coś na Oficjalną Stronę Klubową Moreny Gdańsk albo portal o pomorskiej piłce pomorskieligi.pl. Więcej nie pamiętam.

Bo chyba nie ma nic więcej. Od czasu do czasu trochę spraw związanych z Moreną Gdańsk, w końcu jestem vice-prezesem klubu. Dwa razy w tygodniu telefon od Oli. Tak, dla tych telefonów warto jeszcze trochę pożyć.


Mieszkania sprzątać mi się już nie chce. Przecież i tak nikt mnie nie odwiedzi. Więc tak sobie tu żyję. Dno.




A świat wcale nie ma zamiaru zamigotać.




Nie chce mi się pisać co mnie boli, co mi dolega. Zbyt wiele. Od takich rzeczy, które życie utrudniają, czynią je uciążliwym, przez takie, co sprawiają, że nie mogę się schylić, aż do takich, które deprymują tak bardzo, że boję się wyjść z domu dalej niż 100 metrów od łazienki.

I nie mam siły nic z tym zrobić.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *