Niedziela.

Zawsze chciałem pojechać na Przystanek Woodstock.  Z wielu, zwykle absurdalnych powodów, nigdy na ten festiwal nie pojechałem i nigdy nie pojadę. Choćby z tego powodu, że Przystanek Woodstock zamienił się w Pol’And’Rock Festival. 

W tym roku z uwagi na sytuację pandemiczną, koncert zamienił się w  Najwspanialszą Domówkę Świata.   Wszystko w internecie, w TV, koncerty,  rozmowy, spotkania z gośćmi na ASP, nocne radio festiwalowe.  Siedziałem i oglądałem trzy dni i trzy noce. 

Coś wspaniałego.  Wreszcie uzmysłowiłem sobie, że nie ma co taplać się w przeszłości, że nie można oglądać ciągle tych samych filmów i słuchać tylko takich piosenek, które już znamy.  Że świat idzie do przodu i że dzieje się tyle wspaniałych rzeczy.  

Wysłuchałem ciekawych spotkań na Akademii Sztuk Przepięknych  z Januszem Gajosem, Andrzejem Mleczko, Ewą Zgrabczyńską, Majką Jeżowską, Joanną Kulig, Wojciechem Mannem i Tomaszem Sekielskim.  Ale festiwal, to przede wszystkim muzyka. A tej było bardzo wiele.  Większości zespołów albo mało znałem, albo ledwie słyszałem, nie szukając nigdy ich nagrań na większą skalę.   Bombardowany muzyczną papką z rozgłośni radiowych, ciągle taką samą,   nie zauważyłem, jak wiele rzeczy mi ucieka, jak wielu zespołów nie poznałem zbyt dobrze, albo wręcz wcale. 

A przecież tyle jest wspaniałych rzeczy:





Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *