
Wojna trwa...
Wojna - to zawsze było coś, co znałem z książek i z filmów. Ewentualnie z odległych krajów, takich jak Iran, Irak czy Kuwejt. Na tyle odległych, że nie mogły na mnie bezpośrednio wpłynąć. Aż do czasu, kiedy barbarzyński naród ruSSKi najechał swojego i naszego sąsiada Ukrainę. 24 lutego tego roku.
Mało się znam na świecie, ale wydawało mi się, że do tej wojny, w takimwymiarze, nigdy nie dojdzie. Bo i po co? Najeźdźca już osiem lat wczesniej odebrał zbrojnie Ukrainie Krym i znaczna część Donbasu. Lata mijały, mniejsze i większe potyczki co pewnien czas przsuwały granicę w Donbasie, ale więcej nie działo się. Aż pod koniec ubiegłego roku stało się jasne, że ruSS to nie wystacza. Putin chciał więcej. Chciał całej Ukrainy, zapewne jako symbol swojej siły, swojego panowania nad okolicznym światem. o przecież nie tylko ukraińskią ziemię deptały ruSSkie buty. Gruzja, Czeczenia, Armenia, Azerbejdżan, Kazachstan i inne kraje, które nie mogą żyć samodzielnie, bo co chwilę Mokswa przypomina im o swojej władzy.
Wielkie manewry wojskowe na Białorusi, tysiące wojska i ewidentne przygotowania do wojny. Nie wierzyłem w wielką, prawdziwą wojnę, bo i komu ona potrzebna. Kiedy w Chinach dobiegły końca zimowe igrzyska olimpijskie świat odliczał czas do wojny. Aż do 24 lutego.
To był straszny czas. Z jednej strony dramat Ukrainy, która zawsze była blisko w moim sercu, a z drugiej przecież to wszystko tuż pod naszymi granicami. Wizja klęski naszego sąsiada i ruSSKie czołgi tuż obok naszych granic, to nie było nic dobrego. Pierwsze godziny i już było jasne, że to nie żaden mały konflikt, żadna specjalna operacja wojskowa (jak to kazał nazywać Putin), tylko pełnoskalowa wojna. Napad jednego państwa na inne, suwerenne, państwo.
Pierwszy dzień przyniósł dramatyczne obrazy z Kijowa, pod którym lądowały ruSSKie oddziały, które (dziś to wiemy) miały szybko i sprawnie przejąć stolicę kraju, wyeliminować ukraińskie władze i przejąć nad krajem kontrolę. Jednocześnie zajmując Chersoń, północ kraju, inne tereny. To był dzień, a potem noc, kiedy człowiek bał się kłaść spać, z obawy przed tragedią. Kolejne poranki, to gorączkowe włączanie serwisów informacyjnych w obawie przed najgorszym - przed upadkiem Kijowa i całej Ukrainy.
Ale Ukraina przetrwała najgorszy czas.
ruSS nie przewidzieli kilku rzeczy. Że demokratyczny świat bardzo szybko i skutecznie zareaguje na ten barbarzyński konflikt ogromnym wsparciem dla braniącej się Ukrainy, także militarnym, sankcjami dla ruSS i stworzeniem frontu oporu wobec drugiej armii świata.
Drugiej rzeczy, kórej moskiewcy stratedzy nie przewidzieli, bo chyba nie mogli, to Wołodimir Zełeński - prezydent Ukrainy. Człowiek, który trafił do wielkiej polityki z telewizyjnego serialu. Przez pierwsze lata, jak to w Ukrainie, bez wielkiego poparcia, ale los dał mu szansę w postaci wojny. I on tę szansę wykorzystał. Wbrew zapowiedziom nie uciekł z kraju na emigrację tylko schronił się w kijowskim bunkrze i godzina po godzinie, dzień po dniu, słał do swego narodu i całego świata wieści, że Ukraina ciągle się broni i bronić się będzie. Z czasem stal się symbolem walki, oporu i narodowej jedności.
russ nie zdobyło Kijowa. Miasto obroniło swojego prezydenta. Wsparcie ze strony Białorusi nie przyniosło szybkiego zajęcia kraju. Ukraina zaczęła skutecznie bronić się przed drugą armią świata. Z czasem okaże się, że ta druga armia świata, to jednak nie taka potęga i można z nią rywalizować.
Ukraina broniła się. Do historii przeszły już bohaterscy żołnierze z Wyspy Węży, czy obrońcy Azovstali w zrównanym z ziemią, ale ciągle bronionym, Mariupolu. Analitycy, po kilku tygodniach walk przewidywali, że to może być długotrwały konflikt. I mieli rację.
