Pachnąca dzieciństwem opowieść o pierwszych miłościach, drugich, kolejnych, pierwszych rozczarowaniach, ideach, pustce w duszy jest wszędzie taka sama:  w deszczowym Liverpoolu, chłodnym Oslo, czy Gdańsku Wrzeszczu. I to zawsze niespodziewane odkrycie, że życie nie zawsze układa się tak, jak sobie młody człowiek wyobraża.  

Przygody młodych Norwegów wkraczających w dorosły świat, świat wojny w Wietnamie, napadu na Czechosłowację, rosnącej globalizacji, a wszystko to w rytmie  kolejnych płyt The Beatles. 

I musi się pojawiać to moje pytanie:  bohaterowie tej powieści odhaczali rytm życia muzyką liverpoolskiej czwórki, inni, tak jak ja, odkrywali wspólnie z przyjaciółmi muzykę Marka Grechutę i zespołu Anawa, Breakoutów, Brygady Kryzys, potem choćby Republiki czy TSA.  A jak to wygląda dziś?  Czy rytm życia może wyznaczać nowe nagranie na Spotifiy Darii Zawiałow, czy Dawida Podsiadło, do których osobiście nic nie mam, a nawet lubię.  Ale czy to na pewno ta sama liga? 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *