Mam 53 lata. Chyba. A jeśli nawet, to już tylko przez chwilę, bo zaraz po Nowym Roku będę miał więcej.
Nie wiem, co będzie dalej, jaka będzie przyszłość – tak bliższa i ta trochę dalsza, ale wiem, że teraźniejszość nie jest dobra. Mam nawet niejasne wrażenie, że nigdy tak kiepsko nie było. Dotyczy to przede wszystkim zdrowia, a to przecież często determinuje całą resztę i pozostałe aspekty życia.
1. Zdrowie.
W poprzednie wakacje wraz z Olą i przyjaciółmi z Poznania spędziłem kawałek wakacji w górach. Udało mi się wtedy zrzucić sporo kilogramów, czułem się całkiem dobrze i z dużym zaciekawieniem wybiegałem w prezyszłość. Nie byłem w górach od lat, nie wiedziałem jak wytrzyma obciążenia organizm, jak będę się czuł. Okazało się, że nie było się czym przejmować. Biegałem po górach, aż miło, pokonywałem wielokilometrowe trasy, strome podejścia i długie zejścia. Ponieważ to były w końcu wakacje, to pozwalałem sobie nawet na ulubione zimne piwo po zejściu z gór. Do tego śniadanie, konkretny obiad w restauracji. Po powrocie do domu, okazało się, że mimo tych wszystkich odstępstw od diety, którą wtedy prowadziłem, schudłem kolejne trzy kilogramy. To był świetny okres, według moich wyliczeń za kilka kilka tygodni miałem już osiągnąć oczekiwaną wagę i wsiąść na wymarzony rower. Było blisko, ale wszystko posypało się. Ostatniego dnia wakacyjnego wyjazdu w góry poszedłem ze wszystkimi na lody. Przecież mi się należało. Powrócił smak cukru, mojego przekleństwa. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem w drodze do domu,kiedy zostałem już sam, był zakup w sklepie dwóch dużych (litrowych) porcji lodów. Oczywiście nie były to ostatnie lody. Dieta powoli odchodziła w niepamięć, a wraz z nią zaczęły znowu powracać kilogramy. Perspektywa jazdy rowerowej zniknęła szybko za zakrętem.
Rok 2021 przywitałem z bólem kolana. Ból był mechaniczny,z każdym dniem coraz bardziej dokuczliwy. Do bólu pleców, doszło nieszczęsne kolano, a jakiś czas potem ból prawego barku. Po raz pierwszy od bardzo wielu lat wybrałem się do lekarza. Oczywiście za namową Oli, zarejestrowałem się do kolejnych specjalistów i próbowałem coś ze swoim zdrowiem zrobić. Terminy były odległe, a kolejne wizyty nie wnosiły niczego do poprawy zdrowia. Dwie wizyty u fizjoterapeuty niczego nie poprawiły, podobnie jak odwiedziny u ortopedów, także te płatne. W końcu dostałem się na badanie rezonansem magnetycznym w Kościerzynie, bo w Gdańsku czeka się o wiele dłużej, oczywiście jeśli nie masz pieniędzy na płatne badania. Kolano bolało już tam mocno, że uniemożliwiało chodzenie. Zostałem zakwalifikowany do operacji kolana. Ola załatwiła mi spotkanie u Ordynatora Ortopedii. Dostałem zastrzyk – blokadę – i zalecenie żeby schudnąć bo obecna waga zniszczy mi drugie kolano po ewentualnej operacji. Kręgosłupa również nie mogłem poprawnie zbadać, bo okazałem się za ciężki, żeby zrobiono mi badanie rezonansem. Było coraz gorzej. Nie mogłem schudnąć, bo praktycznie przestałem się ruszać. Nie wychodziłem z domu, a co tu dopiero mówić o dłuższych wędrówkach. Obecnie jest tak, że praktycznie nie mogę wstać z krzesła. Ból kolana jest tak silny, że trudno nawet wytrzymać bez ruchu, podczas snu itd. Znowu doszedłem do kolejnej ściany. Nie jadłem dużo, ale jadłem znowu bardzo niezdrowo. To oczywiście sprawiało, że znowu w poważnym stopniu powróciły problemy z żołądkiem, a właściwie z jelitami. IBS i wszystko jasne. Żeby mieć pretekst do nie wychodzenia z domu, mogłem wybierać między bólem stawów i mięśni a strachem przed problemem z jelitami. Wyrżnąłem porządnie głową w mur.
