Jak zostałem prezesem (vice)

Z Gdańskim Klubem Sportowym Morena jestem związany od 2009 roku, czyli od 14 lat.

Zaczęło się od tego, że Filip zaczął uczęszczać na treningi piłkarskie na Morenie, ja zacząłem się pojawiać na jego meczach, zaangażowałem się w życie klubu, a potem już się potoczyło. Jeszcze w tym samym, 2009, roku założyłem stronę klubową. W zasadzie wskrzesiłem, bo wcześniej istniało kilka, ale wszystkie prędzej czy później upadały. Ta moja istnieje do dziś, choć przechodziła już tyle zmian, wliczając w to adres, że zupełnie już nie przypomina tej pierwotnej. I tak to się toczyło. Zacząłem się angażować w różne przedsięwzięcia klubowe, zorganizowałem zakup koszulek klubowych dla Filipa i jego kolegów z boiska, a potem stałem się, można by rzec, prawą ręką Rafała. Trenera i Prezesa w jednym. Upłynęło wiele lat, stałem się dość istotną osobą w klubie. Zajmowałem się wszelkimi kontaktami z PZPN. Prowadziłem klubowy extranet, rejestrowałem zawodników w Pomorskim Związku Piłki Nożnej (na początku ręcznie, papierowo, stojąc po kilka godzin na korytarzu Związku), przeprowadzając klubowe transfery, pisząc wnioski, zapytania, odwołania, prośby i wszystko co tylko się dało. Byłem także kierownikiem jednej z drużyn. Aż wreszcie (kiedy to minęło?) w 2022 roku Rafał pozostawił Morenę. Tak z dnia na dzień. Zostaliśmy osieroceni. Bez prezesa klubu, bez dostępu do dokumentów, bez licencji, bez wiedzy i doświadczenia. Na szczęście na horyzoncie pojawił się Maciej, który chciał to wszystko kontynuować. To był długi rok. I bardzo trudny. Pełen zwątpień, gdy byliśmy blisko rezygnacji i przysłowiowego zgaszenia światła. W szybkim tempie musiałem nauczyć się wielu spraw, przypomnieć podstawowe zasady księgowości i po długich bataliach działamy dalej. Żeby to wszystko usankcjonować Maciej został Prezesem Moreny a ja jednym z Vice-Prezesów. Obiecałem, że jak będą chętni do gry, to pomogę. Byli, więc nadal pomagam. Czego to ja się nie nauczyłem? Począwszy od rocznych sprawozdań finansowych, przez CIT, NIP, REGON, UPO i wiele innych dokumentów. Mam na siebie (sam go sobie nadałem) elektroniczny podpis kwalifikowany. Umiem wiele rzeczy.

Dziś po raz trzeci byłem w banku, żeby założyć konto klubowe. Podpisałem tę umowę, ale to chyba nie koniec. Bankowi brakuje jakiegoś jeszcze jednego upoważnienia. Pewnie jutro lub pojutrze je dowiozę.

Byłem też dziś na spotkaniu z Prezesami LWSM Morena. To trudny dla mnie temat. Musiałem wyjść z domu. Musiałem coś sensownego na siebie włożyć. Opanować nerwy i ból brzucha. Na takim spotkaniu nie byłem od dawien dawna. Oczywiście niewiele uzyskaliśmy, bo trudno było liczyć na przychylność Spółdzielni. Ale nie będę się żalił. Obiecałem Maćkowi, że na razie nie. Przynajmniej zrobiliśmy, co w naszej mocy. Sen o graniu na Las Arenie rozpływa się. I jest coraz dalej.

Narysowałem także nowy herb klubowy. Żaden ze mnie grafik, ale zdecydowałem, że czas na zmiany. Nie dlatego, że to teraz nasza Morena, że jakaś nowa i że trzeba się odciąć od tego, co było. Przeciwnie. Chcemy wbrew trudnością kontynuować to, co trwa nieprzerwanie już 28. rok. A herb warto odświeżyć. Czy jest ładny? Mnie się podoba. I wpisuje się jakoś tam w obecne trendy prostych grafik.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *