Podobny smutek odejścia z tego świata kogoś, którego nie znałem osobiście, kogoś, kogo znało się tylko z płyt, koncertów, czy stron gazet, miałem wtedy, kiedy odeszła Kora.

Teraz pożegnaliśmy Henryka Chmielewskiego – „Papcie Chmiela”.

Gdyby miało większy sens tworzenie jakiś wspomnieniowym zestawień naszego życia, szukania kamieni milowych naszych czasów, gdyby to w ogóle miało sens – to komiksy z Tytusem, Romkiem i A’Tomkiem byłyby w każdym moim takim zestawieniu. To niewiarygodnie, jak w momencie śmierci ich autora, jak na komendę przypominam sobie wszystkie te chwile, kiedy szukałem w kiosku, albo księgarni kolejnych numerów przygód tych bohaterów, albo po antykwariatach i bibliotekach, żeby znaleźć wszystko to, co było dla mnie archiwalne.

Nasze życie stale pędzi do przodu. Codziennie przybywa nam kłopotów, zmartwień i spraw, o które musimy zacząć się troszczyć, zwłaszcza w tych paskudnych czasach. Kto by pamiętał o komisie z jakimiś dziwnymi harcerzami i jeszcze bardziej dziwną małpą, ledwo co uczłowieczoną, powstałą z przypadkowo, albo i nie, wylanego na blat biurka plamy tuszu. (Ty! Tusz!).

Dopiero kiedy dociera do nas wiadomość, że umiera Henryk Chmielewski – wtedy tak szybko i tak boleśnie zdajemy sobie sprawę, że bez NIEGO, nasze dzieciństwo, a może i nasze życie, nie byłoby takie samo.

A przecież minęło dopiero tak niewiele strzałów znikąd…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *