Witaj, Weiser. Dawno mnie tutaj nie było, dawno nie rozmawialiśmy, stęskniłem się…

Nie było mnie pewnie dlatego, że nie miałem nic mądrego do powiedzenia, a może dlatego, że nie miałem sił na pisanie.

Nie da się ukryć, że to nie jest mój najlepszy okres w życiu. Byłem wczoraj u lekarza i on zadawał mi pytania i prosił w odpowiedzi o określanie rzeczy, stanu, sytuacji w skali makro i skali mikro. Że niby nie powinienem jeść sera żółtego, więc jeśli w skali mikro jest źle, bo jadłem wczoraj na pizzy, to w skali makro jest dobrze, bo robię to rzadko. Mam wrażenie, że kiepsko ze mną zarówno w skali makro, jak i skali mikro.
Gdybym miał powiedzieć jak się czuję w ostatnich dniach, to odpowiedź brzmiałaby fatalnie, ale nie da się ukryć, że kiepsko ze mną od dawna. Czas płynie bardzo szybko, zaraz minie rok od czasu kiedy przestałem pracować w FedEx.

Wypaliłem się zawodowo, nie ma co kryć. W mojej pracy zawsze wymagałem od siebie zaangażowania, nowych wyzwań, robienia czegoś, czego robić wcale nie musiałem, ale zawsze chciałem więcej dla dobra innych pracowników, dla dobra firmy. W ostatnich miesiącach było już fatalnie. Zostałem z niewiadomych dla mnie przyczyn wplątany w konflikt z szefami, przestałem mieć wpływ na cokolwiek w swojej pracy, a szczególnie na pracę osób, których byłem przecież kierownikiem. Musiałem coś z tym zrobić. Uznałem, że muszę zmienić pracę, że jestem na tyle dobry i doświadczony, że chcę spróbować czegoś nowego. Złożyłem wypowiedzenie… i wtedy wybuchła światowa pandemia.

Nic już potem i teraz, nie jest takie, jak przed erą covid-19. Szybko uzmysłowiłem sobie, że zmiana pracy w czasach pandemii, to jednak ryzykowne posunięcie i wycofałem swoje wypowiedzenie. Niestety, moja zmiana planów nie została wzięta pod uwagę moich szefów i z końcem kwietnia ubiegłego roku zostałem bez pracy.
Smutny to był czas. Przykro mi było zwłaszcza, gdy uświadomiłem sobie, że w zasadzie nikt się w tym czasie za mną nie wstawił. Głównie ci, których ja zawsze wspierałem i nadstawiałem za nich głowę.
Tak to jest, Weiser, w życiu, w krytycznych momentach zwykle zostajemy sami ze swoimi problemami.

Do końca roku problemów nie było, bo przede wszystkim miałem za co żyć. Zaległe pensje, rozliczenia, a potem zasiłek chorobowy, bo przez sześć miesięcy leczyłem swoją depresję, pozwalały na jako takie życie. Do tego pod koniec roku zostałem okradziony przez osobę, która wydawała mi się bliską osobą. To chyba rozbiło mnie doszczętnie.
W nowym roku żyję już za skromny zasiłek dla bezrobotnych, obecnie mniej niż tysiąc złotych, który w dodatku za chwilę się skończy.
Mój stan zdrowia jest fatalny. Bolące plecy, na przemian z boląca prawą ręką i kolanem, sprawiają, że nie mogę normalnie funkcjonować. Nawet gdybym zdecydował się na zdobycie nowej pracy, przecież wysyłałem wiele aplikacji, to nie byłbym w stanie zebrać się w sobie i udać na jakąkolwiek rozmowę rekrutacyjną. Mieszanina moich stanów depresyjnych i bólowych nie daje mi w tej chwili szans na jakikolwiek ruch.
Do tego brak ruchu spowodowany okropnym bólem kolana sprawia, że praktycznie nie wychodzę z domu, nie ruszam się, nie wędruje. Przekłada się to szybko na moją wagę. Mimo, że moja dieta nie jest w tej chwili najgorsza, to schudnąć nie mogę i koło się zamyka.
Poszedłem do lekarza. Ola mnie namówiła. Zrobili mi prześwietlenia. Wyszło, że mam coś z kręgosłupem. Zapisałem się na wizytę u neurologa. Chyba w sierpniu…
Byłem też u ortopedy. Ściągnął mi wodę z kolana, coś innego wstrzyknął i powiedział, że będę zaraz chodził, a może i biegał. Od tej pory było tylko gorzej. Ból stał się nie do zniesienia. Albo bolały mnie plecy i nie mogłem wstać z łóżka, albo kolano i nie mogłem chodzić.
Znowu do gry wkroczyła moja córka i zaproponowała mi wizytę u osteopaty. Nawet ją sfinansowała, co wprowadziło mnie w jeszcze większy żal, że muszę korzystać z pomocy dziecka, a to przecież ja powinienem jej pomagać, choć akurat Ola dobrze sobie radzi w życiu.
U osteopaty byłem wczoraj. Pól godziny leczenia dotykiem. Naciągania, ucisku. Powiedział, że będzie lepiej. Nie wiem, czy jest lepiej czy gorzej. Dużej różnicy nie czuję, może bardziej w trybie życzeniowym wmawiam sobie, że jest trochę lepiej, ale na pewno daleko do sytuacji, w której mógłbym żyć komfortowo.