Odpuściłem już właściwie chodzenie do lekarzy, bo i tak kluczowa jest moja waga. Bez zrzucenia nadmiaru kilogramów, nie będę mógł się nawet porządnie zbadać. Ale wiem też, że powrót do zdrowej diety, zrzucenie kilogramów sprawi, że moje zdrowie powróci do zasadniczej poprawy. No więc próbuję ponownie wrócić na właściwe tory. Odstawiłem szkodzące mi rzeczy i zacząłem dietę. Ale o tym, w innym miejscu i kiedy indziej.
2. Pieniądze.
Właściwie ich nie mam. Skończył mi się zasiłek dla bezrobotnych. Gdyby nie co miesięczna pomoc od taty, nie miałbym już teraz czym opłacić rachunków. Perspektywa jest marna. W chwili obecnej nie nadaję się do żadnej pracy. Na pewno nie do fizycznej, a do każdej innej, przy komputerze, w biurze itd., może i bym sobie poradził, ale najpierw musiałbym umówić się na rozmowę kwalifikacyjną i przekonać przyszłego pracodawcę do swoich zalet. Nie da się ukryć, że obecnie to zadanie z gatunku misji niemożliwych.
Wysyłałem trochę CV, kilka razy czułem, że to ta właściwa dla mnie oferta, że nadaję się jak mało kto, ale to nic nie dało. Ostatnio odpowiedziałem na ofertę Pomorskiego Związku Piłki Nożnej. Wysłałem super projekt, super ofertę, ale odpowiedzi nie otrzymałem. „Oddzwonimy do pana. Ale ja wam nie podałem numeru telefonu. Nie szkodzi”.
Co dalej? Nie wiem. Wybieram się do lekarza po edycję moich papierów medycznych i chcę złożyć wniosek do ZUS. Może chociaż jakąś tymczasową rentę/wsparcie dostanę? Na szczęście bank jeszcze nie domaga się spłąty zadłużenia w koncie – 2500 złotych. No i trzeba przecież oddać pieniądze przyjaciołom z Poznania. Mieszkanie powoli się sypie, konieczne są małe remonty, większe czy mniejsze poprawki, zakupy, na które mnie obecnie nie stać. Brakuje wszystkiego. Także ubrań. Bo albo jestem za gruby, albo nie mogę kupić nowych. Niewesoła sytuacja.
3. Życie codzienne.
Mało skomplikowane – mówiąc w skrócie. Kiedy jeszcze trwał sezon piłkarski w niższych ligach, w weekend Rafał zabierał mnie samochodem na mecz i często była to moja jedyna aktywność fizyczna. Jeśli nie liczyć wyprawy po pieczywo i słodycze do uzupełniania kalorii. Teraz spędzam czas głównie przy komputerze. Zaangażowałem się bardzo mocno w swój projekt Portalu o Pomorskiej Piłce. Rozwijam go, poprawiam, każdego dnia coś dodaję, idę do przodu. Wiem, że mogę temu poświęcić mnóstwo czasu, bo przecież nie mam żadnych innych obowiązków. Więc mogę. O tym również napiszę więcej w innym miejscu i czasie. Brakuje mi spacerów, wędrówek, czytania książek, a nawet oglądania filmów i seriali. Właściwie tylko komputer. Odpłynąłem w świat wirtualny. Zresztą, na kontakty z człowiekiem żywym, zbyt kiepsko się ostatnio czuję, a z kontaktów z kobietami, po ostatnich burzliwych wydarzeniach kryminalnych skutecznie się wyleczyłem. Przynajmniej na jakiś czas. Nie da się ukryć, że trochę schowałem się przed realnym światem.
Schowałem się nawet ostatnio przed Twitterem, czyli moim oknem na świat. Nie umiem przestać zamartwiać się tym, co się dzieje na świecie, w Polsce, ale nie mogę już więcej o tym czytać i pisać. Nie potrafię. Muszę uciec od tej bańki. I uciekam. I tak sobie obecnie żyję. Ocena końcowa? Trudno powiedzieć. Ulubiona odpowiedź polskich piłkarzy. Bardzo niska, ale nie wiem, czy osiągnąłem już dno, czy będzie jeszcze gorzej.
Ale skoro już to wszystko napisałem, to znaczy, że chcę to znowu zmienić. Nie ma mojej zgody na taką rzeczywistość.