Dziś, po dziesięciu miesiącach walk, sytuacja jest zgoła odmienna. Ukraina obroniła stolicę, odbiła Chersoń na południu, wyparła wojska ruSS z Charkowa i okolic, aż poza granice swojego kraju, odbiła sporą część Donbasu, zapewniła sobie bezpieczeńśtwo na południu. Przeszła do wielu udanych kontrataków. To ona dziś rozdaje wojenne karty.
Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie wsparcie militarne Zachodu, w tym Polski, gdyby nie wsparcie finasowe i wojskowe USA i NATO, które oczywiście szybko wyczuły szansę unicestwienia odwiecznego ruSSKiego wroga rękoma i krwią ukraińską.
Niestety, Putin i jego wojsko, nie mogąc sobie poradzić w polu ze świetnie wyszkoloną i zdeterminowaną armią Ukriny zaczął nękać ten kraj codziennymi nalotami rakietowymi całego kraju. Rakiety spadały i spadają wszędzie. Zabijają bezbronnych cywili, którzy zamienili swoje normalne życie na zycie w bunkrach. Także w pobliżu polskich granic. W końcu stało się to, że jedna ze zestrzelonych rakiet spadła na stronę polską i zabiła dwóch polskich obywateli.
Wojna trwa. Świat dowiedział się wielu rzeczy. Po pierwsze tego, że ruSS armia jest do pokonania. Po drugie, że to barbarzyńcy. Na terenach, które Ukraińcy odzyskiwali po wyparciu ruSSKich wojsk znajdowano masowe ślady tortur, zbroni wojennych, zabitych cywilów, wywiezionych do ruSS ukraińskich dzieci i tak dalej.
Świat jest po stronie Ukrainy. Prawie cały świat. Wykluczono sportowców ruSS z cywilizowanego świata (poza specyficznym tenisem). Iga Świątek oprócz pieniędzy, okazuje wsparcie Ukrainie grając do dziś z ukraińską wstążeczką na czapeczce.
Najlepsze, co mogło nas sptkać w tym strasznym, wojennym czasie, jest niebywałe pojednanie między narodami polskim i ukraińskim. Przed wojną bardzo wiele nas dzieliło. Historia i teraźniejszość nie pozwalała nam normalnie żyć. I potrzebowaliśmy kilku dni wojny, żeby to wszystko odmienić. W obawie przed śmiercią niesioną przez ruSSkie rakiety bombardujące ukraińskie miasta, miliony obywateli Ukrainy - głównie kobiet i dzieci - zaczęło uciekać do bezpiecznej Polski. Do dziś chyba ponad osiem milionów obywateli Ukrainy uciekło przed wojną do Polski. Oczywiście część już wróciła, część pojechała dalej, ale wszyscy, którzy porzucając swoje dobytki, z jedną walizką i dziećmi zdecydowały się, nie znając przyszłości, przyjechać do Polski - zostały tutaj ugoszczone, znalazły miejsce w tysiącach polskich domów, przyjęte pod nasze dachy. To było niebywałe. Skala tej prawdziwie ludzkiej pomocy przeszła jakiekolwiek wyobrażenia. Dziś każdy żołnierz - ojciec, mąż, dziadek - wie, że jego najbliżsi są w Polsce bezpieczni. To, czego nie mogliśmy zrobić przez lata, stało się w kilka tygodni wojny. Dziś Polacy w Ukrainie są bohaterami i przyjaciółmi. Nikomu tyle bezpośrednio nie zawdzięczają, jak nam.
Co będzie dalej? Putin, który każdego dnia rzekomo umiera na nieuleczalne choroby dalej trwa i planuje wygranie tej wojny. Już nie oszukuje siebie i swego ruSSKiego narodu, że to specjalna operacja, tylko prawdziwa wojna. Naród ruSSki nie zmieni tej sytuacji, bo oni w zbyt dużej liczbie popierają swego wodza i nie przejmują się zabijaniem ukraińskich żołnierzy, dzieci i kobiet. Oni nawet nie przejmują się tym, że w tak absurdalnej kampanii poległo już ponad 100000 ruSSkich żołnierzy. Żyją w swoim świecie.
Strategia Putina polega obecnie na terrorze energetycznym wobec Europy, zakręcaniu gazowych kurków, braków ropy i wzniecaniu eurpojeskich niepokojów, aż do czasu, kiedy ruSSka armia odzyska w tej wojnie inicjatywę. Ale Europa w obliczu kryzysu stała się nadspodziewanie zjednoczona i próbuję wykorzystać sytuację do odejścia od ruSSKiej zależności energetycznej. To dobrze wróży.
Czy Ukraina odbije Donbas? Czy Ukraina odbije zrujnowany Mariupol? Czy Ukraina pokusi się o odbicie półwyspu krymskiego? Czy ruSS w obliczu podbramkowej sytuacji zdecyduje sie na użycie broni jądrowej?
Czas pokaże...