A przecież muszę coś ze sobą zrobić, bo zaraz skończy mi się zasiłek dla bezrobotnych, ostatnie moje źródło stałych przychodów.
Żyję za grosze, wspiera mnie zwykle tata pod koniec miesiąca, kupuję najtańsze rzeczy do jedzenia, ale na inne potrzeby nie mam już pieniędzy. Kończą mi się wszelkie moje zapasy w kuchni, kończą mi się środki czystości, kończy mi się wszystko. Nie poszedłem do fryzjera, bo żal było mi wydawać 25 złotych. Teraz problem sam się rozwiązał – zakłady fryzjerskie znowu zostały zamknięte z powodu pandemii. Potrzebuję nowych ubrań, nie wspomnę już o poważniejszych wydatkach, takich jak remont w mieszkaniu. Kiedy je kupowałem kilka lat temu, zależało mi na czasie. Nie chciałem bawić się w remonty, chciałem mieszkanie pod klucz, gotowe do natychmiastowego zamieszkania. Było czyste, nie zniszczone, ale minęły lata, wszystko się zużywa, coraz więcej rzeczy przestaje działać. Piec grzewczy działa już chyba tylko na moje życzenie, padło żelazko, odkurzacz ledwo dyszy, parę innych urządzeń też powinno już zostać wymienione. Ale nie zanosi się na to, bo niby jak? Nadchodzi wiosna. Chciałem w tym roku poświecić więcej swojego zainteresowania ogrodowi, działce, balkonowi, ale na to potrzebne są pieniądze, a ja ich nie mam.

Smutne to wszystko. Chciałbym znowu wrócić do życia, ale wygląda na to, że bardziej się wycofuję, niż idę do przodu.
Wycofuję się nawet z twittera, który był moim światem, miejscem, gdzie wymieniałem poglądy, gdzie rozmawiałem. Zdałem sobie sprawę, że próby przekonywania innych do swoich racji zawsze kończą się wielkim sporem i agresją. A ja nie chcę agresji i sporów, a kłopotów mam co nie miara, więc wycofuję się. Ostatnio próbowałem przeforsować swoją opinię, że granie w piłkę ligową przez drużyny dzieci w czasie szalejącej pandemii jest kiepskim pomysłem. Zostałem zakrzyczany, że to głupia decyzja, że nie można dzieciom zabraniać uprawiania sportu na powietrzu i inne demagogie. Moje argumenty mówiące o tym, że mecze juniorskie wymagają wsparcia dorosłych, przywiezienia na mecz, opieki itp, sprawia że jest to realne, zupełnie niepotrzebne zagrożenie, jedna z przyczyn masowej reprodukcji wirusa. Wycofałem się z dyskusji, to przestrzegam swojej zasady życiowej, że jeżeli przekonywanie ludzi do swoich racji rodzi agresję, to nie warto walczyć o te swoje racje. Dobra zasada, ale w końcu zdajesz sobie rację, że na każdym kroku ustępujesz, wycofujesz się, przestajesz walczyć. I wtedy nie jest już tak fajnie. Wycofuję się, bo nie chcę zaogniać, wycofuję się, bo polityka potrafi ludzi zniszczyć. Mam swoje zdanie, mam swoje sympatie, moją największą jest dobro mojego kraju, świadomość, żeby moje dzieci mogły tutaj godnie i szczęśliwie żyć. Ale oczywiście widzę, że nie jest dobrze w Polsce, że nie idzie to dobrym kierunku, że nie mogę wierzyć i ufać naszej władzy, że chciałbym jej zmiany. Ale ile można to potwierdzać na publicznym twitterze? Żyjemy w social bańkach. Każda strona polityczna w swojej. Ja jestem przekonany, że mam rację, i nie rozumiem dlaczego inni myślą inaczej. Nie potrafię tego zaakceptować, więc wolę wycofać się.

Pandemia covid-19 przybiera znowu na sile. To już piętnaście miesięcy ograniczeń, chorych, zmarłych, maseczek na twarzy, zakazów, lockdownów, zamkniętych sklepów, fryzjerów, zawieszonych rozgrywek piłkarskich w ligach amatorskich. Dziś w Polsce zanotowaliśmy ponad 35000 osób zarażonych. Wczoraj zmarło prawie 600 osób, a to niekoniecznie są dane do końca prawdziwe. Mimo, że od paru miesięcy mamy na świecie szczepionki sytuacja, przynajmniej w Polsce, jest z każdym dniem coraz gorsza. Szczepienia idą bardzo opornie, są kiepsko zorganizowane. Są kraje, które zaszczepiły już znaczną część swoich populacji, a my raptem trzy miliony. Za to pod względem dziennych ilości zachorowań i śmierci, jesteśmy liderami na całym świecie. Niebywałe. Sytuacja Służby Zdrowia staje się krytyczna. Karetki pogotowia wożą chorych od szpitala do szpitala w poszukiwaniu wolnego miejsca, wolnego respiratora. Z każdym dniem jest coraz gorzej.

Jak w tym wszystkim mogę się odnaleźć? Ciężko jest.

Od kiedy zgłosiłem na policję przestępstwo przywłaszczenia moich pieniędzy i podrobienia mojego podpisu minęło już kilka miesięcy i… nic się nie dzieje. Żadnej informacji, żadnego wyjaśnienia. Nic. To też jedna ze spraw, które strasznie mnie przygnębiają. Nie dość, że dałem się perfidnie oszukać, to jeszcze policja nic w tym temacie nie robi, a przynajmniej mnie o tym nie informuje.

Jeszcze ten Lewandowski odbierający od Dudy order.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *