W moim kibicowaniu jest tak, jak w wielodzietnej rodzinie: można pokochać wiele dzieci. Wychodząc tej zasadzie na przeciw, w zasadzie w każdej z ważnych lig mam jakiś zespół, któremu mniej lub bardziej, krócej lub dłużej, kibicuję.
Na poziomie lokalnym najbardziej, wiadomo, ściskam kciuki za powodzenie Gdańskiego Klubu Sportowego Morena. To oczywiste. Trwa to już prawie 11 lat. Dalej jest gdańska Lechia. Tu kibicowanie ma wiele więcej lat, dokładnie będzie to pewnie z czterdzieści lat, kiedy byłem na pierwszym meczu przy Traugutta.
Kibicem Liverpoolu jestem jeszcze dłużej, choć z oczywistych powodów, nie zawsze mogłem śledzić i trzymać kciuki za drużynę z miasta Beatlesów, a bardziej rodzinnie, z miasta brata mojej mamy, który od dziecka nie pozwalał mi zapominać, że gdzieś na wyspach jest taki klub.
Dalej było Atletico Madryt. Jakieś kilkanaście lat na pewno. Tutaj, przyznam się, nie pamiętam bezpośredniego impulsu, który sprawił, że zostałem kibicem Los Colchoneros. Może pan Jesus Gil y Gil? A może ta słynna bramka Christiana Vieriego?
We Włoszech moim ulubionym klubem jest stołeczna AS Roma. To „dziecko”, ta miłość też ma już kilkanaście lat, a związana jest pewnie w jedną postacią: Francesco Totti.
Moje najmłodsze dziecko z piłkarskiej ligowej Europy – to Reisen Ball Lipsk. Niezależnie, co mówi się o tym klubie, o sposobie przejęcia innego klubu, ja cenię ten projekt właśnie za pomysł i za realizację. Red Bull stać byłoby na bardzo spektakularne zakupy, ale oni działają inaczej. Dają szansę wielu bardzo młodym piłkarzom, umieszczają ich w kilku swoich klubach w różnych częściach świata, a potem świetnie z nimi pracują i sprzedają po całym świecie. Szanuję.
Jak to wygląda w tym sezonie?
Morena – wiadomo zimowy sen trwa. Seniorzy spędzają go na drugim miejscu w Klasie B z bardzo realną szansą na awans. Juniorzy mają się gorzej, ale tutaj rzecz ważniejsza od samych wyników – to przetrwanie.
Lechia Gdańsk ma sezon, w którym nie spisuje się najlepiej. Mimo to, mamy prawo oczekiwać lepszej gry, walki, a nie zawsze to otrzymujemy. Zespół jest obecnie w środku ligowej tabeli, ale straty do czołówki robią się spore i trudno liczyć na jakieś sukcesy w tym roku. Na szczęście z ligi spada tylko jeden zespół, więc sytuacja wydaje się bezpieczna.
AS Roma ma bardzo dziwny sezon. Zewsząd krytykowana, trener zwalniany co kolejkę, ale jak przyjrzeć się ligowej tabeli, to czwarta pozycja obecnie w ligowej tabeli, to nie jest zły wynik. Na dobrą sprawę, ewentualne sześć punktów do prowadzącego w tabeli AC Milan to wynik naprawdę więcej, niż dobry.
RB Lipsk to od kilku lat druga siła w niemieckim futbolu. Coraz wyraźniej dystansuje rywali, ale nadal nie może skutecznie zagrozić najlepszemu od lat Bayernowi. Niby w bezpośrednim meczu grali świetnie i trochę pechowo zremisowali, ale parę kolejek potem przegrali z outsiderem z Mainz sprawiając, że marzenia o tytule dla Red Bulla pewnie trzeba będzie odłożyć.
Liverpool to najlepsza drużyna ostatnich lat w Europie. Champions League, Mistrzostwo Anglii, wszystko w imponującym stylu. W tym sezonie nie było tak dobrze, drużyna bardzo poważnie doświadczona kontuzjami wykluczającymi kluczowych graczy na wiele miesięcy nie grała tak imponująca, ale w obecny rok weszła jako lider Premier League. A potem nastąpiło coś niezrozumiało. W cztrech meczach nie strzelili gola, w pięciu kolejnych nie wygrali, stracili mnóstwo punktów, rywale to wykorzystali i nagle zespół wyleciał poza TOP 4 ligi. Na szczęście ostatni mecz z drużyną Jose Murinho wygrali i mam nadzieję, że będą skutecznie gonić rywali.
Na koniec Atletico Madryt. Drużyna Diego Simeone ma na razie kosmiczny sezon, a przynajmniej jego pierwszą połowę. W osiemnastu meczach tylko dwa remisy i jedna porażka. Piętnaście wygranych meczów. Wykorzystując słabszą postawę w tegorocznych rozgrywkach Realu i Barcelony, idą po swój wielki sukces. To może być wielki sezon Atletico.